Dr Tatiana Fic, ekonomistka w National Institute of Economic and Social Research stwierdziła w wywiadzie dla „Obserwatora Finansowego”, że tzw. luzowanie ilościowe jako niekonwencjonalna polityka pomogło nie tylko rynkom finansowym, ale i realnej gospodarce. Dr Fic uznaje najwidoczniej, że więcej pustego pieniądza i wysokie ceny akcji to synonim silnej gospodarki.
– Z badań, które przeprowadziłam wynika, że luzowanie ilościowe faktycznie przyczyniło się przede wszystkim do obniżenia długoterminowych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, strefie euro, Japonii, Wielkiej Brytanii, ale też Brazylii, Chinach, Indiach i Rosji. W większości tych krajów nastąpiły także wzrosty cen akcji. Co ciekawe, nie odnotowano deprecjacji głównych walut rynków rozwiniętych – argumentowała dr Tatiana Fic.
Wesprzyj nas już teraz!
Przy pomocy modelowania makroekonomicznego dr Fic przeprowadziła symulację scenariusza, w którym Bank Rezerwy Federalnej nie ogłaszałby programu skupu aktywów. Długoterminowe stopy procentowe w USA miałyby w wyniku tego wzrosnąć aż o 125 punktów bazowych. Dr Fic przyznała, że pompowanie niewiarygodnych ilości pieniądza pomogło rynkom finansowym, jednakże uzasadniała, niczym John Maynard Keynes, że takie rozwiązania są również korzystne dla gospodarki.
– Niższe stopy procentowe to przecież niższe koszty kredytów, większe inwestycje i lepsza koniunktura – wyliczyła dr Fic, dodając, że bez luzowania ilościowego amerykański PKB byłby o 2,5 proc. niższy. Nie wspomniała jedynie o większym długu publicznym, obarczającym przyszłe pokolenia, bo przecież „w dłuższej perspektywie wszyscy będziemy martwi”.
Zdaniem dr Fic, działania FED uratowały Amerykę przed groźbą deflacji. Rację miał Konfucjusz, gdy stwierdził, że naprawę państwa powinno się rozpocząć od naprawy pojęć. Ową straszliwą deflacją, przed którą ostrzega wielu zwolenników luźnej polityki monetarnej, jest po prostu powrót (choć bolesny) do rzeczywistości finansowej rozdmuchanej przez pusty pieniądz. Luzowanie ilościowe doprowadziło do dalszej deprecjacji dolara. Do tego stopnia, że coraz częściej pojawiają się postulaty o konieczności znalezienia nowej waluty światowej. Jeżeli to miał być ratunek dla amerykańskiej gospodarki, należałoby go raczej określić mianem niedźwiedziej przysługi. Jedyne, na czym zyskały rynki finansowe i gospodarka, to odsunięcie w czasie jeszcze większego kryzysu, niż ten z 2008 r.
Tomasz Tokarski