7 marca 2012

Nie złożył broni

Jan Morawiec żył bardzo krótko, niespełna 28 lat. Był jednym z najwybitniejszych uczestników konspiracji niepodległościowej 1939-1948, działał w kilku organizacjach, nie składając broni od września 1939 r. aż po fatalne aresztowanie przez UB 22 marca 1946 r. W jego pokoleniu, wśród najbardziej czynnych uczestników walki o wolną Polskę, śmierć z przyczyn naturalnych była rzadkością. Większość z nich albo ginęła w bezpośredniej walce, albo na skutek męczeńskiej śmierci w kazamatach nazistowskich lub komunistycznych.

Również Morawiec nie zmarł śmiercią naturalną – 13 stycznia 1948 r. kat, st. sierż. Piotr Śmietański, w stołecznym Więzieniu Karno-Śledczym Nr 1 (Warszawa-Mokotów) pozbawił go życia strzałem z pistoletu w tył głowy, czyli w sposób, w jaki NKWD-owskie zbiry mordowały w 1940 r. polskich oficerów w Miednoje, Katyniu czy Charkowie.

Wesprzyj nas już teraz!

Harcerz, polityk, publicysta…

Urodził się 25 marca 1915 r. w Remiszewicach, pow. Brzeziny, w wielodzietnej chłopskiej rodzinie. Szkołę podstawową ukończył w pobliskim Będkowie, następnie kontynuował naukę w gimnazjum w Koluszkach. W klasie maturalnej musiał przerwać naukę z powodu trudności materialnych rodziny, braku środków na czesne i dojazdy, choć uczył się bardzo dobrze, a z tamtego okresu wyniósł dwie pasje, którym był wierny już do końca życia – literaturę i sport. Nie opuszczał też lokalnych zawodów sportowych, w których zdobywał liczne nagrody z dyscyplin lekkoatletycznych. Pomagało mu w tym zaangażowanie w harcerstwie, gdzie mógł się realizować, zdobywając kolejne sprawności. Już wtedy wyraźnie wyróżniał się w gronie rówieśników, wykazując wybitne zdolności przywódcze, w czym pomagała mu erudycja i talent organizacyjny.

W tym czasie zetknął się również z działaczami Stronnictwa Narodowego, przeżywającego wówczas okres burzliwego rozwoju i tej partii pozostał już wierny na zawsze. Z racji talentu krasomówczego, logicznej argumentacji i wiedzy ogólnej był częstym gościem w okolicznych kołach SN, wygłaszając prelekcje i aktywizując ich działalność. W 1936 r. otrzymał powołanie do wojska, do artylerii nabrzeżnej Marynarki Wojennej. Nie mógł tam działać politycznie, więc pisał do prasy marynarskiej artykuły o tematyce morskiej i patriotycznej. Wtedy po raz pierwszy używał swego późniejszego pseudonimu, pod którym stał się znany w konspiracji – „Remisz”. Służbę w marynarce zakończył w czerwcu 1939 r. Zdążył jedynie złożyć spóźniony egzamin maturalny i już wkrótce, po zaledwie dwóch miesiącach „w cywilu”, został znowu zmobilizowany, tym razem pozostał w służbie do końca swego krótkiego życia.

Przeciw Niemcom

Wojnę obronną 1939 spędził walcząc na Helu i tam dostał się po kapitulacji do niemieckiej niewoli, z której natychmiast uciekł i powrócił w rodzinne strony. Był to teren działania mjra Henryka Dobrzańskiego, słynnego „Hubala”. Morawiec szybko włączył się w prace przy tworzeniu jego siatki organizacyjnej – organizował małe grupy na terenie powiatów: Brzeziny i Tomaszów Mazowiecki. Zapamiętał to jego podwładny, Stanisław Lechowicz „Sęk”: Chodziłem na odprawy, z początku grupy dzielono po dziesięciu, ale szybko przeszliśmy na system piątkowy. Stale było widać „Remisza” jako kierownika. Później dowiedziałem się, że były dziesiątki grup, a może setki. Po rozbiciu oddziału mjra „Hubala” i jego siatki terenowej, znaczna jej część weszła do tworzącej się wówczas Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW). W 1942 r. „Remisz” ukończył konspiracyjną podchorążówkę i był coraz bardziej aktywny. We wrześniu 1942 r. powstały Narodowe Siły Zbrojne (NSZ), w których skład weszła znaczna część NOW. Talenty i możliwości organizacyjne „Remisza” zostały docenione, został bowiem oficerem ds. specjalnych zleceń Oddziału I (Organizacyjnego) Dowództwa.

Podczas jednej z rutynowych inspekcji terenowych Morawiec został zatrzymany przez niemieckich żandarmów w pociągu pod Koluszkami. Pomimo że skuto go kajdanami i był stale pilnowany, zdołał wyskoczyć z pędzącego pociągu. Z rąk Niemców uciekał jeszcze co najmniej dwa razy, udawało mu się to dzięki niezwykłej odwadze i sprawności fizycznej. W marcu 1944 r. NSZ podpisał umowę scaleniową z AK. Większość organizacji podporządkowała się rozkazom scaleniowym, a tam, gdzie dochodziło do kontrowersji, dowództwo NSZ-AK delegowało swych wysłanników ze specjalnymi pełnomocnictwami. „Remisza” wysłano na Podlasie i na Lubelszczyznę. Morawiec został tu na dłużej, albowiem (pod pseudonimami „Henryk”, „Rębacz” i „Tajfun”) został szefem organizacyjnym tych Okręgów. Nawet historycy – piewcy utrwalania władzy ludowej z respektem wzmiankowali później o osiągnięciach NSZ na tym terenie.

Wobec nowej okupacji

Podczas walk o Lublin w sierpniu 1944 r. Morawiec był dowódcą oddziału NSZ-AK w śródmieściu. Już pod okupacją sowiecką krótko pełnił też funkcję szefa Kedywu KO AK Lublin, bo już 29 grudnia 1944 r. został aresztowany przez NKWD. Był osadzony w areszcie w Lublinie przy ul. Chopina. Niespełna po tygodniu, 4 stycznia 1945 r., podczas kolejnego „intensywnego” nocnego przesłuchania, wyskoczył oknem z pierwszego piętra. Zwichnął przy upadku nogę, ale nawet to nie przeszkodziło mu w zmyleniu pogoni i udanej ucieczce.

Rozwiązanie AK 19 stycznia 1945 r. nie było kresem niepodległościowej konspiracji na ziemiach polskich. Po prostu zmieniały się formy i nazwy, a walka o wolność trwała nadal… W tym czasie z różnych organizacji niepodległościowych o obliczu narodowym tworzy się nowa, ogólnopolska, potężna organizacja wojskowa – Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Tymczasowa Narodowa Rada Polityczna Ziem Wschodnich i podlegające jej oddziały weszły całkowicie w skład NZW. Kpt. Jan Morawiec „Remisz” objął w nim na szczeblu Komendy Głównej dowodzenie III oddziałem: Pogotowia Akcji Specjalnej, czyli pionem bojowym. W terenie PAS organizował oddziały partyzanckie, przeznaczone do akcji bojowych, rozbijania więzień i aresztów, ochrony ludności przed pacyfikacjami.

Wymykając się obławie

Wiosną 1946 r. KG NZW została rozbita aresztowaniami. Historia polowań ubeków na kpt. Morawca nadaje się na scenariusz filmu sensacyjnego. Przy próbie aresztowania w Łodzi 13 marca ranił dwóch funkcjonariuszy i zdołał zbiec do Warszawy. Tu nie zaznał ani chwili spokoju – stale tropiony, wielokrotnie wymykał się z zasadzek. 22 marca rankiem na punkcie kontaktowym przy ul. Dynasy UB zorganizowało „kocioł”, ale i stąd „Remisz” zdołał się jeszcze jakimś cudem wyrwać. Był już jednak osaczony, a kolejne miejsca, w których chciał szukać pomocy, były zdekonspirowane. Kilka godzin później, przy ul. Wołoskiej, został ranny w nogę podczas próby ucieczki, w dodatku zaciął mu się pistolet. W mokotowskim więzieniu poddano go ciężkiemu i intensywnemu śledztwu. Za swą nieprzejednaną postawę wielokrotnie trafiał do więziennego karceru, ale to go nie złamało. Miał jeszcze siły i wolę organizowania więziennej ucieczki. Zachował się jego gryps do Komendy Głównej: Jestem aresztowany. Mam postrzeloną nogę powyżej uda. Czuję się kiepsko. Mało o nas wiedzą. […] Jest możliwość odbicia. Trzeba ludzi zdeterminowanych. Oddawca kartki może wyjaśnić dowódcy takiej grupy. Wiem, co mnie czeka. Gdyby nie noga, sam próbowałbym. Taka akcja nie była wówczas możliwa do przeprowadzenia – więzienie mokotowskie należało do najpilniej strzeżonych w Polsce, a w Warszawie stacjonowały ogromne siły UB, KBW i NKWD. W śledztwie Morawiec wziął na siebie odpowiedzialność za wszystko, co mogło obciążyć jego podwładnych. Proces odbył się w więzieniu, przy drzwiach zamkniętych. Wyrok ogłoszono 3 listopada 1947 r. Kpt. Jan Morawiec „Remisz” został skazany na karę śmierci. W innych procesach skazano jego dwóch braci – Stefana (kierownika Biura Dokumentów KG) i Wacława – na kary po 7 lat więzienia.

Śmierć i zapomnienie

Wyrok śmierci został wykonany 13 stycznia 1948 r. wieczorem. Ciało wywieziono potajemnie na Służew i pogrzebano gdzieś w bezimiennym grobie. Dopiero w 1992 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie stwierdził nieważność wyroku i orzekł, że czyny mu przypisane, były związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Jan Morawiec nie jest znany harcerzom. Ci cenią przecież Jacka Kuronia, „harcerza czerwonego”. „Remisz” nie ma własnego grobu – na peryferiach warszawskich Powązek jest tylko skromna, pamiątkowa tabliczka wielkości dłoni… Aleja Zasłużonych tego cmentarza, zarezerwowana kiedyś wyłącznie dla „działaczy międzynarodowego ruchu robotniczego” (czytaj: agentów NKWD, wyższych funkcjonariuszy UB i PPR-PZPR), dziś jest otwarta przede wszystkim dla tych, którzy na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego wieku poczuli „impuls moralny” i wstąpili na kilkanaście lat do partii komunistycznej. W rzeczywistości były to impulsy niemoralne. Nie możemy się zgadzać na odwracanie podstawowych pojęć i przestawianie znaczenia słów. Pamięć o „Remiszu” i ludziach takich jak on – należy jak najszybciej przywrócić. Dziś chociaż tyle możemy dla nich zrobić.

Leszek Żebrowski

Artykuł ukazał się w nr. 4 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie