Pisarz i redaktor naczelny przedwojennego „Słowa” Stanisław Mackiewicz mawiał, że powinnością dziennikarza jest pisanie pod wiatr. Nie jest to maksyma, którą przyswoili sobie dziennikarze najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce. I niestety w ostatnich tygodniach jest to fakt szczególnie widoczny. Piłkarskie Mistrzostwa Europy są bowiem hołubione jako sukces rządu Donalda Tuska, gdy poważne problemy schodzą na dalszy plan.
Od jakiegoś już czasu w mediach podgrzewana jest przedturniejowa atmosfera. Polaków nie wysyła się już na grillowanie. W nowej rzeczywistości najbardziej pożądanym miejscem w Polsce jest stadion, lub przynajmniej strefa kibica. Wszystko inne znalazło się na dalszym planie.
Wesprzyj nas już teraz!
Intencja takiego działania jest, oczywiście jasna. Sprzyjające rządowi media roztaczają zasłonę dymną nad jego działaniami, usypiając opinię publiczną kolejnymi „fantastycznymi” wiadomościami z turniejowego frontu o tym gdzie śpi Cristiano Ronaldo i na kogo obraził się Ludovic Obraniak. Skoro na kluczowe postacie życia publicznego w naszym kraju mainstream kreuje piłkarskie gwiazdy i gwiazdeczki, to rząd może szarżować do woli, ukrywając swoją indolencję. Istnieje też ryzyko, że pod płaszczykiem euroszaleństwa Tusk i jego ludzie mogą nam zafundować kilka rewolucyjnych zmian, po których pozostanie nam się już tylko obudzić z ręką w nocniku.
Chwila pobudki
Owszem, salon musiał na moment się przebudzić i pogonić „demony patriotyzmu”, które obudziły się w chwili, gdy Barack Obama wypowiedział się na temat „polskich obozów śmierci”. Trzeba też było uspokoić opinię publiczną, że reforma emerytalna nie jest taka zła, a protestująca „Solidarność” to banda stetryczałych dziadków, których zmiany i tak nie obejmą. Po co więc protestują? Dla hucpy i opluwania powagi polskiego parlamentu – odpowiada salon, wszak pytania zadaje się nie po to, by odbiorca popadł w moralny niepokój, ale by natychmiast podsunąć mu gotową odpowiedź i bieg myśli umieścić we właściwej koleinie.
Poza tymi dwoma wypadkami mainstream właściwie nie drgnął. Czas zacząć cieszyć się z wielkiego turnieju piłkarskiego w Polsce. W tę stronę wieje teraz wiatr, sondaże są w porządku, więc „od… się od generała” i od polityki również. Byle Polska wyszła z grupy.
I tak jedna z najpopularniejszych telewizji informacyjnych jęła czarować telewidzów transmisjami z treningów polskiej reprezentacji, prezentacjami stadionów, a nawet toalet, puszczając klip ze spuszczaną wodą w klozecie. To ostatnie w ramach akcji toaleta 2012. Absurd? Pewnie, że tak. Ale czy może to dziwić, biorąc pod uwagę kondycję tutejszych mediów?
Dobrego samopoczucia mainstreamu nie zburzyli nawet rosyjscy kibice, którzy 12 czerwca mają maszerować ulicami Warszawy, świętując Dzień Rosji. Sam marsz można by było jeszcze przetrawić, gdyby nie fakt, że maszerujący wybrali sobie sierp i młot jako symbol manifestacji. Skandal? Oburzenie? Gdzie tam! Minister Radosław Sikorski się cieszy, w końcu będziemy mieli fajny turniej, a jeden z publicystów niezawodnej „Gazety Wyborczej” stwierdził, że im mniej w tej sprawie będą się wypowiadać politycy tym lepiej. W końcu zbliża się Euro. Precz z polityką!
Zamach na rodzinę
Tymczasem w ostatnich tygodniach prowadzone są przynamniej trzy polityczne rozgrywki, których wynik poważnie może zaważyć na przyszłości naszego kraju.
Po pierwsze, ważą się losy Konwencji Rady Europy ds. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. Oczywiście, jest to nazwa fałszywa i zakłamana, bo w istocie celem konwencji jest gwałt na rodzinie. Dokument, który uznaje genderowski bełkot feministycznej propagandy i lewackich ideologów jest wielkim zagrożeniem nie tylko dla tradycyjnych więzi, ale też wkracza z buciorami głęboko w życie rodzinne każdego z nas. Jeśli konwencja zostanie ratyfikowana, lewacka propaganda, głosząca, że płeć jest determinowana przez społeczeństwo i dominujące w nim uwarunkowania kulturowe stanie się regułą prawną. Genderowską propagandę będą zmuszone chłonąć dzieci, gdyż – zgodnie z Konwencją – szkoły będą musiały zapewnić odpowiednią dawkę wiedzy w tej sprawie. Czy takiego „przeciwdziałania przemocy” chcemy? Zbliżają się Mistrzostwa Europy, więc nikt w mainstreamowych mediach nie zadaje nam nawet takiego pytania.
Afera wyciągowa
Kolejna sprawa, która przemknęła w mediach w zasadzie niezauważona, to propozycja nowelizacji Kodeksu Cywilnego, którą można chyba już nazwać „aferą wyciągową”. Sprawę nagłośnił dziennik „Rzeczpospolita”, pisaliśmy o tym również na PCh24.pl, ale próżno było oczekiwać jakiegokolwiek rezonansu w mediach głównego nurtu.
Afera polega na tym, że – zgodnie z przygotowywaną nowelizacją – transport liniowy (np. kolejki, wyciągi narciarskie) ma podlegać pod regułę tzw. służebności przesyłu. Jak na razie podlegają jej linie energetyczne czy sieci wodno-kanalizacyjne. Jeśli jednak nowelizacja wejdzie w życie, to gmina będzie decydowała również o tym, czy na czyjejś działce można wybudować wyciąg narciarski i całe centrum hotelarskie. Nie trzeba już chyba tłumaczyć, że jest to raj dla różnych „Rychów”, „Zdzichów” i „Zbychów”, a sama nowelizacja bliźniaczo przypomina tę, wokół której rozpętała się afera Rywina. Wtedy chodziło o małą korektę i wpisanie do ustawy dwóch słów: „lub czasopisma”.
Pikanterii aferze wyciągowej dodaje też fakt, że pomysł nowelizacji powstał w 2008 roku, czyli za czasów, gdy w ministerstwie sportu rządził Mirosław Drzewiecki. A to właśnie wokół niego i jego kompana, biznesmena Ryszarda Sobiesiaka, ogniskowała się afera hazardowa. Warto przypomnieć, że sam Sobiesiak, dzięki lewym układom, w ekspresowym tempie wybudował kilka lat temu wyciąg narciarski w Zieleńcu. Czy to wszystko przypadek? Na to pytanie na pewno nie odpowiedzą nam takie media jak „GW” czy TVN24. Mamy bowiem Euro, nie czas więc na to by zajmować się „głupotami”.
Arogancja władzy
I w końcu media głównego nurtu pominęły wielki skok rządzącej w Warszawie Platformy Obywatelskiej na Muzeum Powstania Warszawskiego. Platformerscy radni, którzy mają większość w Radzie Miasta, przegłosowali zmianę statutu placówki, zgodnie z którą rozwiązana zostanie Rada Powiernicza muzeum. W jej miejsce powstanie specjalne ciało, którego skład wybierze… Rada Miasta. W dodatku część kompetencji Rady Powierniczej przejmie prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Tym samym uzyska ona uprawnienia m.in. do tego by mianować i odwoływać dyrektora muzeum. Wszystkie zmiany odbyły się bez żadnej konsultacji z kombatantami, dla których Muzeum Powstania Warszawskiego stanowi wręcz świętość. Za to prezydent Gronkiewicz-Waltz pytana przez „Życie Warszawy” o niezależność placówki z rozbrajającą szczerością wyznała: „to jest nasze muzeum”.
I choć w przypadku Muzeum Powstania Warszawskiego kości zostały rzucone i niewiele można już w tej sprawie zrobić, to jednak nagłaśnianie problemu może powstrzymać decydentów przed przerostem arogancji i dalszym opanowywaniem cieszących się niezależnością instytucji. Przykłady takiej arogancji mnożą się na potęgę. Niedawno poseł PiS Krzysztof Szczerski natrafił na sprawę, która obrazuje, jak rząd lekceważy polski parlament i obowiązujące prawo. Chodzi o przyjęcie tzw. protokołu irlandzkiego, który zmienia postanowienia Traktatu Lizbońskiego. Odbyło się ono pokątnie, podczas głosowania w Radzie Europejskiej, w – jak to określili przedstawiciele rządu – „trybie obiegowym”. O sprawie nie został nawet poinformowany polski parlament, który musi przecież wyrazić zgodę na ratyfikację.
Pluszaki
Precz z polityką! – krzyczą polskie media. Zdaniem mainstreamowych dziennikarzy, to najwyższy czas by cieszyć się z tego, że mamy w Polsce naprawdę wielką sportową imprezę. Co jednak, jeśli ktoś nie chce popadać w euforię, bo turniej turniejem, ale rządząca partia ukradkiem czyni sobie z naszego kraju własny folwark? Wtedy można zostać uznanym za paranoika, schizofrenika i osobę ze środowiska, które, jak powiedział Tomasz Lis, „miesza wszystko z g…”.
Rząd Tuska skwapliwie wykorzystuje głupotę salonowych dziennikarzy i publicystów, którzy z wyrafinowaniem „zawieszają” poruszanie politycznych problemów by zarazić Polaków eurogorączką.
Polityka jednak toczy się nadal, pomimo całego entuzjazmu z piłkarskiego turnieju. A tym dziennikarzom, którzy chcą zagonić Polaków na stadion, zostaje uznanie ze strony władzy i uśmiechnięty premier, tak jak chociażby wtedy, gdy przed kamerami pojawił się z pluszowym liskiem w dłoni. Wówczas było to oczko puszczone do poprzedniego naczelnego tygodnika „Wprost” ale wydaje się, że takich medialnych pluszaczków, które lecą z wiatrem rządowej propagandy, Tusk ma na półce na pęczki.
Krzysztof Gędłek