14 marca 2012

Ten rząd jest naszą ostatnią nadzieją

Z profesorem Csabą Gy. Kissem, współzałożycielem Węgierskiego Forum Demokratycznego, rozmawia Bogusław Bajor.

 

Panie Profesorze, czy mógłby Pan przybliżyć nam obecną sytuację na Węgrzech? Czy mamy do czynienia z procesem, który może rzeczywiście zmienić Węgry i wpłynąć na inne kraje?

Wesprzyj nas już teraz!

– Przede wszystkim musimy określić powód, dla którego na Węgrzech mamy obecnie do czynienia z radykalnymi zmianami. Ogromny kryzys gospodarczy, zadłużenie państwa węgierskiego, fala korupcji i cynizm poprzedniego socjalistycznego rządu Ferenca Gyurcsany’ego – to były główne powody utraty zaufania społeczeństwa do tamtej ekipy. Mało tego, po okresie rządów socjalistów w narodzie panowały nastroje skrajnie pesymistyczne, a nawet depresyjne. Teraz, po upływie pierwszego roku nowych rządów premiera Victora Orbána, jesteśmy bardziej optymistyczni.

Udało się zahamować upadek gospodarczy i teraz perspektywy są trochę lepsze. Od pierwszej chwili rząd przeprowadza reformy. Zmieniono konstytucję, trwa reforma systemu emerytalnego, następuje zmiana w kwestii emerytur służb mundurowych. Ważną kwestią było opodatkowanie banków i trochę inne podejście do działających na Węgrzech firm międzynarodowych, które osiągają duże zyski, a społeczeństwo nie ma z nich praktycznie żadnych korzyści. Bardzo ważna jest też reforma podatkowa. Nowy rząd dodał nam trochę otuchy, mimo że w niektórych dziedzinach życia wciąż występują duże problemy – na przykład w szkolnictwie i kulturze. Wydaje się jednak, że obecny rząd został obdarzony przez społeczeństwo ogromnym kredytem zaufania i będzie mógł wyprowadzić kraj z kryzysu. Czy nasza droga wywrze jakiś wpływ na sytuację w krajach sąsiednich, trudno stwierdzić. Ocenimy to po owocach, jakie przyniosą przeprowadzane reformy.

 

Jakim poparciem cieszy się obecnie na Węgrzech rząd Victora Orbána?

– Mimo nieznacznego spadku poparcia, związanego z reformami, nadal ponad połowa społeczeństwa popiera premiera Orbána i jego Węgierską Unię Obywatelską – Fidesz. Niewątpliwie jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest mały spadek bezrobocia, a także nowy system podatkowy. Wprowadzono podatek liniowy dla wszystkich w wysokości 16 procent, małym firmom obniżono podatek do 10 procent. W zmianach podatkowych znalazła także odbicie deklarowana przez Fidesz polityka prorodzinna.

 

Wspomniał Pan o depresji, zmęczeniu i braku perspektyw jako „spadku” po rządach socjalistów. Czy zmiana polityczna, która nastąpiła w roku 2010 wiąże się z tymi negatywnymi zjawiskami, czy też raczej stanowi przejaw wiary w odrodzenie starych, „tradycyjnych” Węgier?

– Trudno powiedzieć czym miałyby być obecnie „tradycyjne” Węgry… Kolejne klęski w XX wieku – przegrana pierwsza wojna światowa, a następnie traktat w Trianon, w wyniku którego kraj stracił znaczną część swego terytorium i jedną trzecią ludności węgierskojęzycznej; później klęska w drugiej wojnie światowej i rządy komunistów; wreszcie katastrofa powstania narodowego w 1956 roku – wyryły głęboką rysę w mentalności Węgrów. Nasz naród został de facto pozbawiony starych elit.

Po powstaniu roku 1956 przez kilka lat panował straszliwy terror Janosa Kadara, który następnie przemienił się w pewnego rodzaju „małą stabilizację”. Wiązał się z nią fenomen tzw. „komunizmu gulaszowego” i względnego poczucia dobrobytu. Dodam – dobrobytu za zagraniczne kredyty. Po strasznych latach terroru Węgrzy ten „gulasz” połknęli.

Większość społeczeństwa była zadowolona. Stopa życiowa była u nas wyższa niż w innych krajach komunistycznych. Wielu na przykład Polaków przybywało wtedy na Węgry na zakupy… Ale „komunizm gulaszowy” odcisnął w naszej mentalności głęboki ślad i to tkwi w nas do teraz. Z tego też powodu postkomuniści mogli rządzić Węgrami aż do roku 2010. My tak naprawdę nie wiedzieliśmy, jak wygląda prawdziwe życie. Wszystko ma swoją cenę rynkową – prąd, gaz, komunikacja, a u nas były ceny umowne – zaniżone. Toteż przebudzenie po długiej nocy komunizmu okazało się rzeczywiście bolesne. W tej sytuacji trudno mówić o odrodzeniu „tradycyjnych” Węgier, bo mentalność większości narodu jest w niemałej mierze postkomunistyczna.

 

A może, jak twierdzą niektórzy nasi publicyści, na Węgrzech istnieją dwa narody – jeden tradycyjny, odwołujący się do tysiącletniej tradycji Korony Świętego Stefana, i drugi – stworzony przez Kadara i jego „gulaszowy komunizm”?

– Z pewnością o podobnym podziale można mówić w Polsce, ale na Węgrzech raczej tak nie było, ponieważ u nas tożsamość religijna jest słabsza niż w Polsce. Tutaj udało się rządzącym komunistom zsekularyzować, oderwać od chrześcijańskich korzeni ogromną część społeczeństwa. Dano względny dobrobyt w zamian za niewtrącanie się do polityki. Dziesiątki lat takiego życia wykształciły bierną masę, która oczekiwała wszystkiego od „góry”. Wszystko miała dać władza. I władza dawała dopóki wystarczyło pieniędzy z kredytów zagranicznych.

Ten proces i sytuacja względnego dobrobytu doprowadziły do dechrystianizacji Węgier. Komuniści zneutralizowali działalność Kościoła katolickiego, jak również wspólnot kalwińskich i luterańskich. Kościół katolicki na Węgrzech nie cieszył się taką autonomią jak na przykład w Polsce po roku 1956. Część hierarchów współpracowała z reżimem. Nie podjęto żadnych kroków w stronę rozliczenia z tej współpracy, nie została przeprowadzona lustracja. Dotychczas jedynie luteranie sporządzili raport o pastorach i wiernych, którzy współpracowali ze służbą bezpieczeństwa.

 

Czy obecnie mamy na Węgrzech do czynienia z reakcją chrześcijańską? Warto w tym miejscu wspomnieć o krucjacie modlitewnej – ponad milion Węgrów zadeklarowało od roku 2006, że będzie się modlić o odnowę moralną narodu. Odprawia się Msze za Ojczyznę…

– Tak, odrodzenie religijne jest zauważalne. Odkrywamy tradycje chrześcijańskie – to bardzo ważna tendencja. Mam nadzieję, że wywrze to pozytywny wpływ na społeczeństwo węgierskie. Faktem jest, że w porównaniu z takimi krajami jak Polska, Chorwacja czy choćby Słowacja, Węgry są bardzo zsekularyzowane. Ale dziś wspólnoty religijne mają znacznie lepszą sytuację. Wcześniej komuniści nie tylko oddzielili państwo od Kościoła, ale też skutecznie odseparowali Kościół od społeczeństwa. A przecież wspólnoty religijne mają ogromnie dużo do powiedzenia w sprawach społecznych, w kwestiach wartości etycznych.

Jednym z najważniejszych problemów dzisiejszych Węgier jest problem biedy. Jedna trzecia węgierskiego społeczeństwa żyje poniżej progu ubóstwa. Ta sytuacja rodzi reakcję Kościoła i innych wspólnot chrześcijańskich. Podam pewien przykład. Jak powszechnie wiadomo, na Węgrzech istnieje poważny problem z kształceniem mniejszości cygańskiej. Jednak już niebawem zarówno jezuici, jak i kalwini mają zakładać specjalne szkoły, kolegia i internaty dla wykształcenia cygańskich elit.

 

Prawicowy rząd bardzo poważnie podszedł do tematu reform. Tymczasem Victor Orbán musi się zmierzyć z krytyką, jaka spadła na niego między innymi za ustawę medialną. Siły liberalno-lewicowe na Zachodzie, w tym także w Polsce, zarzucają węgierskiemu premierowi „łamanie demokratycznych reguł”…

– Bardzo trudno określić, gdzie leżą granice demokracji. Na Zachodzie w kręgach liberalnych i lewicowych pisze się, że na Węgrzech wprowadzany jest system autorytarny. Świadczyć o tym ma nowa ustawa medialna – ponoć ograniczająca wolność słowa. To nieprawda. Wszystkie media cieszą się na Węgrzech wolnością. Nie było u nas takiego przypadku, jak niedawno w Polsce, gdzie o szóstej rano Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała internautę prowadzącego stronę krytyczną wobec urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Tego typu przypadków na Węgrzech nie ma. Lewicowe dzienniki i strony internetowe krytykują i atakują rząd. I mogą to robić w sposób wolny. Podobnie jak to jest w Polsce, mamy u siebie swój „salon” – intelektualistów, artystów i tym podobnych, którym nie podobają się działania rządu Orbána. Utrzymują oni stosunki z wieloma wpływowymi i liberalnie nastawionymi osobami w innych krajach, jak na przykład z Adamem Michnikiem, i to oni robią nam czarną propagandę. Ale nikt ich za to nie ściga. Poza tym jest ich stosunkowo niewielu.

 

W Polsce patrzymy na Węgry z dużą nadzieją. Czy Węgry mogą stać się ważnym elementem sojuszu na rzecz przynajmniej częściowej rechrystianizacji Europy?

– Tego nie wiem, bo nie wiem, na ile te kwestie są obecnie priorytetowe w Polsce. Myślę, że taka współpraca jest możliwa, choćby z racji wzajemnej sympatii węgiersko-polskiej. Jestem natomiast zwolennikiem współpracy Grupy Wyszehradzkiej, w której Polska powinna mieć wiodącą rolę. Bardzo bym sobie życzył stworzenia pewnej tożsamości tej wspólnoty, a nawet całej Europy Środkowej. Gdybyśmy rzeczywiście w wielu kluczowych sprawach społeczno-gospodarczo-etycznych mogli mówić wspólnym głosem, to w Unii Europejskiej nasze argumenty byłyby lepiej słyszalne. Gdyby cała grupa mogła się porozumieć w takich kwestiach jak połączenie kanałów energetycznych na osi południe-północ: od Chorwacji, przez Polskę aż do krajów bałtyckich… Bardzo potrzebny jest taki wspólny głos państw środkowoeuropejskich na arenie międzynarodowej.

 

Jakie największe zadania stoją przed rządem węgierskim?

– Niewątpliwie sprawy gospodarcze, a także działania na rzecz odzyskania społecznego zaufania do instytucji państwa. Nie wiem, czy te reformy się powiodą, ale istnieje na to szansa. Uważam, że rząd Victora Orbána jest naszą ostatnią nadzieją.

 

A kwestie etyczne? Obrona życia i rodziny?

– To są sprawy podstawowe. Żadna reforma się nie powiedzie, jeśli nie będziemy bronić tych wartości. Rodzina to podstawa narodu. Sytuacja demograficzna na Węgrzech jest fatalna. Trzeba postawić na rodzinę i naród. Dla rządu Gyurcsany’ego – rodzina i naród nie miały żadnego znaczenia. Stawiano na jednostkę. Ale jednostka może się rozwijać wyłącznie w zdrowej wspólnocie. O tym właśnie przypominają nowe władze. Bez silnego narodu nie będziemy konkurentami na arenie międzynarodowej.

 

A jak przeciętny Węgier patrzy na Polskę. Czy znane powiedzenie „Polak, Węgier – dwa bratanki” wciąż pozostaje aktualne?

– Węgrzy patrzą na Polaków z wielką sympatią. Wielu z nich zna Polskę z lat osiemdziesiątych. Widzimy różnicę – Polska, mimo trudności i podziałów politycznych, wykonała w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci największy krok do przodu.

 

Dziękuję za rozmowę.


Wywiad ukazał się w nr. 21 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie