Wielki kryzys 2020 roku będzie zupełnie inny niż słynny wielki kryzys roku 1929 – pisze działacz katolicki, Julio Loredo. Podstawowe pytanie brzmi: czy współczesne społeczeństwo jest w stanie znaleźć w sobie tyle siły i spójności, by poradzić sobie z jego skutkami?
Wielu analityków uważa, że 2020 rok będzie czasem swoistego „skoku wstecz”; okresem, w którym dojdzie do praktycznego anulowania trzech ostatnich dekad ekonomicznego rozwoju. Jak wskazujo Loredo, światowe agencje przewidują niezwykle silny spadek dochodu w skali globalnej, co szczególnie uderzy w strefę euro. Niektórzy uważają nawet, że ekonomiczna recesja wywołana kryzysem koronawirusa będzie najgłębsza od 1870 roku, stanowiąc niezwykle bolesny cios dla światowej ekonomii.
Wesprzyj nas już teraz!
Loredo wskazuje, że problemy gospodarcze w Europie dotykają w szczególności Włochy; spadek PKB będzie w tym kraju prawdopodobnie tak duży, że zepchnie jego ekonomię na poziom z roku 1993. Dopiero w roku 2021 sytuacja ulegnie najpewniej lekkiej poprawie i włoska gospodarka zbliży się do poziomu z roku 1997. Dramatycznie wzrośnie też włoski dług publiczny, osiągając 170 proc. krajowego PKB. To oznacza z kolei, że środki budżetowe nie będą mogły zostać wykorzystane na pobudzenie ekonomii. „Pewne jest tylko jedno: będziemy musieli przyzwyczai się do niższego standardu życia. Nie mamy pojęcia, jakie może to wywołać niepokoje społeczne”, wskazuje autor.
Już dziś we Włoszech widać, jak pogarsza się poziom życia rodzin. Podwoiła się liczba obywateli żyjących poniżej progu ubóstwa; do lombardów ustawiają się kolejki ludzi gotowych wyprzedać rodzinne klejnoty, byleby tylko przeżyć; zwiększa się bezrobocie wskutek zamykania sklepów, restauracji i przedsiębiorstw.
„To niektóre z krótkoterminowych konsekwencji kryzysu. Analitycy patrzą już w przyszłość. Zanim powiemy o ekonomii musimy jednak porozmawiać o położeniu ludzi. Ekonomia to nic innego, jak ludzie współdziałający na rynku publicznym. Ekonomia jest zależna od kondycji psychicznej osób, od ich standardów moralnych i nastroju. Ludzie o zdrowym myśleniu, mający dynamiczne oczekiwania i wysokie standardy moralne, gwarantują zdrową ekonomię. Pandemia Covid zdaje się uderzać w ten fundamentalny poziom” – ocenia.
Loredo powołuje się na opinię włoskich psychologów; dominuje wśród nich przekonanie, że pandemia przyczynia się do swoistej traumy psychicznej. Wielu ludzi opierało swoje życie na zaufaniu w coraz wygodniejszy, bogatszy i bardziej swobodny świat; tymczasem epidemia zadała temu śmiertelny cios. Psychologowie obawiają się, że wielu Włochów cierpieć będzie na zespół stresu pourazowego, a to może w skali narodowej przyczynić się do społecznej depresji, co przekreśliłoby szanse na ekonomiczne odbicie. Takie przestrogi pojawiły się między innymi na łamach czasopisma psychologii klinicznej „La Mente e Meravigliosa”; przed podobnym rozwojem wypadków ostrzega też badanie opublikowane niedawno przez uczonych z Uniwersytetu Waszyngtońskiego.
„Analitycy i historycy porównują obecny kryzys z tymi z lat 1870, 1929, 1945 i innymi. Stawiają tezę, że skoro poradziliśmy sobie z tamtymi, to tak samo będzie i tym razem. Obawiam się jednak, że jest inaczej” – pisze.
W jego ocenie Włochy, podobnie jak inne kraje europejskie, nie mają dziś odpowiednich narzędzi do tego, by właściwie odpowiedzieć na kryzys; dzisiejsze społeczeństwo jest zupełnie inne od tego z minionych dekad czy zgoła stuleci. „Obserwujemy niechęć do wysiłku intelektualnego, a zwłaszcza do abstrakcji, teoretyzowania i myśli doktrynalnej” – pisze. W efekcie widoczna jest hipertrofia zmysłów i wyobraźni, skutkująca wytworzeniem „cywilizacji obrazu”, o której pisał już św. Paweł VI w 1969 roku. Na problem zwracał też uwagę prof. Plinio Correa de Oliveira, wskazując, że dzisiejsze społeczeństwo cechuje swoista spontaniczność reakcji pierwotnych, brak kontroli inteligencji i brak zaangażowania woli. Metodyczna analiza rzeczywistości ustępuje fantazjowaniu i uczuciom.
Drugą zmianą, pisze Loredo, jest fakt, że nasze społeczeństwa stały się „wielokulturowe, wieloetniczne, wieloreligijne, wielomoralne…”. W przeszłości Włosi byli świadomi, że mają chwalebną przeszłość w zakresie obrony narodowego dziedzictwa i przekazywania go następnym pokoleniom; dzięki temu byli w stanie zakasać rękawy i wziąć się do ciężkiej pracy, by odbudować kraj po kryzysie. Dziś jest inaczej; społeczeństwu brakuje jakiejkolwiek unifikującej je idei; nie ma niczego, co mogłoby skłonić niedawno przybyłych do Italii afrykańskich imigrantów do wysiłku na rzecz interesu narodowego.
„Czy tak podzielone społeczeństwo znajdzie dość siły i spójności by poradzić sobie z kryzysem, tak jak w przeszłości? Czas pokaże” – puentuje autor.
Źródło: tfp.org
Pach