Dokonująca się na naszych oczach antychrześcijańska rewolucja deklaruje się jako „liberalna”, a więc odwołująca się do pojęcia wolności, jednakże po zdobyciu przyzwolenia na zło, liberałowie zmierzają do uciszenia dobra. Co więcej, chcą uzyskać zgodę ludzi uczciwych, zwłaszcza katolików, na uchybienia wobec prawa moralnego. Ten właśnie fenomen Benedykt XVI określa mianem dyktatury relatywizmu. Postępy dyktatury zła, żądającej współudziału ze strony katolików, są dziś szczególnie groźne na dwóch polach: ustaw forsujących aborcję oraz sprzyjających homoseksualnej dewiacji. Jednocześnie coraz silniej ogranicza się prawo społeczeństwa do wyrażenia moralnego sprzeciwu w postaci powstrzymania się od aktywnego uczestnictwa w obiektywnie niemoralnych aktach narzucanych przez władzę.
Wesprzyj nas już teraz!
W maju 2006 roku Sąd Konstytucyjny Kolumbii zdecydował, że kodeks karny, traktujący dotychczas aborcję jako zbrodnię, stoi w sprzeczności z międzynarodowymi traktatami ratyfikowanymi przez państwo kolumbijskie i dopuścił aborcję w trzech przypadkach: deformacji płodu, zagrożenia życia matki oraz gwałtu.
Wobec licznych przypadków odmowy dokonywania aborcji ze strony centrów medycznych, kolumbijski Sąd Konstytucyjny wydał w tym samym roku orzeczenie ograniczające prawo do moralnego sprzeciwu jedynie do osób prywatnych, wyłączając z tego kliniki, szpitale i centra zdrowia. To przecież absurd – wymienione ośrodki zdrowia założyły wszak osoby prywatne, w przekonaniu, iż będą one działać w zgodzie z wyznawanymi przez nie zasadami moralnymi; w przeciwnym razie wcale by ich nie zakładały!
Ta anormalna decyzja pociągnęła za sobą zatwierdzenie regulacji prawnej, wymagającej od centrów zdrowia przyśpieszenia działań mających na celu informowanie, usprawnianie i ciągłe szkolenie pracowników służby zdrowia, co umożliwi odpowiednie dostarczenie usługi dobrowolnego przerwania ciąży. Innymi słowy, centra zdrowia nie tylko powinny dokonywać aborcji, ale jeszcze nakłada się na nie obowiązek szkolenia swego personelu, jak zabijać dzieci w łonie matki!
Kolejna regulacja nałożyła na lekarzy niezgadzających się z aborcją obowiązek działania zgodnie z kodeksami etyki zawodowej, wskazującymi, iż należy odesłać kobiety [proszące o aborcję] do odpowiednio przygotowanych kolegów, którzy nie sprzeciwiają się wykonywaniu dobrowolnego przerwania ciąży. Tymczasem, zgodnie z moralnością katolicką, skierowanie kobiety do lekarza-abortera jest niedozwoloną formą bezpośredniego udziału w aborcji.
Należy zauważyć, że wszystkie te rozporządzenia prawne nie tylko poważnie naruszają moralność, ale są niezgodne z samą konstytucją Kolumbii, która w artykule 18. uroczyście deklaruje: Gwarantuje się wolność sumienia. Nikt nie będzie niepokojony ze względu na swe przekonania czy wierzenia ani zmuszany do działania wbrew własnemu sumieniu. Tymczasem, pomimo jawnie antykonstytucyjnego charakteru powyższych ustaw, Sąd Konstytucyjny już nakłada kary na osoby odmawiające udziału w zabijaniu nienarodzonych.
Zaraz po depenalizacji, w regionie Cúcuta pewna nieletnia dziewczyna poprosiła o aborcję, twierdząc, że została zgwałcona. Sieć klinik należących do spółdzielni medycznej odmówiła wykonania zabiegu, ponieważ wszyscy zrzeszeni tam lekarze wyrazili moralny sprzeciw. Odmówił również szpital uniwersytecki, argumentując, że nie wykonuje takich zabiegów. Dziewczyna urodziła dziecko. W bezprecedensowej decyzji z maja bieżącego roku sąd nakazał sędziemu administracyjnemu ustalenie wysokości odszkodowania, jakie spółdzielnia ma zapłacić nieletniej z racji nieposzanowania jej prawa do aborcji (tu nasuwa się analogia do głośnej sprawy Alicji Tysiąc – przyp. red.).
Równocześnie drastycznie rośnie presja wywierana na kolumbijskich sędziów przeciwnych aborcji. Prokurator Generalny Kolumbii, dr Edgardo Maya, podpisał z pozarządową organizacją Women’s Link Worldwide umowę o koordynacji działań mających zagwarantować odpowiednie wprowadzenie legalnych usług dobrowolnego zabiegu przerwania ciąży na całym terytorium kraju. Innymi słowy, organizacje pozarządowe będą systematycznie donosić prokuraturze na sędziów, którzy nie wydadzą natychmiastowego zezwolenia na wykonanie aborcji!
Niech zmienią zawód
Jeśli „nie mają sumienia”, aby to robić, to niech się poświęcą innemu zawodowi – stwierdza ostentacyjnie adwokat Mónica Roa, dyrektor wspomnianej organizacji pozarządowej, a zarazem aktywistka, która złożyła do Sądu Konstytucyjnego wniosek o zmianę obowiązującej ustawy, co zaowocowało narzucaniem aborcji w Kolumbii.
Podobny konflikt między ustawodawcami a pracownikami służby zdrowia zaistniał w mieście Meksyk, gdy lokalny organ legislacyjny Dystryktu Federalnego zdepenalizował aborcję w pierwszych dwunastu tygodniach ciąży.
W stolicy Meksyku problem rysuje się ostrzej niż w Kolumbii, ponieważ w meksykańskiej konstytucji brak jakiegokolwiek uregulowania prawa do moralnego sprzeciwu. Dlatego też gubernator Dystryktu Federalnego, Marcelo Ebrard Casaubón, czuje się upoważniony do wymagania od całego personelu medycznego w mieście – pod groźbą utraty zatrudnienia – ścisłego przestrzegania ustawy, bez wyjątku i bez możliwości odwołania się do przekonań moralnych.
W australijskim stanie Victoria w październiku ubiegłego roku zatwierdzono prawo stanowe znoszące restrykcje ograniczające możliwość wykonania aborcji i zezwalające na zabieg do dwudziestego czwartego tygodnia ciąży. Ustawodawcy odrzucili wszystkie poprawki dążące do ochrony sumienia lekarzy i pielęgniarek i – podobnie jak w Kolumbii – załączyli rozporządzenie o obowiązku skierowania kobiet pragnących dokonać aborcji do innego specjalisty, w przypadku własnych zastrzeżeń natury moralnej.
Stowarzyszenie Catholic Health Australia zrzeszające piętnaście szpitali stanu Victoria ogłosiło, że należący do niego lekarze nie będą dokonywać aborcji ani udzielać informacji, gdzie można jej dokonać. Sprzeciwimy się prawu, aby dochować wierności naszym katolickim zasadom – oświadczył dyrektor Martin Laverty – bowiem ustawa zmusza pracowników zatrudnionych w naszych szpitalach do działania wbrew ich powołaniu i wyznawanym przez nich zasadom katolickiej wiary.
Pierwszy krok ku despotyzmowi
W obliczu tego samego problemu stanęły amerykańskie szpitale katolickie w kilkunastu stanach (Nowy Jork, Kalifornia, Floryda, Waszyngton Connecticut, Illinois, Kentucky, Maryland, Massachussets, New Jersey, Ohio i Oregon), gdzie prawo stanowe lub rozporządzenia administracji nakładają na pogotowie ratunkowe obowiązek dostarczenia ofiarom gwałtu pigułki aborcyjnej tzw. „następnego dnia” albo skierowania ich do dostawcy bądź przynajmniej wręczenia materiałów informacyjnych na temat owej pigułki.
Inną formą niedopuszczalnego nacisku na instytucje katolickie są ustawy obowiązujące w stanie Nowy Jork oraz w Kalifornii, które narzucają ujęcie w stanowych planach ochrony zdrowia obowiązku dostarczania środków antykoncepcyjnych, mimo iż papież Paweł VI w encyklice Humanae vitae potępił je jako niemoralne. Wyłączeni z tej powinności są jedynie ludzie Kościoła zaangażowani bezpośrednio w działalność ściśle religijną w parafiach bądź administracji diecezjalnej.
Wraz z przejęciem władzy w Stanach Zjednoczonych przez Baracka Obamę ukryte prześladowania Kościoła katolickiego stają się coraz dotkliwsze. Wychodząc z Białego Domu po swej pierwszej wizycie u nowego prezydenta, przewodniczący Konferencji Episkopatu USA kardynał Francis George, orzekł, że Stany Zjednoczone czynią właśnie pierwszy krok, który poprowadzi kraj od demokracji do despotyzmu.
Poszanowanie indywidualnego sumienia i wolności religijnej stanowi naszą podstawową ochronę przed naciskiem ze strony rządu – podkreślił kardynał. – Potrzebujemy zatem prawnej ochrony wolności sumienia i religii, w czym mieści się pozostawienie katolickim instytucjom związanym ze służbą zdrowia prawa do działania w zgodzie z doktryną religijną.
Administracja Obamy natychmiast po wprowadzeniu się do Białego Domu anulowała dekret prezydenta George’a W. Busha wzmacniający podporę prawną umożliwiającą pracownikom amerykańskiej służby zdrowia uniknięcie uczestniczenia w zabiegach aborcji i sterylizacji.
Jeszcze bardziej ponuro jawi się wizja zatwierdzenia Freedom of Choice Act, czyli projektu Ustawy o Wolności Wyboru (bardziej znanej pod akronimem FOCA), poprzez który zamierza się zamienić zabijanie dzieci nienarodzonych w wolne prawo kobiety. Zmuszałoby to wszystkich specjalistów i odpowiednio przygotowane centra medyczne do wykonywania usług aborcyjnych pod groźbą sankcji prawnych stosowanych w przypadku nieuzasadnionej odmowy udzielenia pomocy medycznej.
Projekt FOCA – którego Barack Obama był jednym z głównych sygnatariuszy w okresie swego zasiadania w Senacie – został już dwukrotnie odrzucony przez amerykański Kongres. Teraz jednak, gdy demokraci kontrolują obydwa organy legislacyjne, deputowany Jerrold Nadler zamierza go ponownie przedstawić, z góry wiedząc, że nowy prezydent nie postawi weta.
Wielu katolickich biskupów deklaruje, że jeśli projekt FOCA zostanie zatwierdzony, Kościół nie będzie miał innego wyboru, jak zamknąć swe 624 szpitale, gdyż niemoralne byłoby wycofanie swego patronatu czy odsprzedanie pomieszczeń osobom trzecim, które zaczęłyby z nich korzystać w celu wykonywania tam zabiegów aborcyjnych. Przyniosłoby to ogromne straty, nawet z punktu widzenia rynku pracy, gdyż zamknięcie tych szpitali pozbawiłoby zatrudnienia ponad 600 tys. specjalistów, a także pozbawiło opieki medycznej miliony pacjentów. W Stanach Zjednoczonych bowiem jedna szósta chorych uzyskuje pomoc lekarską w ośrodkach katolickich.
Wzmożona presja na farmaceutów
Inną dziedziną, której pracownicy na całym świecie odczuwają wzmożoną presję skierowaną przeciwko ich poczuciu moralności, jest farmacja.
W roku 2007 trzem wielkim sieciom aptek w Chile, odmawiającym sprzedaży pigułki aborcyjnej, zagrożono karą w wysokości 66 tys. dolarów, jeśli utrzymają tę postawę. Firmy owe uległy w końcu naciskom rządu, na szczęście kilka miesięcy później chilijski Sąd Konstytucyjny orzekł, iż stosowanie wspomnianej pigułki stoi w sprzeczności z prawem do życia zagwarantowanym w tym kraju od momentu poczęcia.
Z trudniejszą sytuacją muszą się zmierzyć farmaceuci francuscy, bowiem ich specjalność nie jest wpisana na listę zawodów, których przedstawiciele mogą się odwoływać do klauzuli moralności. A od roku 1999 ustawa dopuszcza sprzedaż bez recepty nie tylko pigułki aborcyjnej „następnego dnia”, ale nawet pigułki RU486, która może być stosowana aż do trzeciego miesiąca ciąży.
Francuski Kodeks Zdrowia Publicznego upoważnia farmaceutę do odmowy wydania danego produktu, nawet za okazaniem recepty, w przypadku, gdy uzna on, że podanie leku mogłoby zagrozić życiu pacjenta. Jednak zgodnie z decyzją trybunału kasacyjnego z roku 1998, wspomniana odmowa może być podyktowana jedynie względami zdrowotnymi, nigdy zaś osobistymi przekonaniami.
Również w USA stopniowo rośnie liczba stanów nakładających niedopuszczalne ograniczenia na postawę moralną farmaceutów i podległych im pracowników. Tak oto przyjęta w listopadzie 2007 roku w New Jersey ustawa zabrania farmaceutom odmowy wydania danego produktu ze względu na przekonania moralne, religijne bądź etyczne. W Kalifornii pracownicy służby zdrowia zobligowani są – bez względu na ewentualne zastrzeżenia moralne – do wydawania środków antykoncepcyjnych lub aborcyjnych bądź do dostarczenia pacjentom informacji, gdzie mogą owe środki nabyć. Co więcej, prawo stanowe zobowiązuje farmaceutę przeciwnego antykoncepcji i aborcji do umieszczenia przy wejściu do swej apteki dobrze widocznego napisu informującego, iż nie sprzedaje ona takich produktów, lecz że pacjent ma prawo do ich otrzymania w innym miejscu. Ma to służyć wrogiemu usposobieniu części miejscowej ludności wobec takiego farmaceuty.
Dyskryminacyjna ustawa o niedyskryminacji
Kolejną dziedzinę, w której zmusza się katolików do działania wbrew własnym przekonaniom moralnym, stanowią ustawy zabraniające jakiejkolwiek dyskryminacji w stosunku do homoseksualistów.
Na krótko przed opuszczeniem swego stanowiska, brytyjski premier Tony Blair doprowadził do zatwierdzenia ustawy nazwanej Sexual Orientation Regulations, która zabrania jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na orientację seksualną w dostarczaniu dóbr i usług, włącznie z adopcją dzieci.
Kościół katolicki i wspólnota anglikańska poprosiły o uczynienie wyjątku w ustawie ze względu na przekonania religijne, lecz brytyjski rząd i parlament nie znalazły zrozumienia dla tej prośby, pozostawiając jedynie dwa lata (termin ów minął 1 stycznia bieżącego roku) na dostosowanie przez kościelne biura adopcyjne swych procedur do nowego prawa. Odmowa jest tym bardziej oburzająca, że artykuł 18. ustawy chroni instytucje, które w celu obrony pseudopraw homoseksualistów dopuszczają się tak zwanej „dyskryminacji pozytywnej”, dostarczając dobra i usługi wyłącznie pederastom, lesbijkom i biseksualistom.
Na dramatyczne rezultaty nie trzeba było długo czekać. Oto w kwietniu tego roku opinią publiczną w Zjednoczonym Królestwie wstrząsnął oburzający przypadek: pewne szkockie biuro pomocy społecznej odebrało prawa rodzicielskie do dwóch dziewczynek w wieku czterech i pięciu lat matce uzależnionej od heroiny – zamiast jednak umożliwić adopcję rodzicom kobiety, oddano je parze homoseksualistów, twierdząc, że dziadkowie są za starzy, aby zapewnić dzieciom odpowiednie wychowanie!
Ogólny charakter ustawy o niedyskryminacji wywrze ogromny wpływ na życie codzienne w Wielkiej Brytanii. Na przykład, właściciele popularnych B&B (bed & breakfast) oferujący turyście tanią i wygodną gościnę, zmuszeni zostaną do przyjmowania pod swój dach par homoseksualnych na równi z normalnymi rodzinami, gdyż w przeciwnym razie będą musieli zamknąć pensjonaty.
Nawet parafie wynajmujące sale na wesela zawieszają owo źródło dochodów, aby nie musieć godzić się na świętowanie pod swym dachem zawarcia związków homoseksualnych. W marcu 2007 roku, w amerykańskim stanie New Jersey protestanckie stowarzyszenie Methodist Ocean Grove Camp Meeting Association zostało skazane przez Stanową Komisję Praw Człowieka za odmowę wynajęcia parze lesbijek przykościelnego domu nad morzem. Stowarzyszeniu udało się wygrać proces w sądzie wyższej instancji tylko dlatego, że zdołało wykazać, iż w międzyczasie zaprzestało wynajmu lokalu na wesela…
Otwarte prześladowanie
Brytyjska ustawa Sexual Orientation Regulations wywiera ogromny nacisk na urzędników stanu cywilnego, którzy stanęli w obliczu przymusu przewodniczenia cywilnym ceremoniom homoseksualnych pseudomałżeństw.
Jedna z takich urzędniczek, Lilian Ladele wszczęła proces przeciwko władzom londyńskiej dzielnicy Islington, twierdząc, iż jest zmuszana do pracy wbrew swemu sumieniu groźbami kierowanymi pod jej adresem przez przełożonych i kolegów. Kobieta odmówiła przewodniczenia ceremonii „zaślubin” homoseksualnych, czując się niezdolną do bezpośredniego ułatwiania stworzenia związku, który uważa za sprzeczny z prawem Bożym.
Kary dwóch lat, trzech miesięcy i jednego dnia zakazu pełnienia jakiejkolwiek funkcji publicznej za podobną postawę nie uniknął jednak dr Fernando Ferrin Calamita, sędzia sądu rodzinnego w hiszpańskiej Murcji, oskarżony o działanie z pobudek homofobicznych oraz rzekomo złośliwe spowolnienie procesu adopcji dziewczynki przez narzeczoną-lesbijkę jej matki. W rzeczywistości sędzia przed wydaniem decyzji zlecił jedynie biegłym sądowym sporządzenie opinii, aby upewnić się, czy posiadanie dwóch matek zamiast matki i ojca nie będzie dla dziecka szkodliwe.
Wyrok przeciwko sędziemu Calamicie zarzuca mu ponadto pogardę dla orientacji seksualnej kandydatki na matkę adopcyjną i nakazuje wypłacić jej odszkodowanie w wysokości 6 000 euro oraz zwrócić koszty procesu sądowego.
Podobnym wyrokiem zostali skazani w październiku 2008 roku dwaj lekarze z Sacramento w Kalifornii za odmowę przeprowadzenia sztucznego zapłodnienia pewnej lesbijki. Decyzję tę podyktowało żywione przez nich głębokie przekonanie, że dziecko powinno być wychowywane przez matkę i ojca. Wytoczono im proces i skazano za dyskryminację, mimo iż z własnej kieszeni opłacili kobiecie konsultację z innym specjalistą.
W kanadyjskiej prowincji Manitoba dwie oficjalnie poślubione sobie lesbijki, Ginette i Andrea Markowski, złożyły zawiadomienie o pogwałceniu praw człowieka przez dr Kamelię Elias. Pochodząca z Egiptu lekarka nie chciała ich włączyć do grona swoich pacjentek z racji swych przekonań religijnych i zupełnego braku doświadczenia w leczeniu osób homoseksualnych. Przewodnicząca Komisji ds. Praw Człowieka w Manitobie oświadczyła, że lekarze tej kanadyjskiej prowincji mogą odmówić pacjentom, ale tylko w przypadku ich nadmiernej liczby, nie zaś z powodu ich orientacji seksualnej.
I śmiesznie i strasznie
Jednak nie tylko lekarze i sędziowie padają ofiarą ustaw o „niedyskryminacji”. Ich skutki dotykają również przedstawicieli mniej prestiżowych zawodów.
W stanie Nowy Meksyk przed Stanową Komisją Praw Człowieka toczy się proces przeciw fotografce, Elaine Huguenin, oskarżonej o odmowę wykonania zdjęć podczas „ceremonii zaślubin” pary lesbijek. W zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa przedłożonym komisji żądają one, aby nakazać fotografce upamiętnianie ceremonii homoseksualnych zaślubin oraz zagwarantować, że jeśli sprawa trafi do sądu, to koszty procesowe, mogące sięgnąć setek tysięcy dolarów, zostaną poniesione przez oskarżoną.
Apogeum tragikomizmu osiągnięto jednak w australijskim Brighton, gdzie jeden z katolickich domów spokojnej starości utracił w grudniu 2008 roku zapomogę od władz miasta w wysokości 19 tysięcy dolarów. Z jakiego powodu? Oto zarządzający ośrodkiem okazali instytucjonalną dyskryminację homoseksualistów, odmawiając przedłożenia jego mieszkańcom kwestionariusza wypytującego o ich orientację i życie seksualne (chodziło o staruszków w wieku około 90 lat!) oraz nie zgadzając się na umieszczenie w swych materiałach reklamowych zdjęć osób starszych o orientacji homoseksualnej. – Odmowę tę można interpretować jako oznakę nie tylko obojętności, ale wręcz wrogości w stosunku do homoseksualistów – orzekły władze miasta Brighton.
José Antonio Ureta
Tekst ukazał się w nr. 11 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”