7 marca 2012

Ile wynosi „cesarskie”?

Dominujące we współczesnym świecie trendy filozoficzne i polityczne próbują ­zazwyczaj nie tylko zmarginalizować wpływ Kościoła na życie społeczne i państwowe, ale wręcz zakazać mu – w imię tak zwanego rozdziału – wypowiadania się na ­tematy ­związane z codziennym życiem obywateli oraz ich postawą wobec państwa. Jest to oczywiście niedopuszczalne, jako że Kościół, stróż moralności i zarazem miarodajny nauczyciel Prawdy, nie może wybrać sobie tylko niektórych aspektów życia swoich dzieci, co do których będzie wskazywał im właściwe drogi postępowania, pozostawiając inne bez rozeznania. Jedną z takich kwestii jest sprawa opodatkowania ­ludzkiej pracy i dochodów, na temat której wypowiedział się niejeden raz nie tylko Urząd ­Nauczycielski Kościoła, ale także samo Pismo Święte.

 

Uprawnienie władz publicznych do nakładania na obywateli zobowiązań wynika wprost z konieczności istnienia państwa, której Kościół nie neguje. Nie oznacza to jednak, że każda decyzja państwa i każde ustanowione przezeń prawo należy ex definitione uznać za moralne, a na ludziach ciąży obowiązek bezwzględnego, ślepego podporządkowania się im. Jest dokładnie na odwrót: prawa państwowe podlegają ocenie z punktu widzenia moralności, stąd mogą wystąpić sytuacje, w których odmowa ich wykonania będzie w tym świetle usprawiedliwiona i nie będzie stanowić grzechu oszustwa czy zaniechania.

Wesprzyj nas już teraz!

Państwo – uczy św. Tomasz z Akwinu – nie jest bytem nadrzędnym, lecz tylko środkiem realizacji wspólnego dobra. Jest środkiem niezbędnym, ale w swoich działaniach ograniczonym. Świadczy o tym wielowiekowa tradycja nauczania katolickiego, dobitnie ostatnio wyrażonego przez Benedykta XVI w encyklice Deus caritas est, gdzie Ojciec Święty stwierdza wprost, iż państwo, które nie kierowałoby się sprawiedliwością, zredukowałoby się do wielkiej bandy złodziei. Nietrudno dowieść, że nadmiernych rozmiarów ucisk fiskalny, ograniczający już nie tylko możliwości człowieka jako przedsiębiorcy, to jest odbierający mu możliwości rozwoju swoich interesów, ale często wprost zagrażający podstawom egzystencji jego i jego rodziny, w żaden sposób nie może być uznany za sprawiedliwy.

Piśmo Święte o podatkach

Wzmianki na temat traktowania obywateli (poddanych) przez państwo znajdujemy już w Starym Testamencie. Księga Kapłańska poucza: Jednakowo będziecie sądzić obcych i swoich (24, 22), czy: Nie będziesz stronniczy na korzyść ubogiego, ani nie będziesz miał względów dla bogatego (19, 15). Mało ma to wspólnego z obecną polityką, w której często stosuje się dyskryminację jednych kosztem drugich oraz szereg rozmaitych utrudnień. Co ciekawe, na kartach całego Pisma Świętego przewija się zazwyczaj jedna wysokość podatku, mianowicie dziesięcina, płacona dodatkowo na sposób „pogłówny”. Różnica w stosunku do czasów współczesnych, w których państwo odbiera obywatelowi w sposób bezpośredni i ukryty minimum połowę jego dochodów, jest uderzająca.

Wszyscy pamiętamy, iż Pana Jezusa zapytano o zasadność płacenia podatku cesarzowi, wszyscy też znamy Jego odpowiedź. Zazwyczaj jednak umyka nam spostrzeżenie, iż zapytano Go o „pogłówne”, to jest ryczałtową daninę w wysokości kilku dniówek pracy rocznie! Stąd wniosek profesora Wojciechowskiego, że przy podatkach tak umiarkowanych (a w zasadzie niskich, bo oscylujących wokół 10 procent dochodów), jakie istniały w czasach Zbawiciela, Jego odpowiedź z jednej strony można interpretować jako wezwanie do poddania się władzy i ustanawianym przez nią prawom, z drugiej jednak oczywiste jest, że musi to być władza legalna i sprawiedliwa. Jeśli zaś władza jest sprawiedliwa, to i podatki przez nią nakładane nie mogą być inne.

Rabunek jak każdy inny

Św. Tomasz z Akwinu, choć wprost wypowiada się za koniecznością płacenia podatków (w komentarzu do Sentencji Piotra Lombarda), to jednak w tym samym akapicie, w którym przyznaje władcy to prawo, cytuje św. Augustyna na uzasadnienie możliwości sprzeciwu wobec niesprawiedliwości: Jeśli zaś jakiś książę lub diabeł karze albo zaleca coś, co sprzeciwia się Bogu, wtedy można się sprzeciwić. Stąd św. Augustyn, rozstrzygając, kiedy można przeciwstawić się władzy, rzecze: „Jeśli jakaś władza rozkazuje czynić coś, czego czynić nie należy, to wtedy rozsądne jest, aby taką władzą wzgardzić, obawiając się władzy wyższej. (…) Czyż nie odmawia się wykonania tego, co rozsądza prokurator, jeśli nakazuje to wbrew prokonsulowi? I znowuż, jeśli jedno nakaże prokonsul, a drugie cesarz, to czyż będzie miał kto wątpliwości, kim wzgardzić, a komu powinien służyć?” Dla chrześcijanina najwyższą jest władza Boga i otrzymanego odeń sumienia. Nie można przeto usprawiedliwiać okradania ludzi, gdyż stanowi to wprost pogwałcenie VII przykazania: Jeżeli książęta przemocą wymuszą coś, co im się nie należy, jest to rabunek jak każdy inny – przypomina Doktor Anielski. Nie ulega wątpliwości, niesłuszne obciążenie podatkowe społeczeństwa stanowi wystarczający i usprawiedliwiony powód okazania władzy sprzeciwu.

Do myśli św. Tomasza nawiąże po kilku wiekach hiszpańska szkoła ekonomii późnoscholastycznej (o wybitnie wolnorynkowych poglądach tej grupy pisze m.in. dr Alejandro A. Chafuen z Atlas Foundation w książce Wiara i wolność), a w czasach nam bliższych – konstytucja Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II, która stwierdza: Tam, gdzie władza państwowa, przekraczając swoje uprawnienia, uciska obywateli, niech ci nie odmawiają jej świadczeń, których obiektywnie domaga się dobro wspólne. Niech zaś wolno im będzie bronić praw swoich i współobywateli przed nadużyciami władzy, w granicach nakreślonych przez prawo naturalne i ewangeliczne (nr 74).

Prawa i powinności państw

W znanej, choć często błędnie interpretowanej encyklice Rerum novarum papież Leon XIII w sensie ogólnym uznaje wysokie podatki za zamach na własność, czyli postępowanie równoznaczne z kradzieżą. Własność stanowi zaś – jego zdaniem – przyrodzone prawo każdego człowieka oraz środek, z pomocą którego kształtuje on swoją przyszłość. Leon XIII krytykuje ograniczanie ilości podmiotów gospodarczych i stawianie barier dostępowi do rynku oraz domaga się upowszechnienia własności. Pisze też wprost: Państwo nie powinno obciążać poddanych nadmiernymi podatkami. Można zatem wysnuć z nauczania Rerum novarum wniosek, że wolno państwu wprowadzać podatki na różne społecznie uzasadnione cele, jednak nie mogą być one zbyt wysokie. Nie są one również nadużyciem, gdy w zamian za nie obywatele otrzymują proporcjonalne korzyści, stanowiące wynik realizacji pomocniczej funkcji państwa. Jeśli natomiast tak się nie dzieje, jeżeli dochody z podatków są marnowane i rozkradane przez pasożytniczą biurokrację, podatki takie zbliżają się do kradzieży.

Taka sytuacja ma miejsce, gdy współczesne państwa wymuszają wygórowany okup w zamian za rzekomą lub z gruntu niepotrzebną opiekę, która często krzywdzi na przykład rodzinę. A przecież – jak pisze Dariusz Dańkowski SJ – etyka katolicka stoi na stanowisku, że rodzina to instytucja ustanowiona przez prawo naturalne do wychowywania młodego pokolenia. Rola państwa, zgodnie z zasadą pomocniczości, sprowadza się do użyczenia rodzinie pomocy niezbędnej do wypełnienia zadań wyznaczonych przez prawo naturalne. Wynika stąd zatem konieczność „prorodzinności” także w kwestiach podatkowych. Nie ulega zaś wątpliwości, że mniejszy ucisk fiskalny i pozostawienie większej ilości pieniędzy do swobodnej dyspozycji obywateli jest dla nich najkorzystniejsze. Nie do pomyślenia jest stawianie na równi rodziny naturalnej i instytucji państwowych – spostrzeżenie to dotyczy nie tylko rodziny, ale także przedsiębiorców: praca uczciwej instytucji prywatnej, nastawionej na zysk, ale jednocześnie wiedzącej, że zdobyć go można tylko rzetelną pracą i zapewnieniem sobie zaufania konsumentów jest o wiele wydajniejsza. Wielu przedsiębiorców stosuje się do zaproponowanej przez Kościół, chociażby w encyklikach Piusa XI, zasady pomocniczości i dostrzega oprócz zysku człowieczeństwo pracownika. Właściciele takich – prywatnych – firm coraz częściej inwestują w swoich pracowników, opłacając im różnego rodzaju kursy doskonalące ich umiejętności.

Chęć zysku i wrodzona przedsiębiorczość generują z jednej strony rozwój osobowości człowieka, z drugiej zaś wsłuchanie się w naukę Kościoła gwarantuje, iż nie pozostanie on głuchy na rzeczywiste potrzeby bliźnich. Niestety i w tej dziedzinie państwo często zabija zarówno przedsiębiorczość, jak i dobroczynność poprzez windowanie zbyt wysokich kosztów pracy i własną pseudocharytatywną działalność.

Jan XXIII wskazał na kartach encykliki Mater et magistra, iż do obowiązków państwa należy stwarzanie obywatelom dogodnych warunków dla rozwoju ich przedsiębiorczości, likwidowanie barier, wspieranie i ochrona drobnej własności i inicjatywy, umożliwianie realizacji praw i wolności. Papież głosił również, że własność jest gwarantem wolności, a ta z kolei daje możliwość życia moralnego i miłosiernego, czym nawiązywał do wcześniejszych słów Piusa XI, który wbrew temu, co się często słyszy, nie tylko nie potępił kapitalizmu, ale uznał go za jedyny system mający podbudowę moralną.

Nadinterpretacje etatystów

W przypadku nauczania Jana Pawła II – podobnie jak to się dzieje z Leonem XIII – zwolennicy fiskalizmu i etatyzmu usiłują sytuować jego poglądy na kwestie ekonomiczne w okolicach własnych. Tymczasem wystarczy zapoznać się chociażby z książką ks. Roberta Sirico, założyciela Instytutu Actona, zatytułowaną Religia, wolność, przedsiębiorczość, by stwierdzić, że nic takiego zaszufladkowania nie usprawiedliwia. Oto co pisał on kilkanaście lat temu: Papież z naciskiem mówi, że katolicyzm nie oferuje „trzeciej drogi”, czyli czegoś, co rzekomo lokować by się miało gdzieś między socjalizmem a kapitalizmem. Wielokrotnie zapraszał do Watykanu takich ludzi, jak: Gary Becker, Robert Rector, Michael Novak czy George Gilder. W Watykanie mówili oni mniej więcej to samo, co ja mówię, gdyż nasze poglądy są niemalże całkowicie zbieżne. Nie chcę przez to powiedzieć, że papież jest ekonomicznym liberałem. Twierdzę natomiast, że ceni on wolną ekonomię. Chce jednak być przy tym pewien, że jest ona silnie zakorzeniona w kulturze, wykracza­ poza samą siebie i że szanuje istotę ludzką. Wystarczy zresztą sięgnąć do tekstów samego Jana Pawła II, na przykład do encykliki Centesimus annus, gdzie możemy przeczytać, że interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, państwo opiekuńcze powoduje stratę ludzkiej energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których – przy ogromnych kosztach – raczej dominuje logika biurokratyczna. Dokładnie opisuje to sytuację, w której państwo przyjmuje na siebie zbyt wielką ilość zadań, a ponieważ nie ma innych pieniędzy niż pochodzące od obywateli, musi nakładać na nich wciąż nowe i coraz wyższe podatki. Jest to wreszcie opis państwa, w którym i my obecnie żyjemy, a które marnotrawi twórczą energię Polaków, zmuszając wielu z nich do sięgania po oszustwo. Kto weźmie na siebie ten grzech?

Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 2240 stwierdza wprost: Uległość wobec władzy i współodpowiedzialność za dobro wspólne wymagają z moralnego punktu widzenia płacenia podatków, korzystania z prawa wyborczego, obrony kraju. Nie należy jednak zapominać o kontekście, w jakim zapis ten został umieszczony, ani o warunkach, jakie dla jego pełnej, sprawiedliwej realizacji winny być spełnione. Najważniejszymi z nich są prawowitość władzy (pkt 2239) oraz prawość jej działań, katechizm wskazuje również obowiązki władz państwowych, a wśród nich: troskę o godność osoby ludzkiej i uwzględnianie potrzeb obywateli. Mają oni wszak prawo do oporu: Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii. Odmowa posłuszeństwa władzom cywilnym, gdy ich wymagania są sprzeczne z wymaganiami prawego sumienia, znajduje swoje uzasadnienie w rozróżnieniu między służbą Bogu a służbą wspólnocie politycznej (2242). Kolejny punkt katechizmu, wart przypomnienia, bo mało znany, mówi wręcz o dopuszczeniu w określonych warunkach zbrojnej formy sprzeciwu wobec niesprawiedliwych działań państwa. Znajdujemy tu zatem powtórzenie nauki, mającej swe źródło w Ewangelii a wyrażonej przez św. Tomasza i papieży, że z obowiązku łożenia przez obywateli na dobro wspólne w żaden sposób nie wynika, iż jakiekolwiek państwo ma prawo do nadmiernego ich uciskania czy przeznaczania zdobytych w ten sposób środków na cele niegodziwe i przez większość ludności nieakceptowane, by wymienić chociażby aborcję.


Kościół po stronie podatnika

Nie bez przyczyny Karol Marks pisał, iż jest tylko jeden sposób, by zabić kapitalizm – podatki, podatki i jeszcze raz podatki. Po dziś dzień owo „zalegalizowane” rabowanie współobywateli stanowi cechę wszystkich reżimów gardzących wolnością człowieka, które za wszelką cenę starają się oduczyć go inicjatywności i odpowiedzialności za swoje czyny. Kościół jest stróżem wolności, stąd, zabierając głos w kwestiach doczesnych, stara się tej wolności bronić, zwłaszcza w przypadku spraw dotykających wszystkich ludzi. Jedną z nich jest właśnie płacenie podatków – Kościół wyraźnie wskazuje, że nie tylko winny być one niewygórowane, ale też przeznaczane na cele, z których może wypływać wyłącznie dobro. Zatem także i w tej kwestii Kościół ostatecznie stoi po stronie człowieka. Po stronie podatnika.

 

Piotr Toboła-Pertkiewicz

 

Tekst ukazał się w nr. 8 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie