Przeczytałem niedawno tekst prasowy o sposobie postrzegania Hiszpanii przez mieszkańców Europy Północnej. Symptomatyczna wydała mi się jego konkluzja – Hiszpania to kraj bez duszy. Hiszpanie porzucili to, co określało ich narodowy charakter i rozpłynęli się w przeciętnej europejskości. Czy to samo nie dzieje się z Polską? Bez jakich wartości Polska utraci swą autentyczność?
Hiszpania nie ma już duszy. Kiedy mówimy Grecja, myślimy Akropol, Platon, Homer. Przy wspomnieniu Włoch, przed oczyma stają obrazy imperialnego Rzymu czy romantycznych weneckich kanałów. Na myśl o Hiszpanii pojawiają się skojarzenia z corridą, flamenco, sangríą. Jakiegoż jednak doznać można rozczarowania, gdy znalazłszy się na Półwyspie Iberyjskim, przekonujemy się, że na walki byków nikt już prawie nie chadza, tym bardziej na koncerty flamenco. Rzekome znaki tożsamości i kultury nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Nie istnieją. Duszy kraju, którą się nam oferuje, po prostu nie ma. Ta ciekawa opinia, która wypłynęła spod pióra pewnej Finki na pierwszy rzut oka może się wydawać daleko idącym uproszczeniem znacznie bardziej złożonego problemu, bo przecież kraj musi się dostosować do niebywałych zmian społecznych, do rozkwitu nowych technologii, nowych systemów gospodarczych i tym podobnych. Hiszpania wieku XXI nie może wciąż być Hiszpanią szesnastowieczną. Jednakże zacytowana analiza ma swoją rację. Dlaczego?
Wesprzyj nas już teraz!
Hiszpania utraciła duszę
Każdy kraj wszak rodzi się w określonych okolicznościach historycznych jako wysiłek wspólnych przodków mówiących tym samym językiem i zamieszkujących tę samą ziemię. Lecz podobnie jak człowiek, który rodzi się w rodzinie o sprecyzowanych cechach, a osiągając dorosłość sam musi dokonać wyboru, co uczyni z własnym życiem i czy pragnie kultywować owe rodzinne cechy, czy też je zmienić lub całkowicie odrzucić, naród również w pewnych momentach swych dziejów podejmuje decyzję, czym pragnie być jako wspólnota oraz czy i w jaki sposób zachowa odziedziczone po przodkach wartości. Takie samookreślenie, które dla człowieka bywa kwestią miesięcy, w narodzie dokonuje się przez lata, a nawet setki lat. Kiedy już jednak wybór wartości, na których ludzie pragną budować wspólnotę, zostanie ostatecznie dokonany, każda zmiana pociąga za sobą bardzo poważne konsekwencje.
Wartości, o których mówimy są zaczynem obyczajów, stylu życia, mentalności, które odzwierciedlają obrany model. Fińska autorka zacytowanego na wstępie artykułu kojarząc Hiszpanię z corridą narzeka, że niewielu Hiszpanów korzysta z tej rozrywki (owszem, sam przez dwa lata mieszkałem w Hiszpanii i areny walki byków wcale nie wydawały mi się przepełnione). Czyż więc istotnie nie istnieje głęboka przepaść między prawdziwą Hiszpanią i Hiszpanią współczesną? Przecież podejmowana przez torreadora walka z bykiem odzwierciedla wszystkie cechy, które chciałby posiadać każdy Hiszpan: męstwo i zręczność zdolne pokonać brutalną a ślepą siłę, szacunek dla przeciwnika (byk – wbrew temu co się powszechnie sądzi – ma dość duże szanse na zwycięstwo), umiejętność rzucania wyzwania niebezpieczeństwu w sposób pełen elegancji i bez strachu o własną skórę. Corrida ucieleśnia cnoty waleczności, determinacji, odwagi i rycerskości. Tak ją ukształtowała sama historia. Tak ją uformowała osiemsetletnia wojna o odzyskanie wiary we własnej ojczyźnie. Być Hiszpanem nie znaczy tylko żyć na Półwyspie Iberyjskim i mówić po hiszpańsku. Być Hiszpanem oznacza przyjąć jak własną taką właśnie mentalność – waleczną, religijną, autentyczną.
A Polska?
Powyższe refleksje skłoniły mnie do zastanowienia, jakie wartości charakteryzują naród polski? Bez jakich wartości Polska traci swoją autentyczność? Być może cudzoziemcowi, którym tu jestem, łatwiej dostrzec idealną Polskę, podobnie jak wspomnianej Fince łatwiej było dostrzec istotę problemu, która umyka Hiszpanom.
Z zewnątrz Polskę postrzega się jako kraj o dwóch podstawowych cechach. Nade wszystko jest ona krajem katolickim. Usytuowana u styku świata protestanckiego i prawosławnego oraz tureckiego imperium, Polska nieodmiennie kojarzyła się z przedmurzem katolicyzmu, w którego obronie stawała zawsze z determinacją i ogromnym poświęceniem. Z historycznego punktu widzenia miała trzech wrogów (Prusy, Rosję i Turcję), pragnących za wszelką cenę katolicyzm zlikwidować lub prześladować. Stąd stanowczy opór, by nie ustąpić, nie poddać się, nie zaprzedać wrogowi i nie rozpłynąć w odmiennych przekonaniach religijnych na zawsze naznaczył charakter polskiego narodu. To właśnie katolicyzm określał, po której stronie barykady się stoi. Wybór wyznania nie oznaczał tylko jego zmiany, wpływał także na przynależność narodową. Polska laicka, niekatolicka to coś równie absurdalnego jak mur pełen otworów, przez które można swobodnie przejść na drugą stronę.
Drugą cechę Polski niezwykle trudno zdefiniować. Chodzi tu o kształt narodowego temperamentu, który stanowi mieszankę gwałtownej energii, sennej utopii, szlachetności ideałów, stawiania wszystkiego na jedną kartę, poetycznej niekonsekwencji, pragnienia absolutnej niezależności i zdolności do głębokiej pokuty. Polska dusza jest niczym okręt w samym oku wielkiego sztormu, miotany z miejsca w miejsce siłą fal i wichru, a mimo to przekonany o swym ocaleniu od ostatecznej katastrofy, pewny swej poetyckiej siły. Przeciwności losu, takie jak choćby sytuacja geopolityczna, które zraziłyby wielu, postrzegane są tu z osobliwą mieszanką fatalizmu i determinacji. Jest w polskiej mentalności coś bliskiego niekończącej się tragedii, wyzbytej jednak całkowicie z samobójczych zapędów. Ten typ wspólnotowego temperamentu sprawia, że wielu cudzoziemców czuje w Polsce pewną dezorientację, skarży się na złożoność polskiej duszy narodowej.
Polska pozbawiona choćby jednej z powyższych dwóch cech przestaje być Polską. Nade wszystko jednak Polska nie może się wyzbyć swojej religijności. Podobnie jak Kościół katolicki, który ukonstytuował wiele ze swych dogmatów w opozycji do pojawiających się w toku dziejów tez heretyckich, Polska określiła, czym jest, w odniesieniu do tego, co chcieli jej odebrać odwieczni wrogowie. Jeśli obecny wróg religii – agresywny laicyzm – z właściwym dlań upadkiem moralności sprawi, że Polska porzuci wiarę przodków, kraj zostanie ugodzony w najczulszy punkt własnej tożsamości. Młodzi ateiści będą mogli emigrować bez żadnego szoku kulturowego, dowolne rodzaje sekt i podejrzanych wyznań będą mogły się tu zagnieździć i bez przeszkód zapuścić korzenie. Nade wszystko jednak kraj podzieli się politycznie, od zawsze bowiem istniała w Polsce silna tendencja odśrodkowa, którą w znacznej części powstrzymywała i regulowała wiara katolicka. Dzięki silnemu w Polsce pragnieniu zachowania własnej wiary nie udało się wyznaniowym adwersarzom zza miedzy zmanipulować kryzysów politycznych do własnych celów ideologicznych. Rozbiór kraju stawał się możliwy tylko w momentach jego słabości religijnej. Kiedy udawało się wzmocnić wiarę, realna stawała się perspektywa odzyskania ojczyzny. Tak jest – w miarę wgłębiania się w przeszłość Polski, coraz wyraźniej dostrzegamy, że bez katolicyzmu kraju tego nie czeka żadna przyszłość.
Valdis Grinsteins
Artykuł ukazał się w nr. 17 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”.