Tallin to miasto, które całą swą niegdysiejszą potęgę i współczesną atrakcyjność zawdzięcza średniowiecznej Christianitas. Dzięki dawnym gospodarzom miasta – Duńczykom, Niemcom, Szwedom, czujemy się tam jak w domu. Aż dziw bierze, że nie zmieniły tego niemal trzy wieki rosyjskich, a później sowieckich rządów.
Choć osada kupiecka istniała tu już w X wieku, a pierwsi zbudowali tu zamek Finowie, miasto swoją obecną nazwę zawdzięcza Duńczykom. W 1219 r. duński król Waldemar II wyprawił się przeciw Estom, przy okazji zdobywając fiński zamek Lindanisa i burząc go. Na jego miejscu zbudowano nowy zamek, a później założono miasto, które przez Duńczyków nazwane zostało Rewal. To właśnie pod tą nazwą znano je na świecie aż do XX wieku, choć pośród Estów zyskało sobie miano Tallin, od słów taani linn (duńskie miasto).
Wesprzyj nas już teraz!
Miasto istotnie zasłużyło na tę nazwę, bo należało do Danii (z krótką przerwą) aż do 1346 roku, kiedy to wraz z całą Estonią trafiło w ręce inflanckiej gałęzi zakonu krzyżackiego (wcześniej Kawalerów Mieczowych). Duńczycy rozpoczęli budowę murów miejskich Rewalu liczących 2,5 kilometra długości (jedne z najdłuższych w Europie), zaś Krzyżacy dokończyli ją i przebudowali zamek na wzgórzu Toompea. To właśnie na wieki XIII i XIV przypada okres największego rozkwitu miasta. Ulokowane ponownie na prawie lubeckim, zostało członkiem Hanzy, stając się jednym z najważniejszych w tej części Bałtyku ośrodków tego wielkiego i zamożnego zrzeszenia miast.
Z rąk do rąk
Bogate miasto portowe było łakomym kąskiem dla potężnych sąsiadów słabnącego państwa zakonnego, zwłaszcza gdy zakon krzyżacki w Prusiech został zlikwidowany, a jego inflancka gałąź, zwana na powrót Zakonem Kawalerów Mieczowych, musiała wytrzymywać napór państwa moskiewskiego szukającego dostępu do Bałtyku. Ostatni wielki mistrz zakonny – Gotard Kettler – wybrał Polskę i Litwę, którym poddał zarówno Inflanty właściwe (dziś południowa część Estonii i północna – Łotwy), jak i przekształconą w jego własne świeckie księstwo Kurlandię. Zanim to jednak nastąpiło, Estonię wraz z Rewalem zajęła Szwecja, która utraciła je dopiero w wyniku Wojny Północnej (III) w 1710 r. Wzrost potęgi państwa moskiewskiego dokonywał się kosztem słabnących sąsiadów, szczególnie Polski i Szwecji, zaś Estonia, podobnie jak północne Inflanty, potrzebna była Rosji dla zagwarantowania dostępu do Bałtyku. Od chwili zajęcia Estonii przez wojska Piotra I stała się ona rosyjską gubernią na ponad dwa wieki – do 1918 r., kiedy to powstało wolne państwo estońskie z Tallinem jako stolicą.
Podczas II wojny światowej miasto doświadczyło zniszczeń głównie w 1944 r. podczas bitwy obronnej wycofujących się w kierunku Kurlandii wojsk niemieckich. Szczęśliwie obrona miasta nie trwała długo, stąd też naloty sowieckiego lotnictwa nie wyrządziły poważnych krzywd najstarszej części miasta. Tak, jak nie udało się Tallina zrusyfikować przez dwa wieki przynależności do carskiej Rosji, tak nie udało się go zsowietyzować – mimo licznych prób – przez półwiecze po II wojnie światowej. Tak więc po odzyskaniu przez Estonię niepodległości jej stolica szybko odzyskała europejskie oblicze. Na szczęście przepiękny zabytkowy zespół obronny przetrwał w dość dobrym stanie sowieckie czasy i nikomu nie przyszło na myśl wybudować u jego stóp jakiegoś ogromnego „uniwermagu”.
Wspaniałe mury
Tym, co stanowi o wyjątkowości starego miasta, jest otaczający go zespół fortyfikacji miejskich, z którego do dziś przetrwało ponad 1850 metrów murów obronnych z 26 okrągłymi basztami. Niewiele europejskich miast może się dziś poszczycić tak długimi średniowiecznymi murami. Każda z baszt i wież ma coś wyjątkowego, największą popularnością cieszy się jednak zbudowana w 1481 r. czterokondygnacyjna baszta zwana z niemiecka Kiek in de Kök (dosłownie: „zajrzyj do kuchni”), z racji swojej wysokości pozwalającej strażnikom na zaglądanie z góry w okna kuchni mieszczańskich kamienic. Do miasta można wejść przez kilka średniowiecznych bram, jak Pikk jalg czy Viru, ale najciekawsza droga wiedzie przez Bramę Morską mieszczącą się przy XVI-wiecznej „Grubej Małgorzacie” (Paks Margareeta) wyjątkowo masywnej baszcie szczycącej się średnicą 24 metrów i grubością murów dochodzącą do 4,7 m. Warto wspomnieć, że na ścianie mieszczącego się tuż obok Muzeum Morskiego znajduje się tablica upamiętniająca brawurową ucieczkę z portu w Tallinie słynnego polskiego okrętu podwodnego ORP „Orzeł” (wydarzenie to stało się pretekstem dla utworzenia przez ZSRR baz wojskowych na terenie Estonii).
Stary Tallin składa się z dwóch odrębnych części – na wzgórzu katedralnym Toompea wokół zamku i katedry Najświętszej Maryi Panny powstał ośrodek władzy politycznej i duchowej, zaś u jego skalistego podnóża, 50 metrów niżej rozłożyło się tzw. dolne miasto, w którym kwitło rzemiosło i handel.
Toompea
Zwiedzanie najlepiej zacząć od wzgórza Toompea, na które najłatwiej wspiąć się od strony zachodniej, przechodząc obok „Długiego Hermana” (Pikk Hermann) – wysokiej na 45 metrów smukłej wieży dawnego zamku Kawalerów Mieczowych, przebudowanego później wielokrotnie i częściowo zburzonego. Na jego miejscu z rozkazu Katarzyny II powstał pałac gubernatora – niewyróżniający się niczym szczególnym dwupiętrowy gmach zbudowany w stylu klasycystycznym z elementami późnego baroku. Dziś na jego fasadzie widnieje herb Estonii – trzy niebieskie lwy na złotej tarczy – a sam pałac jest siedzibą rządu i parlamentu.
Oprócz pałacu Rosjanie pozostawili po sobie jeszcze inny „prezent” – na grobie legendarnego Kaleva (bohatera estońskiego eposu Kalevipoeg) wznieśli cerkiew nazwaną imieniem Aleksandra Newskiego, zwycięzcy Kawalerów Mieczowych w bitwie na zamarzniętym jeziorze Pejpus. Z racji lokalizacji złoty hełm soboru góruje więc nadal nad miastem, któremu ma przypominać o moskiewskiej potędze. Przyćmiewa w ten sposób katedrę luterańską, która gromadzi jednak w swoim wnętrzu znacznie bardziej interesujące zabytki. Ta pochodząca z XIII wieku świątynia, przebudowana w XV stuleciu, to nekropolia estońskiej szlachty – tzw. bałtyckich rodów rycerskich, w większości pochodzenia niemieckiego, które po likwidacji państwa zakonnego stworzyły – podobnie jak w Inflantach czy Kurlandii – elitę władającą tym krajem. Na ścianach katedry możemy więc oglądać epitafia członków rodzin von Wrangel, von Fersen, von Stackelberg, von Taube czy pochodzących z Polski Bystramów (von Bistram). Uwagę zwracają również grobowce wybitnych osobistości, m.in. renesansowy nagrobek Pontusa de la Gardie, szwedzkiego gubernatora Estonii.
Kościoły Dolnego Miasta
Wąskie i kręte uliczki biegnące na północ od katedry zaprowadzą nas na tarasy widokowe, z których możemy podziwiać piękną panoramę Dolnego Miasta z wyróżniającymi się w niej sylwetami trzech gotyckich kościołów. Nasz wzrok przykuje przede wszystkim wysoka gotycka wieża kościoła św. Olafa (Oleviste kirik), XV-wiecznej bazyliki posiadającej najwyższą w krajach bałtyckich 30-metrową nawę główną. Wysoka dziś nieco ponad 123 metry, a w średniowieczu wyższa o kolejne 36 m wieża, była ponoć nie tylko efektem ambicji zamożnych mieszczan, chcących by „ich” kościół dorównał wysokością katedrze położonej na wzgórzu, ale również owocem ich pobożności. Tak czy owak, udało im się wznieść jedną z najwyższych budowli w ówczesnym świecie nieco obniżoną później w wyniku pożarów. O niegdysiejszym bogactwie katolickiego wystroju kościoła, zniszczonego w XVI w. przez protestantów, świadczy piękny poliptyk w kaplicy Najświętszej Maryi Panny.
Z kolei ośmiokątna wieża XIV-wiecznego kościoła Św. Ducha (Püha Vaimu) charakteryzuje się wyjątkową smukłością przywodzącą na myśl arabskie minarety. O wspaniałej przeszłości tego niegdyś katolickiego kościoła świadczy m.in. piękny późnogotycki drewniany ołtarz dłuta Bernta Notkego, przedstawiający m.in. Zesłanie Ducha Świętego i Ukoronowanie NMP. Zupełnie inne wrażenie robi trzynastowieczny kościół św. Mikołaja (Niguliste kirik), którego potężna wieża, ukończona w XV wieku, nie ma sobie równych pod względem masywności. Zbombardowany przez Sowietów, został odbudowany i zamieniony na muzeum sztuki mieszczące dziś głównie gotyckie i renesansowe rzeźby i ołtarze.
Ślady tragicznej historii
Nie są to wcale wszystkie kościoły średniowiecznego Tallina. Kościół św. Michała zamieniony został w 1716 r. na prawosławną cerkiew, natomiast wielki kompleks klasztorny dominikanów wraz z kościołem św. Katarzyny został ograbiony, a następnie zniszczony przez protestantów, których dzieła dokonał straszliwy pożar w 1531 r. Pozostała tylko niewielka część zabudowań klasztornych, pośród których w XIX wieku wzniesiono katolicki kościół świętych Piotra i Pawła pełniący dziś rolę katedry. Jedynie ruiny pozostały również z położonego poza murami starego miasta, na przedmieściu Pirita, XV-wiecznego klasztoru brygidek również splądrowanego przez religijnych fanatyków i wreszcie zburzonego w 1577 r.
Dwa inne budynki – świadkowie tragicznej historii Estonii – wznoszą się przy głównej ulicy Dolnego Miasta noszącej nazwę Pikk: z balkonu obecnej ambasady rosyjskiej komunista Andriej Żdanow wygłosił przemówienie o „przyjęciu” Estonii do Związku Sowieckiego, zaś w dzisiejszym budynku estońskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych mieściła się w czasach sowieckich siedziba NKWD (później KGB), mordującego i wysyłającego do łagrów tysiące mieszkańców Tallina.
Średniowieczny zachwyt
Jednak wąskie, zabudowane niewysokimi, w dużej części gotyckimi kamienicami, ulice starego Tallina wzbudzają dziś przede wszystkim zachwyt. Przyjemnie spaceruje się po niejedno pamiętającym bruku od jednego zabytku do drugiego, to podążając głównymi traktami ulic Pikk i Lai, to nurkując w ciemne pasaże i zaułki między nimi. Zachwyci nas różnorodność fasad, żywe barwy odrzwi i bogate zdobnictwo portali. Zwrócą naszą uwagę gotyckie „Trzy Siostry”, Dom Gildii św. Olafa i Dom Wielkiej Gildii, z pewnością nie przejdziemy też obojętnie koło renesansowego Domu Bractwa Czarnogłowych, siedziby zagadkowej organizacji bałtyckich kupców, na którego fasadzie widnieje wizerunek króla Polski i Szwecji Zygmunta III Wazy.
Żadne miasto nie obejdzie się bez ratusza, więc i Tallin może pochwalić się ciekawą XIV-wieczną siedzibą władz miejskich mieszczącą się pośrodku rynku. Zwiedzając ten centralny plac miasta, trzeba koniecznie zajrzeć do najstarszej w Europie apteki działającej bez przerwy (od 1422 roku) i aż do dziś oferującej rozmaite preparaty ziołowe przygotowywane w oparciu o średniowieczne receptury.
W kawiarniach i restauracjach Tallina panuje sympatyczna atmosfera, powszechna jest też doskonała znajomość języka angielskiego. W restauracji „Olde Hansa”, mieszczącej się blisko rynku, można spróbować specjałów przygotowanych według starych hanzeatyckich przepisów opartych na bazie pieczonego mięsa i warzyw, popijanych ciemnym, korzennym piwem. Podobnie zapewne odżywiali się w wiekach średnich mieszkańcy Lubeki, Brugii i naszego Gdańska.
To właśnie spadek średniowiecza sprawia, że w Tallinie, który przecież nigdy nie leżał w granicach Rzeczypospolitej, możemy poczuć się jak u siebie. Atmosfera miasta przywodzi bowiem na myśl hanzeatyckie, nadbałtyckie miasta – z Gdańskiem na czele. Jedynie zimny wiatr wiejący od Zatoki Fińskiej przypomina nam, że jesteśmy daleko na północnym wschodzie Europy.
Jan Tarnawa
Tekst ukazał się w nr. 6 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”