Niewiele polskich instytucji może się poszczycić równie długą i piękną tradycją, co nasza armia. Jako równolatka naszej państwowości zapisała chlubne karty w każdym rozdziale narodowej historii.
Moment przekształcenia państwa Polan w Polskę stanowi jednocześnie datę narodzin polskiej armii – wojsko plemienne stało się wówczas siłami zbrojnymi nowego państwa. O sprawności wojska pierwszych Piastów najdobitniej świadczy dzieło łączenia państewek plemiennych w jeden organizm oraz zwycięskie wojny z sąsiadami. Drużyna Mieszka I potrafiła sobie poradzić w roku 963 z najazdem Wieletów pod wodzą Wichmana, w roku 972 pobić pod Cedynią margrabiego Hodona, a Bolesławowi Chrobremu dostarczyć sprawnego narzędzia, dzięki któremu mógł prowadzić aktywną politykę zagraniczną, a nawet rzucić wyzwanie cesarzowi niemieckiemu Henrykowi II.
Wesprzyj nas już teraz!
Drużyna wodza
Drużyna pierwszych Piastów przypominała współczesną armię zawodową. Wojowie książęcy przez cały czas pozostawali do dyspozycji władcy, od niego otrzymywali wyposażenie i żywność. Z czasem – obdarowywani przez suwerena ziemią – przekształcali się w szlachtę.
Niestety, rozdrobnienie dzielnicowe i kłótnie Piastowiczów pociągnęły za sobą obniżenie potencjału militarnego Polski. Na nic zdało się męstwo rycerstwa małopolskiego i śląskiego pod Chmielnikiem i Legnicą w roku 1241. Spotkanie z Tatarami – wrogiem licznym, bezwzględnym i posługującym się nieznaną taktyką – spowodowało klęskę Polaków i śmierć dobrze rokującego dla kraju księcia Henryka Pobożnego.
„Wielką smutę” zakończył dopiero książę kujawski Władysław Łokietek, jednocząc najważniejsze dla istnienia państwa polskiego ziemie i koronując się na króla. Był to także sukces jego armii, która zapewniła mu dominację wśród książąt piastowskich, pomogła wygrać współzawodnictwo z Wacławami czeskimi i pokonała Krzyżaków w bitwie pod Płowcami (1331).
Za rządów syna i następcy Łokietka – Kazimierza Wielkiego siła militarna państwa znacznie wzrosła. Zbudowano wiele zamków obronnych, liczne miasta okolone zostały murami. W tym czasie również polscy rycerze przejęli z Zachodu nowinkę techniczną – pełną zbroję płytową, kryjącą ciało od stóp do głów. Sukcesy Kazimierza Wielkiego na polu gospodarczym i militarnym przełożyły się kilkadziesiąt lat później na zwycięstwo oręża polskiego w wielkiej wojnie z Zakonem Krzyżackim.
Duch pospolitego ruszenia
Polska Jagiełłowa, wzmocniona unią z Litwą, mogła w końcu pozwolić sobie na rozprawę z państwem krzyżackim, które od co najmniej wieku zagrażało egzystencji Królestwa Polskiego. 15 lipca 1410 roku doszło do starcia sił polsko-litewskich z armią Zakonu w okolicy wsi Grunwald. Po kilku godzinach boju wojska krzyżackie zostały otoczone i pobite, a pole walki zaległy ciała ponad dwustu braci zakonnych, w tym Wielkiego Mistrza Ulryka von Jungingen. Niestety, porażającego zwycięstwa nie udało się odpowiednio wykorzystać, gdyż siła państwa krzyżackiego polegała nie tyle na mocnej armii, co na sprawności organizacyjnej. Armia króla Władysława stanęła bezradnie pod potężnymi murami Malborka. Litewski sprzymierzeniec nie był zainteresowany kontynuacją wojny.
Bitwa grunwaldzka była szczytowym osiągnięciem rycerstwa starego typu – pospolitego ruszenia, które dało dowód waleczności jeszcze w niektórych późniejszych kampaniach, jednak jego czas przemijał. Rycerze stawali się coraz bardziej farmerami. W dodatku ewolucja sztuki wojennej pozostawiała coraz mniej miejsca dla żołnierzy amatorów – ni to rycerzy, ni rolników. Na pole bitwy wkroczyły ogromne oddziały zawodowej piechoty, które przez ciągłe ćwiczenie i częsty udział w bitwach do perfekcji opanowały sztukę zabijania. Uzawodowiła się również kawaleria, tracąca zresztą w Europie Zachodniej na znaczeniu, gdyż nie potrafiła poradzić sobie z uformowaną w szyki bojowe piechotą. Zachodnia kawaleria wyrzekła się więc swych dawnych zalet: ruchliwości i siły przełamującej szarży, przekształcając się w broń pomocniczą.
Pancerna pięść
Inaczej było w wojsku Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Tu, choćby ze względu na wielkie przestrzenie, jakie musiano pokonywać dozorując pograniczne tereny, czy też przeciwnika, z jakim przyszło często się zmagać – ruchliwych Tatarów, kawaleria nie tylko nie straciła na znaczeniu, ale wręcz na nim zyskała, zwłaszcza, że niedostatek liczby żołnierzy starano się nadrobić ich mobilnością.
Jazda polska porzuciła pełne zbroje płytowe, nieprzydatne w epoce szybko rozwijającej się broni palnej. Funkcję ciężkiej kawalerii przejęła uzbrojona w kopie, koncerze i szable, a osłonięta jedynie kirysem – husaria.
Taktyka husarska polegała głównie na szarżach przełamujących. Pięcioipółmetrowa kopia pozwalała dosięgnąć ciała wrogiego piechura zanim trzymana przezeń pika uderzyła w jeźdźca lub konia. Służba husarska wymagała wielkich umiejętności i wyćwiczenia. Prawie nigdy nie dochodziło do rozstrzygnięcia przy pierwszej szarży. Zazwyczaj chorągwie nacierały wielokrotnie, robiąc zwrot daleko przed pozycjami nieprzyjaciela. Dopiero gdy w szeregach nieprzyjacielskiej piechoty powstało zamieszanie, husarze ścieśniali szyki i jadąc „kolano w kolano” uderzali na przeciwnika, niosąc śmierć i zniszczenie.
Ten wspaniały rodzaj broni nie byłby tak skuteczny i potężny, gdyby nie dowodzili nim genialni wodzowie, potrafiący wykorzystać husarię w sposób mistrzowski. Jan Tarnowski, Jan Zamoyski, Jan Karol Chodkiewicz, Stanisław Żółkiewski, Stanisław Koniecpolski, Jan III Sobieski – to wodzowie, których nie powstydziłaby się żadna armia. Nawet Napoleon uznawany za jednego z największych dowódców w historii nie mógł się poszczycić tak świetnymi zwycięstwami, osiągniętymi mimo ogromnej przewagi liczebnej wroga, jakie były dziełem niektórych hetmanów I Rzeczypospolitej. W roku 1605 cała Europa podziwiała zwycięstwo Chodkiewicza pod Kircholmem, gdzie rozbił on w pył siły szwedzkie czterokrotnie górujące liczbą nad Polakami. Przed jeszcze trudniejszym zadaniem stanął Stanisław Żółkiewski, gdy w roku 1610 w okolicach Kłuszyna zaatakował siedmiokrotnie liczniejszą armię rosyjską, by rzucić Moskwę na kolana.
Apogeum chwały polskiego oręża dokonało się na obcej ziemi. 12 września 1683 roku pod murami Wiednia Jan III Sobieski zniweczył raz na zawsze osmańskie plany podboju Europy. Warto przy tym pamiętać, że o polską pierś rozbiły się w XVII wieku wszystkie inwazje islamu.
Chaos, anarchia, defetyzm
Niestety, wiedeńska wiktoria stanowiła ostatnie wielkie zwycięstwo oręża polskiego doby I Rzeczypospolitej. Wkrótce brakło wybitnych hetmanów, kraj pogrążył się w chaosie politycznym, armia zaś ledwie wegetowała. Ostatni raz husaria rozbłysła dawnym blaskiem, uderzając z impetem na Szwedów w bitwie pod Kliszowem (1702). Zaraz jednak na rozkaz hetmana Hieronima Lubomirskiego wycofała się z pola walki, co stało się główną przyczyną klęski sojuszniczych wojsk saskich.
Ze stanu zapaści wyprowadziły armię polską dopiero reformy epoki stanisławowskiej, zwłaszcza te przeprowadzone podczas Sejmu Wielkiego. Mizeria budżetowa nie pozwoliła jednak osiągnąć liczebności wojska porównywalnej z armiami państw ościennych. Niemniej wojna roku 1792 – zwana wojną w obronie Konstytucji 3 Maja – należy do chlubnych kart historii Wojska Polskiego. Niestety, po zwycięstwach pod Dubienką i Zieleńcami, a jeszcze przed mającym nastąpić decydującym starciem z armią rosyjską, król Stanisław August Poniatowski nakazał zaprzestanie działań bojowych i zgłosił swój akces do Targowicy.
Dwa lata później kombatanci wojny 1792 roku jeszcze raz stanęli do nierównej walki w rozpaczliwej próbie ratowania ginącej Ojczyzny pod dowództwem Tadeusza Kościuszki, lecz wobec wielkiej przewagi Rosji i Prus, wysiłki patriotów okazały się daremne. Po zwycięstwie racławickim przyszły klęski pod Szczekocinami i Maciejowicami. Państwo przestało istnieć.
Zmarnowane męstwo
Wciąż jednak żył i walczył naród marzący o odzyskaniu niepodległości. Żołnierz polski pojawiał się niemal we wszystkich wojnach, które dawały choć cień szansy na podważenie niekorzystnego dla Polski porządku politycznego w Europie. Po klęsce nadziei łączonych z Napoleonem, nadeszła epoka powstań. Niestety, męstwo w boju nie wystarczało do zrzucenia jarzma trzech mocarstw, skutecznie – mimo wszystkich dzielących je kwestii – zjednoczonych ideą utrzymania ziem wydartych Polsce.
W roku 1914 rozpoczęła się długo wyczekiwana wojna powszechna między zaborcami. Wśród potopu mundurów różnych krojów i kolorów w pole wyruszyła także „szara piechota” z orzełkami na czapkach. Opatrzność zaskoczyła nawet najśmielszych marzycieli, klęskę w wyniku I wojny światowej ponieśli wszyscy trzej zaborcy.
Chłopcy malowani
W roku 1918 Ententa świętowała zwycięstwo, Polacy zaś rozpoczynali prace nad budową II Rzeczypospolitej. Pierwszym zadaniem było stworzenie niemal od zera nowoczesnej armii – sprawa niezwykle pilna, gdyż Lwów broniony przed Ukraińcami przez improwizowane wojsko, w tym słynne Orlęta Lwowskie, rozpaczliwie wzywał pomocy.
Krwią spływały także inne ziemie polskie. Czesi niespodziewanie zajęli Cieszyn, na kresach wschodnich oddziały polskiej samoobrony rozpoczęły walki z napierającymi siłami bolszewików. Pod koniec grudnia 1918 roku wybuchło powstanie w Wielkopolsce. Walki o ukształtowanie granic zakończą ostatecznie Ślązacy, których trzy powstania zadecydują o przyłączeniu znacznej części Górnego Śląska do macierzy.
Tymczasem zaogniał się najgroźniejszy konflikt – z Rosją Sowiecką. Bolszewicy zmobilizowali poważne siły, by po trupie Polski przenieść komunistyczną rewolucję do Europy Zachodniej. I rzeczywiście, pod uderzeniami Armii Czerwonej front polski pękł. Wojska sowieckie ruszyły na Warszawę.
Stołeczne kościoły zapełniły się wiernymi. Cały świat wyczekiwał, czy Bóg wysłucha modlitw Polaków. Wysłuchał! Nadludzkim wysiłkiem udało się obronić Warszawę, a przygotowane z wielkim rozmachem kontruderzenie znad Wieprza przyniosło siłom polskim miażdżące zwycięstwo nad bolszewikami!
Polscy żołnierze nabrali pewności siebie. Nic dziwnego, ledwo nadążali za uciekającym wrogiem. Wkrótce po zwycięskiej bitwie nad Niemnem traktat w Rydze zabezpieczył wschodnią granicę odrodzonej Polski.
Zabrakło sił
W okresie powojennym dowództwo Wojska Polskiego stanęło przed nowym zadaniem budowy silnej armii i wychowywania dobrych żołnierzy i obywateli II Rzeczypospolitej. Niestety, mimo usilnych starań, siła armii polskiej okazała się niewystarczająca wobec wyzwań, jakie miała przed nią postawić wojna na dwa fronty.
Za to z zadań wychowawczych armia II Rzeczypospolitej wywiązała się znakomicie. Świadczy o tym zarówno postawa żołnierzy czynnej służby, jak i rezerwistów, którzy po ogłoszeniu mobilizacji opuszczali domy, by przez setki kilometrów wędrować zatłoczonymi drogami, wśród bombardowań w poszukiwaniu broni i munduru. Niektórzy upragniony polski mundur otrzymali dopiero w obcym kraju.
Mimo skrajnie niesprzyjających warunków – agresywnego sojuszu dwóch totalitarnych potęg i zdrady zachodnich aliantów – żołnierz polski wykazał się we wrześniu 1939 roku bezprzykładnym męstwem i świetnym wyszkoleniem. Obrona Westerplatte, działania odwrotowe Armii „Kraków”, kontrofensywa nad Bzurą, obrona Warszawy i Helu, wreszcie bitwa pod Kockiem to najsławniejsze – lecz bynajmniej nie jedyne – przykłady odwagi i determinacji polskiego żołnierza. Nie wolno też zapomnieć o nie mniej zażartych walkach z agresją sowiecką – wprawdzie, wobec miażdżącej przewagi wroga, mniej spektakularnych, ale wymagających od walczących większego samozaparcia.
28 września skapitulowała Warszawa, 6 października poddała się ostatnia wielka formacja Wojska Polskiego.
Kula w tyle głowy
Polacy nie zamierzali jednak wcale składać broni. Niektórzy wybrali emigrację, inni zeszli do podziemia. Jako pierwsza (oprócz marynarki wojennej) miała wejść do boju Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich. Szykowana do walki z Sowietami w obronie Finlandii, ostatecznie broniła norweskiego Narwiku. W Afryce Północnej utworzono Brygadę Karpacką, która zasłynęła podczas walk w obronie Tobruku. Sławą okryli się także polscy piloci bohatersko broniący Anglii przed nalotami Luftwaffe.
Gdy na terenie Francji trwało odtwarzanie Wojska Polskiego, Stalin zadecydował o losie polskich jeńców wojennych z obozów w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie. Kwiat armii i inteligencji polskiej zaścielił masowe groby w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Ofiar tego ludobójstwa zabrakło potem pod Monte Cassino, Ankoną, Falaise, Axel, Bredą i Arnhem, gdzie ich koledzy okrywali polskie sztandary chwałą, odpłacając Niemcom za zbrodnie. Nie wzięli także udziału w walkach o Wilno i Lwów ani w Powstaniu Warszawskim. Zabrakło ich tam, bo tak się umówili Stalin z Hitlerem.
Ich miejsce mieli zająć z woli Kremla absolwenci szkoły oficerskiej w Riazaniu oraz sowieccy oficerowie polskiego pochodzenia lub o polsko brzmiących nazwiskach. Oni to uformowali ducha nowej armii, która – jak dawne pokolenia Ojczyzny – bronić miała socjalizmu.
Adam Kowalik
Artykuł ukazał się w nr. 13 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”