Minął rok od rozpoczęcia wojny domowej w Syrii i znów zaczęły wybuchać bomby. 17 marca w Damaszku zginęło kilkadziesiąt osób, ponad sto zostało rannych wskutek zamachów al-Kaidy. 18 marca w Aleppo eksplodowała kolejna bomba. Celem ataków były siedziby: w pierwszym przypadku policji kryminalnej i wywiadu sił powietrznych, zaś w drugim – służby bezpieczeństwa. W środę 21 bm. dotarły do nas kolejne dramatyczne wieści z Aleppo.
W wyniku trwającej od roku wojny domowej, znacząca część spośród 10-procentowej populacji syryjskich chrześcijan deklaruje chęć wyjazdu z ojczyzny. Są pełni obaw, co się wydarzy, gdy do władzy dojdzie nowy rząd. Niezależnie od tego, do jakich zbrodni przyczynił się reżim prezydenta Baszara al-Asada (mówi się już o 8 tysiącach zabitych demonstrantów), jedno nie ulega wątpliwości: dyktator przyznawał dwóm milionom chrześcijan wolność religijną. Mogli np. budować i remontować kościoły, wyznawać swoją wiarę bez przeszkód, prowadzić w szkołach lekcje religii. Nie wypływało to oczywiście z dobroci serca prezydenta, lecz z wyrachowania politycznego. Al-Asad jako alawita, a więc z punktu widzenia większości sunnickiej, którą rządzi – heretyk, zwalczał, nawet bardzo brutalnie wszelkie przejawy religijnego terroryzmu i fundamentalizmu. Próbował, przynajmniej na płaszczyźnie religijnej zachowywać w swoim kraju rozsądną równowagę.
Wesprzyj nas już teraz!
Według organizacji Open Doors, po ponad roku protestów, demonstracji, zabijania cywilów przez wojsko i służby bezpieczeństwa dni Asada wydają się już być policzone. Tej fali nie da się już powstrzymać – mówią lokalni chrześcijanie.
Niestety, wraz z wybuchem niezadowolenia wobec reżimu, zaczęła wzrastać niechęć wobec obecności chrześcijan. Po kraju zaczęło już nawet krążyć powiedzenie: alawitom śmierć, chrześcijanie do Libanu. Wszystkie źródła Open Doors wskazują na coraz większy strach i niepewność wobec nadchodzących zmian. Wydaje się, że Syria podzieli los wszystkich krajów postrewolucji w świecie arabskim, będąc jednak w dużo gorszej sytuacji od państw objętych tzw. arabską wiosną. Chrześcijanie nie mają wielkich nadziei na lepszą przyszłość także i tam. Znacząca ich część już odkłada fundusze na wyjazd, są bardzo ostrożni. Unikają wychodzenia na ulice w piątki, ograniczają uczestnictwo we Mszach św. i nabożeństwach, wieczorami nie ruszają się z domów. Liderzy Kościoła i wspólnot motywują i namawiają wiernych, aby zostali w kraju. – Kiedy moi ludzie pytają mnie, czy zagwarantuję im miejsca pracy i bezpieczeństwo, nie mogę im tego obiecać, a zatem nie mogę ich zatrzymać – mówi jeden z chrześcijańskich przywódców.
Codzienne życie stało się wyzwaniem dla wszystkich Syryjczyków, ale przede wszystkim dla mniejszości chrześcijańskiej. Ceny żywności i innych dóbr skoczyły drastycznie do góry. – Władze regulują dopływ wody, energii i prądu. Dochodzi do tego przemoc – słyszymy. Jeśli dojdzie do antychrześcijańskiej agresji religijnej, a o pierwszych przypadkach już wiemy, chrześcijan bardzo łatwo będzie można wytropić. Wystarczy ich… wylegitymować. W dowodach osobistych, podobnie jak w Libanie czy Egipcie, widnieje informacja o wyznawanej religii.
Na naszych oczach może się zacząć rozgrywać piekło kolejnej mniejszości chrześcijańskiej na Bliskim Wschodzie, i to w miejscu, gdzie nasi bracia w wierze żyli od samego początku zaistnienia Kościoła. I byli tu przed islamem. Kiedy więc tylko otrzymamy informację, ze reżim Asada upadł, pamiętajmy, że dla 2 milionów chrześcijan żyjących na tym obszarze nadchodzi czas wielkiego ucisku. W każdym z krajów, które dotknęła „arabska wiosna” i w których doszło do obalenia lub dymisji dyktatorów, Open Doors odnotowało poważne zmiany na niekorzyść. Tunezja, Libia, Egipt, Jemen… Nawet w Algierii, gdzie nie miał miejsca przewrót, władze zachęcone niekorzystnym, wręcz wrogim wobec mniejszości chrześcijańskich klimatem w regionie, są im coraz bardziej niechętne.
Babilońska trauma
Ostatnie zamachy są kolejną odsłoną tego dramatu. Podobnie zaczęły się pogromy chrześcijan w Iraku. Zapewne niewielu pamięta, że w marcu 2003 r. w Bagdadzie zaczęły wybuchać samochody-pułapki. Na bazarach, ulicach, przed kościołami, meczetami, przed posterunkami policji, urzędami. Potem zaczęło się mordowanie chrześcijan (mówi się nawet o liczbie 3 tys. ofiar), którzy otrzymywali najpierw listowne ultimatum. Mieli kilka godzin na spakowanie się i opuszczenie swoich domów, a gdy tego nie zrobili, groziła im egzekucja.
Trzy lata od inwazji USA na Irak, rozpoczął się wielki exodus XXI wieku, który trwa właściwie do dziś. Światowe media pominęły go jednak obojętnym milczeniem. Z liczącej niemal 1,5 mln osób populacji chrześcijan w Iraku, ich liczba spadła dzisiaj do mniej niż 300 tys. Chrześcijańscy Chaldejczycy uciekali do Syrii, Jordanii, Turcji, Libanu, państw Zachodu i na bezpieczne obszary autonomicznego regionu kurdyjskiego. Jednym z miejsc emigracji była Syria, przede wszystkim okolice Damaszku i Aleppo. Co się stanie z tymi ludźmi, gdy względnie otwarta wobec nich postawa władz syryjskich ulegnie zmianie po upadku dyktatora? Dokąd ma prowadzić szlak syryjskich chrześcijan? Kto przyjmie falę setek tysięcy uchodźców? Naturalnym miejscem, właściwie już ostatnim na Bliskim Wschodzie jest Liban. W ostatnich tygodniach przywędrowało do tego kraju 2 tys. chrześcijan z Syrii. Lecz jest ich tu już dwa miliony! W wyniku zagrożeń prześladowaniami, ich potencjalne ofiary nie będą się jednak długo zastanawiać nad dylematem: zostać czy uciekać? Trauma Iraku jest wciąż bardzo żywa. Egzekucje całych rodzin, wypędzenia, migracja wewnętrzna i zewnętrzna są wciąż obecne w Babilonie. Kolejne pytanie brzmi: Czy wkrótce rejestrować będziemy ofiary kolejnych męczenników chrześcijańskich, tym razem z Syrii? Międzynarodowa organizacja Open Doors modli się, aby nigdy do tego nie doszło. Szuka sposobów na pomoc syryjskim chrześcijanom. – Próbujemy stworzyć struktury do niesienia pomocy humanitarnej. Modlimy się o bezpieczeństwo i ochronę oraz nadzieję na przyszłość dla tej drugiej co do wielkości, po Egipcie, reprezentacji chrześcijaństwa w tym rejonie – powiedział nasz informator. Zachwianie tej równowagi, brak obecności chrześcijan na Bliskim Wschodzie, którzy przez lata stanowiących pomost dialogu między walczącymi stronami konfliktu sunnicko-szyickiego, może skończyć się katastrofą dla całego regionu.
Dr Tomasz M. Korczyński – socjolog, metodolog, działacz na rzecz praw człowieka. Reprezentuje międzynarodową organizację Open Doors, która działa od 1955 r. i realizuje swoją misję w 50 krajach, w których prześladowani są chrześcijanie.