W środę w Białymstoku odbywają się uroczystości związane z 77. rocznicą spalenia przez Niemców w tym mieście Wielkiej Synagogi wraz z zamkniętymi w niej 600 – 800 Żydami. Około 20 Żydów, z narażeniem własnego życia uratowali Polacy, dozorca synagogi Józef Bartoszko i jego żona Julianna.
Spalenie Wielkiej Synagogi w Białymstoku miało miejsce 27 czerwca 1941 roku. Tego dnia wojska niemieckie wyparły z miasta poprzedniego okupanta – Sowietów, aby same mogły je zniewolić. Niemcy od razu przystąpili do tępienia Żydów, którzy stanowili około połowę mieszkańców Białegostoku. Okrążyli żydowskie osiedla, na których mieszkała też grupa Polaków. Nie bacząc na to, esesmani wyciągali wszystkich z domów i rozstrzeliwali. Domy podpalano.
Wesprzyj nas już teraz!
„Zostało zastrzelonych mnóstwo ludzi. Niemcy polecili wrzucać trupy do płonących domów. Rodziców zmuszano wrzucać ciała swoich zabitych dzieci do płonących domów. Potem im kazali tam wskakiwać. Pozostałych przy życiu zaprowadzono do bożnicy (Wielkiej Synagogi)” – czytamy w relacji Zalmana Koleśnika, białostockiego Żyda, któremu udało się przeżyć ten koszmar.
Do białostockiej Wielkiej Synagogi Niemcy spędzili około 600 – 800 osób. Zamknęli drzwi. Przez małe okna esesmani wrzucili granaty i bomby zapalające. Potem te okna szczelnie zamknęli. Jeszcze wcześniej wnętrze synagogi oblali benzyną. Sposób ten Niemcy wykorzystywali później wielokrotnie podczas eksterminacji Żydów m.in. w Jedwabnem. Niektórzy Żydzi próbowali wydostać się przez okna synagogi, wybijając je. Jednak Niemcy do nich strzelali, zabijając każdego, kto się w oknie pojawił.
Z relacji świadków wynika, iż w Wielkiej Synagodze były drugie drzwi, umieszczone od strony ulicy Suraskiej. Żydzi napierali na nie, aby się wydostać. Niemcy skierowali więc tam całą swoją uwagę. Wykorzystał to polski dozorca synagogi Józef Bartoszko. Narażając własne życie, otworzył główne drzwi synagogi i jedno z niskich okien. Dzięki temu z płonącej synagogi, zanim Niemcy się spostrzegli, udało się zbiec około 20 Żydom. Jednym z nich był Szmul Kapustin, który po wojnie złożył pisemną relację opisującą te wydarzenia. W latach powojennych były one częścią materiałów śledztwa prowadzonego ws. zagłady białostockich Żydów.
Małżeństwo polskie Józef i Julianna Bartoszko (katolicy) do czasu wojny byli dozorcami Wielkiej Synagogi, co świadczy o ogromnym zaufaniu, jakim cieszyli się w środowisku białostockich Żydów. Nie zawiedli tego zaufania, kiedy Niemcy zgotowali Żydom zagładę.
O bohaterskiej postawie małżeństwa ratującego Żydów czytamy w relacjach świadków nt. spalenia Wielkiej Synagogi w Białymstoku. „Mój wujek Pejsach Frajnd, mąż siostry mojego męża zostali także wrzuceni do płonącej synagogi. Nagle otworzyło się okienko w tylnej ścianie synagogi, otworzył je jakiś Polak (Józef Bartoszko) i ludzie zaczęli uciekać” relacjonuje Ida Lewitańska. Dalej pisze też o bohaterskiej Polce „Kapustin uratował się uciekając przez boczną bramę, którą otworzyła żona dozorcy – Polka (Julianna Bartoszko)”.
Adam Białous