23 grudnia 2015

Kto szuka, ten znajdzie

Książek-świadectw czytałam dziesiątki. Są jak komedie romantyczne – dość przewidywalne, ale zarazem wciągające i ostatecznie poruszające. Znajduję w nich jeszcze jeden wspólny mianownik – bohaterowie jednych i drugich zawsze z uporem maniaka szukają szczęścia, rozumianego na swój sposób, i zawsze je znajdują. Za to je lubię i dlatego do nich wracam.

 

„Któż jak nie Bóg” jest jedną z takich książek. To zbeletryzowana historia poszukiwania Boga. Jennifer Fulwiler była nieznoszącą chrześcijan ateistką, gotową nawet zmienić doskonałą uczelnię na mniej prestiżową, byle tylko nie spotykać ich wokół siebie. Miała męża jak z bajki – wykształconego, przystojnego, zamożnego i zakochanego w niej bez pamięci. Jednocześnie była kobietą samowystarczalną – świetnie zarabiającą programistką. Pewnego dnia przestało ją to wszystko satysfakcjonować. Ten dzień stał się jednocześnie początkiem jej drogi do pełni życia. Początkiem, u progu którego nie leżało jakieś niezwykłe świadectwo osoby wierzącej czy strach przed piekłem, o którym być może gdzieś kiedyś usłyszała, ale tęsknota najwyraźniej zasiana w sercu Jennifer przez samego Stwórcę.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Kobieta początkowo nie zdawała sobie sprawy, za czym miałaby tęsknić, ale jej upór i konsekwencja, z jaką poszukiwała, ostatecznie zaprowadziły ją do spotkania z Bogiem. Do swojej wiary Jennifer dochodziła na drodze dogłębnych analiz i obserwacji, „przypadkowych” lektur, które same wpadały jej w ręce, a wreszcie wskutek niemożności znalezienia racjonalnych odpowiedzi na wszystkie nurtujące ją pytania.

 

Poprzez wątek poszukiwań bohaterki książka nieco przypominała mi film „Bóg nie umarł”. Lektura to lekka, choć miejscami wymagająca silnego skupienia uwagi na konieczność podążania za skomplikowanym tokiem rozumowania Jennifer. I podobnie jak film dowodząca, że argumenty ateistów okazują się kruche niczym lód w obliczu prostej prawdy, że Jezus żyje. Śmiem jednak twierdzić, że książka za sprawą swojej refleksyjności może być znacznie bardziej skuteczna niż obraz Harolda Cronka. W filmie bowiem ateista prof. Radisson, wykładowca filozofii, poznał Boga i odrzucił, gdy Ten nie spełnił jego oczekiwań. Tymczasem książkowa Jennifer nie zna Boga, a jednak wyrusza na Jego poszukiwanie, wiedziona jedynie bliżej niezdefiniowaną potrzebą serca.

 

„Któż jak nie Bóg” to również świadectwo tego, jak potężna jest moc sakramentów. Jennifer, choć wychowana w ateistycznej rodzinie, jako dziecko została ochrzczona. I mimo że wydaje się, jakoby przyjęcie tego sakramentu było dla jej najbliższych wyłącznie swego rodzaju rytuałem, to jednak historia kobiety dowodzi, że istotnie pozostawił niezatarte znamię przynależności Jennifer do Boga i Kościoła.

 

Renata Ziomek

 

 

Jennifer Fulwiler, Któż jak nie Bóg, Fronda, Warszawa 2015.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 134 315 zł cel: 500 000 zł
27%
wybierz kwotę:
Wspieram