Obrona środowiska naturalnego to nieprzerwanie dyżurny temat w mediach. Mówi się w katastroficznym tonie o „efekcie cieplarnianym”, „globalnym ociepleniu”, „wyczerpaniu zasobów planety”. Stoimy wobec kwestii ściśle naukowych czy też będących wynikiem ideologicznej propagandy? Podejrzenie rodzi się wówczas, kiedy jako sprawcy ekologicznych problemów wytykane są palcem kraje „bogate”. Mają one bowiem narzucać innym kapitalistyczny model rozwoju, z którego należałoby zrezygnować. Dokładnie tak, jak chciała tego ideologia komunizmu.
Według starej koncepcji marksistowskiej, rewolucję powinni wywołać proletariusze w proteście przeciwko kapitalistycznemu społeczeństwu burżuazyjnemu, które ich dyskryminowało. Miała to być więc tak zwana walka klas.
Wesprzyj nas już teraz!
Ale już w latach 30. ubiegłego wieku lewicowi myśliciele, tacy jak Antonio Gramsci i niemieccy przedstawiciele tzw. szkoły frankfurckiej, zaczęli wybiegać poza marksizm, szkicując obraz tego, co z czasem przybrało formę postkomunizmu.
Nowa walka klas
W ten sposób powstała idea „rewolucji kulturowej”, której początków należy szukać w wydarzeniach z maja 1968 roku. Przekraczając schematy marksizmu, które obejmowały obszar ekonomiczny, a więc również polityczny i społeczny, owa rewolucja radykalnie kontestuje wszelkie formy władzy i hierarchii na wszystkich możliwych polach.
Tradycyjna idea rewolucji wyczerpała się – deklarował Herbert Marcuse, jeden z filozofów rewolucji ‘68. – Teraz musimy doprowadzić do powszechnej, totalnej dezintegracji systemu. Ta dezintegracja zostanie wywołana przez jednoczesną rewoltę wszystkich tych, którzy niezależnie od swojej sytuacji ekonomicznej czy społecznej uważają się za „uciskanych” przez jakiekolwiek czynniki.
Południe przeciw Północy
Ponadto naukowcy związani z Międzynarodówką Socjalistyczną, pragnąc zaktualizować rewolucyjne schematy, powiększali horyzont konfliktów, rozpowszechniając ideę starcia między „Południem”, czyli biednymi krajami proletariackimi, i „Północą”, czyli bogatymi krajami burżuazyjnymi.
Tak więc światowa walka klas miałaby zastąpić stary podział Wschód-Zachód z czasów zimnej wojny. Poza zwykłymi aspektami politycznymi, społecznymi i ekonomicznymi konflikt Północ-Południe zawierał pewną nowość: problematykę środowiska naturalnego. Chcemy rozpocząć walkę między Południem i Północą. Walkę, w której naszą bronią będzie zanieczyszczenie środowiska, niszczenie lasów, warstwy ozonowej, efekt cieplarniany – ogłosił w 1990 r. Fernando Gabeira, przywódca brazylijskich „zielonych”.
Podstawowym celem wojny między Północą i Południem ma być zniszczenie burżuazyjnego społeczeństwa kapitalistycznego. Stany Zjednoczone upadną tak samo jak Związek Radziecki, zapowiedział Edward Goldsmith, laureat „Alternatywnego Nobla” oraz dyrektor londyńskiego czasopisma „The Ecologist”. W następstwie zostało zaproponowane radykalne przemyślenie obowiązujących modeli rozwoju i zastąpienie ich modelami bardziej „solidarnymi” i mniej „konsumistycznymi”, które – zwróćmy uwagę – w dużej mierze pokrywają się z propozycjami rewolucji kulturalnej.
Potrzeba nowej rewolucji ekoprzemysłowej – zadeklarował Maurice Strong, sekretarz generalny Konferencji Narodów Zjednoczonych do spraw Środowiska i Rozwoju. – Musimy przeprowadzić fundamentalną zmianę naszych schematów myślowych, radykalną rewolucję sposobu działania.
Komisje Brandta, Palmego i Bruntland
Zapytana przez autora odnośnie zaangażowania Międzynarodówki Socjalistycznej w ekologizm, ówczesna premier Norwegii i wiceprzewodnicząca tej organizacji, Gro Harlem Bruntland, stwierdziła: Oczywiście nasza organizacja zajmuje się problematyką ekologizmu od wielu lat. Chcemy wychodzić naprzeciw ideologicznym wyzwaniom przyszłości. Te tematy były badane i analizowane przez Międzynarodówkę Socjalistyczną. (…) Zajmowały się tymi tematami trzy różne komisje. Najpierw powstała Komisja Brandta, w której obradach uczestniczył również premier Palme. (…) Kilka lat później została powołana inna komisja, pod moim przewodnictwem. (…) Poza tym Narody Zjednoczone powołały Komisję do spraw Środowiska i Rozwoju. (…) Wszystkim tym trzem komisjom przewodziły osoby związane z Międzynarodówką Socjalistyczną, której jestem obecnie wiceprzewodniczącą. „Pierwsza dama socjalizmu” mówiła o komisji Willy’ego Brandta, która w 1980 r. przedstawiła raport Północ-Południe: program przetrwania; o komisji kierowanej przez Olafa Palmego, która w 1982 r. opublikowała dokument Bezpieczeństwo globalne; oraz o kierowanej przez siebie komisji, która w 1987 r. wydała raport Przyszłość globalna.
Analizy i propozycje zawarte w powyższych dokumentach tworzą doktrynalny fundament współczesnego ekologizmu. Jak widzimy, są one dalekie od ideologicznej neutralności, pokazując wyraźnie swój neomarksistowski charakter.
Zrównoważony rozwój i rząd globalny
Posłużmy się jednym przykładem. W raporcie Bruntland pojawiła się koncepcja „zrównoważonego rozwoju”, określonego jako forma rozwoju dostosowanego do równości społecznej i ekosystemów. Jako uzasadnienie tej koncepcji podaje się rewolucyjną zasadę równości: nie może istnieć równowaga tam, gdzie panują nierówności.
Bogactwo bogatych, według raportu, powstało z wykorzystywania biednych i grabieży zasobów naturalnych Trzeciego Świata. Dla ochrony środowiska bogaci powinni zmienić swoje modele konsumpcji i produkcji, obniżając je do bliżej niesprecyzowanego „zrównoważonego poziomu”. Powinniśmy domagać się od państw uprzemysłowionych zmiany ich niezrównoważonych modeli – mówiła Gro Harlem Bruntland w cytowanym powyżej wywiadzie. – Powinniśmy zmieniać nasze modele konsumpcji i produkcji.
Gdyby bogate państwa nie chciały motu proprio zmienić swoich modeli, zmiana zostałaby im narzucona przez organizacje międzynarodowe, nawet z użyciem siły. Nie potrzebujemy niczego więcej jak tylko demokracji globalnej – zadeklarowała Bruntland. – Musimy stworzyć rząd globalny. Musimy stworzyć demokrację nie tylko na poziomie narodowym, ale również międzynarodowym.
Prawo prywatnej własności, a także pokrewne prawa wolnej inicjatywy i narodowej państwowości zostałyby poważnie ograniczone przez ów „rząd globalny”. Według byłego premiera Francji, Michela Rocarda, uczestnika komisji, jest rzeczą niezbędną, żeby organy międzynarodowe, które tworzymy, miały władzę nakładania sankcji, blokad, embargo, a nawet zamykania zakładów przemysłowych zanieczyszczających środowisko.
W siedzibie ONZ zostało zaproponowane nawet utworzenie międzynarodowych ekologicznych sił wojskowych gotowych do interwencji wszędzie tam, gdzie Sekretarz Generalny uznałby, że istnieje zagrożenie dla środowiska.
W ten sposób w formie ekologizmu pojawia się stara socjalistyczna idea republiki światowej. Miał rację rzecznik prezydenta Brazylii, Luli, mówiąc: Obecnie kształtuje się ekosocjalizm globalny.
Czy w tej sytuacji nadal uprawniony może być pogląd, że komunizm to zamknięta karta historii ludzkości?
Julio Loredo
Tekst ukazał się w nr. 3 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”