Apogeum sukcesów cywilizacji śmierci będzie zarazem jej końcem. Antyrodzinna polityka prowadzona przez szeroko rozumiany Zachód doprowadza go do upadku.
Płodność Słowian jest niepożądana; niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki. Im więcej, tym lepiej – te słowa Martina Bormanna znalazły odzwierciedlenie w referacie dwóch niemieckich doktorów, Erharda Wetzla i Gerharda Hechta, ekspertów Urzędu do Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP, którzy w listopadzie 1939 roku zarysowali główne założenia niemieckiej polityki ludnościowej na terenie okupowanej Polski: Wszystkie środki, które służą ograniczeniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia1.
Wesprzyj nas już teraz!
Dał nam przykład Adolf Hitler?
Doktor Wetzel kształtował także politykę demograficzną Niemców na wschodzie po rozpoczęciu wojny z Sowietami. W roku 1942 pisał: Aby doprowadzić na wschodnich terenach do znośnego dla nas rozmnażania się ludności, jest nagląco konieczne zaniechanie na wschodzie tych wszystkich środków, które zastosowaliśmy w Rzeszy celem podwyższenia liczby urodzin. Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. (…) Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu2.
Dziś – siedemdziesiąt lat później – większość państw europejskich robi u siebie dokładnie to, co hitlerowcy robili na terenach okupowanych. Sami Niemcy przodują zresztą w procesie wymierania – w ciągu najbliższych czterdziestu lat ubędzie ich najprawdopodobniej przeszło dwadzieścia milionów. Ponadto, co trzeci Niemiec będzie emerytem, a liczba osób starszych dwukrotnie przewyższy liczbę dzieci. W tym samym czasie zniknie ponad trzydzieści milionów Rosjan, a Anglicy do końca XXI wieku staną się w Anglii mniejszością. W Polsce Główny Urząd Statystyczny przewiduje spadek liczby ludności o 5,6 procent do roku 2035, przy czym z każdym rokiem będzie nas ubywać coraz szybciej. W całej Europie istnieje tylko jedno państwo o dodatnim przyroście naturalnym – muzułmańska Albania. W ciągu kilkudziesięciu lat liczba Europejczyków może się zmniejszyć nawet o 180 milionów – czyli o 25 procent! Podobny spadek liczby ludności odnotowano w Europie ostatnio w połowie XIV wieku, podczas wielkiej epidemii dżumy.
Patrick J. Buchanan, amerykański konserwatywny polityk i publicysta, autor książki Śmierć Zachodu3 pisze wręcz o samoludobójstwie ludzi o europejskich korzeniach oraz całych ich narodów. Podobnie bowiem wygląda sytuacja w Stanach Zjednoczonych, gdzie bodaj tylko w mormońskim stanie Utah jest więcej dzieci niż starców.
Dlaczego Zachód wymiera?
Buchanan podaje kilka powodów wymierania Zachodu. W nowym, postindustrialnym modelu gospodarki, mąż i żona, oboje pracując w biurach, pozostawiają w domu swe dzieci bez opieki, jeśli w ogóle mają dzieci. Mężczyzna nie jest dzisiaj w stanie utrzymać niepracującej zawodowo żony i kilkorga dzieci. Kobieta coraz częściej odkłada założenie rodziny ad calendas graecas, przedkładając ponad macierzyństwo karierę zawodową, dobrą figurę czy też rzekomo najważniejsze – zdrowie. Na kryzys demograficzny znacząco wpływają także ruchy feministyczne i antynatalistyczne, które – zwłaszcza w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku – rozpętały paniczny lęk przed wybuchem bomby populacyjnej. Podobnie jak wcześniejszy o półtora wieku maltuzjanizm, również populacyjne obawy Klubu Rzymskiego nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale sprzyjały antyrodzinnej propagandzie.
Osobną kwestię stanowi niezwykle popularna od schyłku XIX wieku na Zachodzie eugenika. W roku 1919 Margaret Sanger postulowała w Stanach Zjednoczonych więcej dzieci dla ludzi odpowiednich, mniej dla nieodpowiednich, przy czym nieodpowiednimi byli Żydzi, Słowianie, Murzyni i katolicy4. Wydawać by się mogło, że druga wojna światowa ostatecznie skompromitowała tego rodzaju myślenie, stało się jednak inaczej; w dalszym ciągu próbuje się „udoskonalać” rodzaj ludzki poprzez eliminowanie jednostek „gorszych” (najlepiej zanim się urodzą). Dochodzi w ten sposób do zachwiania naturalnego porządku (czego dobry przykład stanowią Chiny, gdzie przez długi czas masowo zabijano dziewczynki, wskutek czego zniszczona została równowaga płci w społeczeństwie).
George Ritzer uznaje eugenikę za przejaw makdonaldyzacji społeczeństwa: „produkcja” człowieka ma przebiegać podobnie do produkcji hamburgera5 – jakiekolwiek wykroczenie przeciwko normie (zresztą zazwyczaj lichej) powoduje wyrzucenie produktu na śmietnik. Rodzice mogą mieć ochotę na blondwłosego, błękitnookiego chłopczyka, który w przyszłości osiągnie 182 cm wzrostu – zadaniem naukowców jest spełnić tę zachciankę, a jeżeli poczęte dziecko nie rokuje nadziei na odpowiedni kolor włosów, oczu i wzrost, należy je zabić. Upadł stary ład moralny i dawna hierarchia wartości: niemoralność nie jest piętnowana, a przyjemność seksualną stawia się wyżej od szczęścia rodzinnego. Rokrocznie dokonuje się milionów aborcji, coraz częściej całkiem legalnie. Międzynarodowe organizacje aborcję uznają wręcz za „prawo człowieka”, a jej zakaz stawiają w jednym rzędzie ze stosowaniem tortur. Na niespotykaną wcześniej skalę rozprzestrzeniły się środki antykoncepcyjne. Popularność antykoncepcji i aborcji powoduje, że beztroskie podejście do seksu pozornie nie wiąże się z żadnymi negatywnymi konsekwencjami. W parze z przyzwoleniem na niemoralność idzie wyszydzanie moralności – zatrważająco aktualne pozostają słowa papieża Piusa XI sprzed ośmiu dekad.
Publicznie, z bezwstydną szczerością – pisał Ojciec Święty – depcze się i ośmiesza świętość małżeństwa: żywym słowem, drukiem, w teatrach, romansach, erotycznych opowieściach i satyrach, w kinach, wykładach radiowych, wszelkimi w ogóle nowoczesnymi wynalazkami. Rozwody, cudzołóstwa, przeróżne występki wychwala się lub przedstawia tak nęcąco, jakby w nich nic grzesznego ani hańbiącego nie było. Ukazują się wydawnictwa, zachwalane jako naukowe, w rzeczy samej jednakże przybrane tylko w pozory naukowości, aby tym łatwiej zdobyć zaufanie czytelników. Głoszone w nich zasady podaje się za wyniki współczesnej nauki, i to nauki starającej się o ustalenie samej tylko prawdy, a odrzucającej przestarzałe przodków przesądy6.
Warto zaznaczyć, że tak wielkie zepsucie zaczęło ogarniać społeczeństwo poczynając od warstw zamożniejszych. Biskup Tihamer Toth wołał w latach trzydziestych ubiegłego stulecia: Niezaprzeczalnym faktem jest, że ta zaraza moralna, tocząca życie narodów, rozpoczęła się w rodzinach zamożnych, które mogłyby wychować większą liczbę dzieci, bo ich stać nie tylko na chleb, ale i na rozmaite zbytki: ale zamiast dzieci, woleli osobiste wygody, spokój i nieskrępowanie7 – wobec takiego podejścia trudno się dziwić eugenicznym zapędom kapryśnych „rodziców”, jeśli już wreszcie zdecydują się na, rzecz jasna jedyne, dziecko.
Kiedy zaleje nas potop?
Europejczyków ubywa, a świat się rozrasta: według najnowszych prognoz do roku 2050 na świecie będzie żyło o ponad dwa miliardy ludzi więcej – z czego 90 procent Afrykanów i Azjatów. Już obecnie w Europie mieszka ponad 50 milionów muzułmanów. Statystycznie są oni znacznie młodsi od Europejczyków i mają znacznie więcej dzieci. Grupa ta w ciągu dwudziestu lat może się nawet podwoić – a przecież uwzględnić trzeba nowe fale imigracji!
W latach siedemdziesiątych na kartach powieści zatytułowanej Obóz świętych Jean Raspail opisał „pokojową” inwazję milionów najeźdźców z Trzeciego Świata, wobec których Europa – obezwładniona własnym dobrobytem oraz ideologią „tolerancjonizmu” – okazuje się bezbronna. Pisarza okrzyknięto wówczas faszystą i ksenofobem, zgodnie ze stalinowską dyrektywą z roku 1943: Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej. Dzisiaj jednak ponury scenariusz Raspaila sprawdza się w sposób tak oczywisty, że nawet „Gazeta Wyborcza” w recenzji Obozu świętych stwierdziła, że to powieść prorocza.
Przed kilkoma laty Patrick Buchanan uznał, że jedynie społeczna kontrrewolucja albo przebudzenie religijne mogą odwrócić pogłębiający się proces umierania Zachodu, i to zanim coraz niższy wskaźnik urodzeń zamknie ostatnie wyjście i zaciągnie kurtynę nad dobiegającą końca historią człowieka Zachodu. Lecz żadnego z tych zdarzeń nie widać na horyzoncie. Kiedy rozpędzony samochód mknie ku przepaści, od pewnego momentu nawet właściwe decyzje kierowcy nie mogą go już ocalić. Trudno powiedzieć, czy ratunek przed katastrofą demograficzną jest jeszcze możliwy – nie bez powodu Buchanan wyjaśnia, iż jego książka nie jest przepowiednią tego, co ma nastąpić w przyszłości; to opis tego, co dzieje się TERAZ. Młodych ludzi jest po prostu za mało, by mogli – gdyby się nagle ocknęli – odbudować populację… Zachwiana została równowaga pomiędzy pokoleniami: społeczeństwa zachodnie są coraz starsze, co oznacza, że coraz mniejsza grupa ludzi w wieku produkcyjnym musi utrzymywać coraz większą grupę emerytów. Dodać należy, że dzieje się to w czasie bezprecedensowego rozkładu więzów rodzinnych czy międzypokoleniowych. Trudno się zresztą temu dziwić: na emeryturę odchodzi właśnie pokolenie, które czterdzieści lat temu wzniosło okrzyk: Nie ufaj nikomu po trzydziestce! Na Zachodzie to właśnie pokolenie własnych rodziców umieściło w domach starców, a przed dziećmi wszelkimi możliwymi sposobami, zazwyczaj skutecznie, się obroniło. Jak trafnie zauważył Roman Galar: Wielu bezdzietnym Europejczykom horyzont zainteresowania przyszłością wyznacza ich własna egzystencja, zaś głównym dylematem jest jak skonsumować cały dorobek życia przed śmiercią. Postawa taka spotka się zapewne z kontrakcją naszych następców, w zrozumiały sposób niechętnych do poświęceń na rzecz szczęśliwej starości osób, które dbały wyłącznie o siebie. Wszystko to zdaje się wskazywać, że coraz popularniejsze będą iście diabelskie „rozwiązania” kłopotu demografii i starzejących się społeczeństw – takie jak legalizacja, a następnie upowszechnienie eutanazji.
Za późno na ratunek?
Być może na ratunek dla Zachodu jest już za późno. Zepsuta cywilizacja, która wypowiedziała wojnę Bogu, zasługuje na los Sodomy i Gomory. Dotycząca Kościoła obietnica Pana Jezusa, iż bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16, 18), nie mówi nic o cywilizacji białych ludzi – Kościół może trwać i bez nich. Przetrwał wszak upadek Rzymu, po czym nawrócił dzikich pogan i dał początek średniowieczu – albowiem świat się kręci, a krzyż stoi. Jeśli jednak można gdzieś upatrywać nadziei na ocalenie tego, co dzisiaj nazywamy Zachodem, wydaje się, że może ono nastąpić wyłącznie za pomocą kubła zimnej wody, która ocuci pijanych hedonistów. Chesterton mawiał, że dobrobyt nie sprzyja rachunkowi sumienia. Kto wie, może obecny kryzys gospodarczy – o ile zburzy panujący w Europie i Ameryce rozleniwiający dostatek – pozwoli Zachodowi ocknąć się i zawrócić z samobójczej drogi?
Piotr T. Waszkiewicz
1 cyt. za: Józef Kossecki, Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP, WSP, Kielce 1997
2 ibid.
3 Patrick J. Buchanan, Śmierć Zachodu: jak wymierające populacje i inwazje imigrantów zagrażają naszemu krajowi i naszej cywilizacji, Wektory, Wrocław 2006.
4 Dale Alquist, Apostoł zdrowego rozsądku: Gilbert Keith Chesterton (1874-1936), Fronda, Warszawa 2008.
5 George Ritzer, Makdonaldyzacja społeczeństwa: wydanie na nowy wiek, Muza, Warszawa 2003.
6 Pius XI, encyklika Casti connubii z 31 grudnia 1930.
7 bp Tihamer Toth, Małżeństwo chrześcijańskie, Warszawa 2001.
Tekst ukazał się w nr. 10 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”