9 marca 2012

Płoną kościoły Nigerii

W Nigerii pojawiły się najwspanialsze piękności z całego świata. Mahomet, gdyby żył, z pewnością ożeniłby się z którąś z nich – to zdanie zamieszczone w jednej z nigeryjskich gazet podczas odbywających się w roku 2002 w tym afrykańskim kraju wyborów Miss Świata, okazało się brzemienne w skutki. Muzułmanie uznali je za jawny atak na islam. Zdemolowali więc i zbezcześcili dwadzieścia kościołów. Wskutek zamieszek zginęło kilka tysięcy ludzi, przede wszystkim chrześcijan. Wielu wyznawców Chrystusa zmuszono do opuszczenia swoich domów. Wyszli na ulice w proteście przeciwko dokonanym zbrodniom i wprowadzeniu kilka lat wcześniej na terenie dwunastu północnych prowincji szariatu w miejsce prawa cywilnego.

 

Konstytucja Nigerii uznaje prawo koraniczne, ale tylko w odniesieniu do czynności prawa cywilnego, czyli w sprawach małżeństwa, dziedziczenia bądź adopcji. Jednakże z inicjatywy dominujących na północy kraju muzułmańskich władz lokalnych (na południu większość stanowią chrześcijanie), rozciągnięto szariat na prawo karne, co w praktyce oznacza wprowadzenie przewidzianych w tymże prawie sankcji w postaci biczowania, kamienowania, obcinania kończyn i dekapitacji za szczególnie ciężkie zbrodnie. Do takich właśnie zbrodni szariat zalicza przejście z islamu na inną religię, na przykład chrześcijaństwo. Szariat nie uznaje rozdziału życia świeckiego i religijnego, dlatego określa i reguluje wszystko, co dotyczy obywatela kraju islamskiego: jego zwyczaje, codzienne życie, organizację władzy. Prawo koraniczne stanowi podstawę życia społecznego w wielu krajach islamskich, w tym dużej części Nigerii. Jego ingerencja w każdy przejaw ludzkiego życia, od żywności po ubiór, często powoduje konflikty z ludnością niemuzułmańską na tle kulturowym i religijnym. Ponieważ według muzułmanów szariat to prawo stworzone przez Allacha, człowiekowi nie wolno go zmienić. Jednostka musi się więc doń absolutnie przystosować. Dlatego władza państwowa propagująca szariat nabiera w oczach wyznawców islamu wymiaru boskiego, a co za tym idzie, wszystkie jej decyzje mają nadprzyrodzone uzasadnienie. Wszystkie jej wyroki zapadają ku chwale Allacha i dla dobra wspólnoty muzułmańskiej, nawet jeśli pociągają za sobą prześladowania ludzi o odmiennych poglądach.

Wesprzyj nas już teraz!

 

W krajach muzułmańskich nasila się tendencja powrotu do tradycji islamu – jest ona coraz wyraźniej zauważalna również w tych państwach, w których proces laicyzacji zdawał się dorównywać krajom cywilizacji zachodniej. Niemal we wszystkich miejsce regulacji nieislamskich zajmują akty prawne o inspiracji koranicznej. Wiąże się to z odrodzeniem islamu jako systemu ­prawa i norm obyczajowych, odsuniętego na dalszy plan w okresie dominacji administracji kolonialnej, a przywróconego pochopnie w okresie dekolonizacji Bliskiego Wschodu.

 

Powszechny renesans islamu

 Według doktora Rafała Ożarowskiego z Zakładu Stosunków Międzynarodowych Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego, islam jest religią ekspansywną, przeżywającą obecnie ogromne ożywienie. Można je porównać do okresu rozkwitu chrześcijaństwa w średniowieczu – ­twierdzi ­Ożarowski. Obecnie muzułmanie, w poczuciu pewnego niedowartościowania wobec świata czy kultury Zachodu, próbują udowodnić przed całym światem, że są zdolni do powiększania swego terytorium kosztem chrześcijaństwa, czyli cywilizacji Zachodu.

 

Islamska międzynarodówka

 Celem islamu jest działanie zgodne z naukami Proroka, krzewienie wiary i jej obrona. Główny cel nauki Mahometa stanowi zdobycie świata niewiernych, czyli niewyznających wiary w Allacha, i przekształcenie go w świat wiernych. Ideologia ta, bardzo często wykorzystywana i nadużywana przez przywódców politycznych, przyczynia się do umocnienia ich władzy, i to nie tylko lokalnej, ale – jak w przypadku Nigerii – niemalże ogólnopaństwowej.

 

Wiele międzynarodowych organizacji muzułmańskich wspiera swoje wspólnoty na poziomie lokalnym, między innymi finansując kształcenie młodzieży, często w radykalnym, antyzachodnim duchu (należy przy tym podkreślić, że z Zachodem kojarzone jest przede wszystkim chrześcijaństwo). Arcybiskup Abudży, John O. Onaiyekan stwierdził w jednym z wywiadów udzielonych przedstawicielom organizacji „Kirche in Not”, że wiele obszarów Nigerii, gdzie dominuje reżim islamski, pozostaje pod kontrolą młodych mężczyzn, którzy studiowali w Iranie, Kairze czy Libii, po czym przenieśli do Nigerii koncept islamu jako kompleksowego systemu, głównie w sferze polityki, w której nie istnieje już wolność wyboru. Oferuje się wysokie stypendia, buduje i utrzymuje szkoły koraniczne, biblioteki i uniwersytety zaopatruje się w książki promujące islam, szkoli się islamskich liderów. Nigeryjczyk, który otrzyma stypendium na studia w Iranie lub w kairskim Al-Azhar, zostaje tam w wysokim stopniu zindoktrynowany i wracając do kraju jest już mudżahedinem. Nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać.

 

Kraj podzielony

 Islam wyznaje dziś połowa Nigeryjczyków, głównie zamieszkujących północną część kraju. Muzułmanie przybyli do Nigerii już w IX stuleciu, umocnili się zaś w wieku XVIII. W latach 1804-1810 charyzmatyczny imam, Usmana dan Fodio, twórca muzułmańskiego ruchu religijno-politycznego zainicjował na tych terenach dżihad. Walczył o oczyszczenie kraju z „niewiernych”. Dlatego dziś obszar ów zamieszkują głównie wyznawcy Allacha.

 

Nigerię, najgęściej zaludnione państwo Afryki, uważa się za najbardziej religijny kraj na świecie. Żyje tam w czterdziestu dziewięciu diecezjach 17 milionów katolików, w tym 3 500 zakonnic i zakonników oraz 3 800 księży diecezjalnych. Do święceń kapłańskich przygotowuje się 7 000 seminarzystów, których liczba stale rośnie. Pomimo to – według Transparency International – Nigeria jest drugim po Bangladeszu najbardziej skorumpowanym krajem na świecie. Stanowi to niewątpliwie czynnik konfliktogenny, do czego przyczynia się również wielka różnorodność plemienna, a co za tym idzie i kulturowa.

 

Chrześcijanie, stanowiący niemal połowę ze 150 milionów mieszkańców Nigerii, zostają zmuszani do praktykowania nakazów koranicznych wszędzie tam, gdzie lokalne rządy przeforsowały pełne wprowadzenie szariatu. W lutym 2000 roku doszło w tej kwestii do protestów chrześcijan zamieszkałych w mieście Kaduna. Protestujący zostali zaatakowani przez muzułmańskich bojówkarzy i w krótkim czasie zamieszki ogarnęły całe miasto. W ciągu tygodnia śmierć poniosło około 400 osób, w większości chrześcijan. W wyniku napadu islamskich bojówkarzy na miejscowe seminarium teologiczne zginęło czterech seminarzystów.

 

Naród prześladowany

 W roku 2003 w prowincjach Kano i Bauchi chrześcijanki pozbawiono pracy w szkołach i szpitalach, ponieważ nie stosowały się do polecenia władz, nakazującego kobietom zakrywanie twarzy. Pomoc we wcielaniu w życie takiego nakazu zaoferował gubernatorowi prowincji Kano przywódca Sudanu, generał Omar Al-Bashir, skrajny fundamentalista islamski.

 

Chrześcijanom ponadto próbuje się utrudniać wykonywanie praktyk religijnych. W roku 2003 chrześcijanie chcący uczestniczyć w liturgii Triduum Paschalnego, musieli złamać oficjalne zakazy władz państwowych, które ogłosiły dzienną i nocną godzinę policyjną akurat od Wielkiego Piątku do Wielkiej Niedzieli. Pretekstu do takiego posunięcia dostarczyła rzekoma konieczność zapewnienia bezpieczeństwa podczas odbywających się wówczas wyborów prezydenckich i parlamentarnych (termin wyborów także został wybrany nieprzypadkowo). Tysiące chrześcijan złamały jednak zakaz władz i udały się do kościołów. W wielu jednak miejscach w drodze do i ze świątyń byli atakowani przez muzułmański tłum.

 

Aktywność islamistów mająca na celu wprowadzenie szariatu w kilku stanach kraju w styczniu 2004 roku wywołała przychylne reakcje wielu nigeryjskich polityków. Gubernator stanu Kano zapowiedział represje wobec osób sprzeciwiających się temuż prawu na całym terenie stanu. Podobna sytuacja zaistniała również w innych częściach północnej Nigerii, gdzie chrześcijanie należą do zdecydowanej mniejszości. Ich życiu grozi nieustanne niebezpieczeństwo.

 

Nigeryjski Taliban

 W styczniu 2004 roku islamiści pod wodzą radykała Mullahy Omara, zwanego też Mahmudem, byłego przywódcy talibów w Afganistanie, rozpoczęli wojnę przeciw chrześcijaństwu, podpalając dziesięć kościołów i sto innych należących do nich budynków. W wielu miastach setki chrześcijan zmuszono do opuszczenia swych domów.

26 lutego 2004 roku w Yelwie muzułmanie zmasakrowali czterdzieści osiem osób, głównie kobiet i dzieci. 8 marca w wyniku nowej fali agresji wobec chrześcijan zginęło dwustu ludzi. 18 marca w miejscowości Dutse spalono cztery kościoły. 3 kwietnia w centrum kraju spalono 173 kościoły mordując przy tym półtora tysiąca chrześcijan.

Na krwawy odwet nie trzeba było długo czekać. 3 czerwca w Jos zginęło sześciuset muzułmanów, którzy z kolei również nie czekali długo z zemstą i w stanie Kano zabili sześciuset chrześcijan, w wyniku czego trzydzieści tysięcy ludzi uciekło ze swoich domów.

 

W październiku 2004 roku wiadomo już było, że Nigeria tonie w jednym z najkrwawszych konfliktów muzułmańsko-chrześcijańskich. W ciągu dwunastu miesięcy zginęło trzy tysiące ludzi, a straty materialne szacuje się na półtora miliona dolarów. Dwa lata później, gdy w Danii opublikowano karykatury Mahometa, w ramach odwetu w Nigerii znowu zaatakowano chrześcijan. W ciągu jednego dnia zginęło trzysta osób. Podczas ulicznych linczów zamordowano między innymi księdza Michaela Gajere. Wybrał śmierć, bo nie chciał dopuścić do profanacji tabernakulum. Został zabity przy ołtarzu. Tragedia czterdziestodwuletniego księdza i masakra chrześcijan w Nigerii na długie miesiące sparaliżowały życie lokalnego Kościoła. Zabity ksiądz dostarczył – według arcybiskupa Matthew Man-Oso Ndagoso – wszystkim księżom wzoru do naśladowania.

 

Ogólnie spalono wówczas pięćdziesiąt trzy kościoły, zdemolowano dziesiątki sklepów i prywatnych domów. Zajście, zdaniem wielu obserwatorów, było zaplanowane i zostało zrealizowane z bezwzględną skrupulatnością. Policja i wojsko bezczynnie ­obserwowały wszystkie akty zbrodni. Podejrzewa się, że za zamachami stali przedstawiciele instytucji rządowych, absolutnie bierni wobec rozgrywających się wydarzeń.

 

Po ostatnich wydarzeniach z marca bieżącego roku, wyraźnie widać, że muzułmanie nie chcą mieć chrześcijan za sąsiadów. Zbrodnie, do których doszło w okolicach miasta Jos, przerażają – kilkuset chrześcijan, głównie kobiet i dzieci zamordowanych w nocy, w barbarzyński sposób, za pomocą maczet. Wygląda na to, że antychrześcijański dżihad w północnej Nigerii wkroczył w kolejną fazę. Nikt nie jest w stanie wymienić wszystkich ofiar i miejsc zbrodni. Wszystko dokonuje się przy całkowitej obojętności instytucji międzynarodowych.

 

Nie o religię tu chodzi?

 Tymczasem według Johna Onaiyekana, arcybiskupa Abudży, konflikty wybuchają nie tyle z powodów religijnych, co wskutek różnic etnicznych, społecznych i politycznych. Potwierdza to arcybiskup Ignatius Ayau Kaigama z Jos, oskarżający rząd o bezczynność wobec opuszczonych ludzi żyjących w skrajnej nędzy, wzmaganej napięciami międzyplemiennymi. Prawie całą pomoc socjalną niesie Kościół katolicki. Pomocy tej władze nie wspierają, gdyż najczęściej są one niechętne ­Kościołowi.

 

Interpretowanie przez media najnowszej masakry chrześcijan wyłącznie jako kolejnego starcia między religiami, nigeryjscy hierarchowie uważają za zbyt uproszczone. U jego podłoża – ich zdaniem – stoi bowiem rywalizacja ekonomiczna między koczowniczymi pasterzami a osiadłymi rolnikami oraz między ludnością napływową a osiadłą. Sytuację pogarsza głęboki kryzys polityczny. Prezydent Umaru Yar’Adua został pozbawiony władzy, którą sprawuje zastępczo wiceprezydent Goodluck Jonathan. Państwo jest bezsilne…

 

Od roku 1999, kiedy rozpoczął się proces demokratyzacji kraju, muzułmanie zabili dziesięć tysięcy chrześcijan i spalili kilkaset kościołów. Ogłoszenie prawa szariatu jako powszechnie obowiązującego spowodowało dodatkowo ekspansję islamu na zachód i południe kraju, zajmowane w większości przez chrześcijan i animistów. Liderzy islamscy wiedzą jak manipulować religią i ludźmi dla swoich politycznych celów, mają po swojej stronie niezadowoloną młodzież, buntowników, fanatyków, bezrobotnych i analfabetów – wyjaśnia w jednym z wywiadów wikariusz generalny diecezji Enugu, Obiora Ike.

 

Niezależnie od przyczyn, giną nasi bracia w Chrystusie. Naszym obowiązkiem jest modlitwa za nich i wszelka pomoc tym, którzy jeszcze trwają. Najpełniej ujął to Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa: Świadkowie, szczególnie ci, którzy ponieśli męczeństwo, są wielkim, wymownym znakiem, który mamy podziwiać i naśladować. Potwierdzają oni żywotność Kościoła; jawią się jako światło dla Kościoła i dla ludzkości, ponieważ pozwolili zajaśnieć w ciemnościach światłu Chrystusa.

 

Agnieszka Dzieduszycka-Manikowska

Tekst ukazał się w nr. 14 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie