USA znalazły się w punkcie zwrotnym swojej globalnej strategii, pisze amerykański analityk, Wess Mitchell. Ameryka nie jest już zdolna do utrzymania samodzielnej przewagi na wszystkich frontach. Musi dokonać konsolidacji, czyli ograniczyć zagraniczne zobowiązania i skupić się na Chinach. Co będzie z Europą?
Wess Mitchell to założyciel Marathon Initiative i autor książki „Dyplomacja wielkich potęg: Umiejętność kierowania państwem od Attyli Huna do Kissingera”. W czasie pierwszej prezydentury Donalda Trumpa pracował w sekretariacie stanu w obszarze relacji z Europą i Eurazją.
Wesprzyj nas już teraz!
Mitchell opublikował obszerny tekst na temat strategii USA w „Foreign Affairs”. Jak stwierdził, Stany Zjednoczone stoją dziś w punkcie zwrotnym porównywalnym do tego, w którym znalazła się Wielka Brytania na początku XX wieku. Wówczas imperium brytyjskie, mimo globalnej dominacji, musiało zmierzyć się z rosnącą liczbą rywali i stopniowym spadkiem przewagi gospodarczej. Odpowiedzią nie była dalsza ekspansja, lecz strategia „konsolidacji” – koncentracji zasobów na kluczowych zagrożeniach i ograniczenia rozproszenia sił.
Autor twierdzi, że podobny problem dotyczy dziś USA. Po zimnej wojnie Waszyngton utrzymywał globalną dominację bez konieczności poważnych kompromisów strategicznych, jednak ten model uległ erozji wraz z wojnami po 2001 roku, wzrostem zadłużenia, osłabieniem bazy przemysłowej oraz pojawieniem się realnej rywalizacji wielkich mocarstw, przede wszystkim Chin.
W efekcie USA, twierdzi Mitchell, znalazły się w sytuacji „rozciągnięcia ponad możliwości”: ich zobowiązania globalne przewyższają zasoby militarne i finansowe, a jednocześnie rośnie liczba przeciwników, od Chin i Rosji po Iran i Koreę Północną. Kluczowym problemem staje się tzw. „problem równoczesności”, czyli brak zdolności do prowadzenia skutecznej polityki w wielu regionach jednocześnie.
Odpowiedzią ma być „konsolidacja”. To strategia różna zarówno od ekspansji, jak i wycofania. Zakłada ona świadome ograniczenie części zobowiązań zewnętrznych, koncentrację na głównym rywalu (Chinach), jednoczesne wzmacnianie bazy gospodarczej i przemysłowej oraz przenoszenie większej odpowiedzialności na sojuszników. W ujęciu historycznym autor porównuje ten model do reform Hadriana w Imperium Rzymskim czy polityki Richarda Nixona, który poprzez odstraszanie i reorganizację sojuszy próbował ustabilizować pozycję USA w czasie zimnej wojny.
Współczesna wersja tej strategii miałaby obejmować m.in. redefinicję obecności USA w Europie i na Bliskim Wschodzie, ograniczanie kosztownych operacji wojskowych, równoległe utrzymywanie kontrolowanej rywalizacji z Rosją i Chinami oraz rozwój mechanizmów odstraszania, które mają ograniczać ryzyko eskalacji. Jednocześnie USA miałyby intensywnie inwestować w przemysł, energetykę, sztuczną inteligencję i technologie krytyczne, by odbudować własną bazę siły.
Istotnym elementem jest także przebudowa systemu sojuszy. Mitchell zakłada zwiększenie presji na partnerów, by ponosili większy ciężar obronny, ale jednocześnie ich głębszą integrację z amerykańskim przemysłem i technologią. Sojusze miałyby stać się nie tylko narzędziem bezpieczeństwa, lecz także wsparciem dla reindustrializacji USA i utrzymania dominacji dolara oraz przewag technologicznych.
Autor podkreśla jednak ryzyka tej strategii. Przeciwnicy mogą wykorzystać okres przejściowy – np. Chiny wobec Tajwanu czy Rosja w Europie. Sojusznicy mogą z kolei odczytać zmianę jako wycofanie się USA i szukać alternatywnych układów. Mimo to tekst argumentuje, że utrzymanie dotychczasowego modelu globalnej „prymacji” nie jest już możliwe ani finansowo, ani militarnie.
Największym wyzwaniem pozostaje polityka wewnętrzna USA. Konsolidacja wymaga porzucenia części dotychczasowych ambicji: globalnej dominacji militarnej, nieograniczonego zaangażowania zagranicznego czy kosztownych projektów interwencyjnych. Kluczowe ma być także ograniczenie długu publicznego poprzez wzrost gospodarczy, deregulację, rozwój energetyki i przemysłu.
W optymistycznym scenariuszu, jak podsumowuje Mitchell, skuteczna konsolidacja mogłaby w perspektywie dekady doprowadzić do odbudowy amerykańskiej potęgi: silniejszej gospodarki opartej na taniej energii, nowoczesnym przemyśle i przewadze technologicznej, bardziej samowystarczalnej bazy militarnej oraz sojuszy zdolnych realnie odciążyć USA. W takim układzie Stany Zjednoczone miałyby „odzyskać drugi oddech” jako wielkie mocarstwo i utrzymać globalną pozycję w warunkach rosnącej konkurencji.
Źródło: Foreign Affairs
Pach