14 marca 2012

Unia bez przyszłości

(fot.Dweller/wikimedia.commons/GNUlicence)

Z Nigelem Faragem, przewodniczącym Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, rozmawia Grzegorz Pabijan.

 

Jaka, Pańskim zdaniem, przyszłość czeka Unię Europejską? Kiedy, na przykład, upadnie wspólna waluta?

Wesprzyj nas już teraz!

– Gdybym to wiedział, nie rozmawiałbym w tej chwili z Panem, tylko gnałbym do bukmachera…

A jeśli chodzi o Unię, to w obecnej konfiguracji z pewnością długo się nie utrzyma, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Niestety, ludzie zaangażowani w ten projekt zainwestowali weń zbyt duży kapitał – czy to polityczny czy wizerunkowy, nie wspominając nawet o naszym kapitale, czyli pieniądzach podatników – by teraz nie czynić dosłownie wszystkiego, aby istniejący stan rzeczy zachować jak najdłużej.

Tak więc, nie wiem, kiedy Unia Europejska się rozleci, ale jestem święcie przekonany, że w obecnym stanie nie ma ona racji bytu.

 

Jaki wpływ na europejskie narody wywiera ich członkostwo w Unii Europejskiej?

– Taki, że w efekcie przestają one być narodami. Weźmy choćby przykład Polski – wasz naród przetrwał wszystkie nieszczęścia, które spadły nań w dwudziestym wieku, by dwadzieścia lat po odzyskaniu niepodległości znowu wszystkie jego prawa stanowiła obca biurokracja. Czy to nie wymowne?

Nie można być sprawnie funkcjonującym demokratycznym państwem narodowym i zarazem należeć do tego grona.

Uważam, że kształt Unii Europejskiej musi w ciągu kilku najbliższych lat bezwzględnie się zmienić. Europie potrzebne jest porozumienie państw narodowych, w którym państwa te będą ze sobą owocnie współpracowały i handlowały bez żadnych ograniczeń. Usilnie nad tym pracujemy.

 

Ale może za to członkostwo w Unii Europejskiej przyczynia się do gospodarczego wzrostu państw, zarówno bogatych, jak i tych biedniejszych?

– Przeciwnie, Unia Europejska je wykańcza. Działa ona wszak wedle do granic możliwości zbiurokratyzowanego socjalistycznego modelu, który oferuje wysokie zarobki, długie wakacje, gdy tymczasem należy przede wszystkim wypracowywać autentyczny zysk.

Za każdym razem, kiedy jakaś ustawa przygotowana przez Komisję Europejską przechodzi przez Parlament Europejski, dosłownie słyszę, jak Hindusi i Chińczycy wiwatują, wołając do nas: Dzięki, chłopaki! Wasza konkurencyjność na rynku spadła jeszcze niżej. Przecież to wszystko nie ma sensu!

 

Co Pan sądzi o ludziach kierujących Unią Europejską: Hermanie Van Rompuyu i Catherine Ashton?

– Oboje są całkowicie nieistotni. Ashton jest skrajnie niekompetentna, co akurat okazuje się rzeczą ze wszech miar dobrą – dziękujmy Bogu za baronessę Ashton, bo jak długo piastuje ona swą funkcję, plany polityki zagranicznej Unii nie posuwają się do przodu tak szybko, jak by mogły.

Co do Van Rompuya natomiast, to z pewnością nie jest on człowiekiem, który zatrzyma ruch w Waszyngtonie czy Pekinie, jak to zapowiadał, ale jest niebezpieczny. Inteligentny, twardy, sprawny manipulator – bezwzględnie zdecydowany unicestwić państwo narodowe i zbudować Stany Zjednoczone Europy.

 

Czy Europa nie powinna mieć jakiegoś wspólnego reprezentanta…

– Nie!

 

…i prowadzić wspólnej polityki zagranicznej?

– Nie!

 

Czy Anglicy są większymi eurosceptykami od innych narodów Europy?

– Nie, nieszczególnie. W Austrii jest silny ruch eurosceptyczny, podobnie w Danii. Ogólnie eurosceptycyzm przybiera na sile w całej Europie. Rośnie jak fala przypływu.

 

Jak to możliwe, że większość mieszkańców Europy podziela wiele z poglądów eurosceptyków, a większość demokratycznych europejskich polityków to zagorzali euroentuzjaści?

– Sprawa jest oczywista – zwykli, normalni ludzie chcą żyć w państwach narodowych, chcą mieć określoną tożsamość, natomiast klasie politycznej podoba się coś zupełnie przeciwnego: prestiżowe stanowiska, wspaniałe samochody, ogromne dochody czerpane z instytucji europejskich i gwarantowane do końca życia zatrudnienie – to przecież najlepsza rzecz, jaka mogła się kiedykolwiek przytrafić politykom.

 

Czy eurosceptycy cieszą się pełnią wolności słowa na forum Parlamentu Europejskiego, a jeśli nie, to jakich metod używa się do ich uciszania?

– Jerzy Buzek jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego jest bardzo stronniczy i z całych sił stara się uciszać głosy eurosceptyczne. Nakłada kary pieniężne, mnoży ostrzeżenia. Istnieje przecież tylko jeden pogląd dozwolony i akceptowalny.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Wywiad ukazał się w nr. 21 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie