Iran nie będzie sam, jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się rozpocząć atak wojskowy na Republikę Islamską – ostrzegli w środę Rosjanie. Z kolei Hezbollah wyraził wątpliwości, aby doszło do wojny amerykańsko-irańskiej.
Prezydent USA Donald Trump zaatakował w poniedziałek najwyższego przywódcę Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego i innych czołowych urzędników. Dramatyczny krok w kierunku zwiększenia presji na Teheran nastąpił po zestrzeleniu przez Irańczyków bezzałogowego amerykańskiego drona w zeszłym tygodniu, który miał naruszyć irańską przestrzeń powietrzną. We wtorek Trump zagroził zniszczeniem części Iranu, jeśli zaatakuje „cokolwiek amerykańskiego”, ale później zmienił ton i zadeklarował gotowość do negocjacji.
Wesprzyj nas już teraz!
– Iran wytrzyma ten rodzaj ataku i nie jest sam – oznajmił Zamir Kabulow, specjalny wysłannik rosyjskiego MSZ ds. krajów azjatyckich, w tym Iranu, na rosyjsko-irańskim forum politycznym w Moskwie.
Zapytany, czy Rosja jest gotowa udzielić Iranowi pomocy materialnej, jeśli USA zaatakują to państwo, Kabulow powiedział, że „konkretne działania są kwestią do rozstrzygnięcia przez rosyjskiego prezydenta”. – Ale to nie tylko Rosja. Wiele innych krajów sympatyzuje z Iranem i współczuje im – mówił dyplomata. – Teheran nie będzie sam, jeśli USA, broń Boże, podejmą dzikie i nieodpowiedzialne działania przeciwko niemu – komentował.
Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow z kolei mówił, że Moskwa będzie próbowała przekonać oba kraje – USA i Iran – do rozpoczęcia „cywilizowanego” dialogu. – To oczywiście oznacza koniec amerykańskiej polityki ultimatum, sankcji i szantażu – podkreślił szef dyplomacji rosyjskiej.
Wcześniej w tym tygodniu wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow zapowiedział, że Rosja i jej partnerzy podejmą kroki w celu przeciwdziałania nowym sankcjom, które Waszyngton nakłada na Iran.
Tymczasem wspierana przez Iran libańska grupa szyicka Hezbollah uważa, że wojna USA z Iranem jest mało prawdopodobna z powodu między innymi silnych zdolności obronnych Teheranu. W wywiadzie udzielonym we czwartek przez wiceszefa Hezbollahu, szejka Naim Qassem libańskiej gazecie „Joumhouria”, można przeczytać, że prezydent USA Donald Trump „nie potrzebuje wojny”.
– Nie skorzysta na wojnie, którą może rozpocząć, ale której wyników nie może kontrolować i która może zacząć się od Iranu, ale może jej towarzyszyć także podpalenie całego regionu – tłumaczył Qassem.
Przywódca Hezbollahu, silnie uzbrojonej grupy założonej przez irańską Straż Rewolucyjną w 1982 r., przyznał w zeszłym miesiącu, że jest mało prawdopodobne, by Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę z Teheranem, ponieważ zapłaciłaby wysoką cenę.
W środę Trump wskazał, że każda wojna między Iranem a Stanami Zjednoczonymi byłaby szybka, ale powtórzył swoje pragnienie uniknięcia konfrontacji wojskowej.
Iran opracował szeroką gamę pocisków rakietowych, od pocisków balistycznych Shahab 1 o zasięgu 300 km po pociski samosterujące Soumar o zasięgu 2500 km, które mogłyby uderzyć w dowolną część Zatoki, Izraela, Egiptu, Afganistanu południowego i wschodniej Europy.
Wielu ekspertów ostrzega przed nadzieją lub założeniem, że masowa inwazja wojskowa pod dowództwem USA skłoni Irańczyków do obalenia islamskiego reżimu i przekształcenia Teheranu w amerykańskiego sojusznika.
Irańskie siły zbrojne liczą około 545 000 personelu wojskowego i 350 000 rezerwowych, w tym około 125 000 ludzi skupionych w elitarnych jednostkach IRGC, nie mówiąc o licznych szyickich milicjach na Bliskim Wschodzie.
Irańczycy posiadają także zaawansowany okręt podwodny Fateh, flotę mniejszych łodzi obsługiwanych przez garstkę załogi i zdolnych do wystrzelenia kilku torped naraz. Są one trudno wykrywalne na sonarze ze względu na rozmiary i ciche działanie. Ograniczona geografia Zatoki daje statkom krótki czas ostrzegania, aby odpowiedzieć na takie ataki. Teheran dysponuje także zaawansowanymi systemami obrony przeciwrakietowej, dostarczonej przez Rosję.
Amerykańscy dowódcy wojskowi uważają, że na szybkich, skoncentrowanych atakach na cele irańskie nie mogłoby się skończyć, jak sugeruje prezydent Trump. Konieczne byłoby prowadzenie rozległej kampanii. A tu Waszyngton liczy, że „dokończeniem” wojny zajęliby się sojusznicy z Zatoki Perskiej i Europejczycy, którzy – poza Brytyjczykami – nie chcą w ogóle słyszeć o inwazji na Iran.
Źródło: vancouversun.com / themascowtimes.com / militarytimes.com
AS