14 marca 2012

Cybertrybalizm

Wraz z nadejściem epoki cyfrowego globalizmu rewolucja kulturalna ­dokonuje ­głębokich przemian w mentalności, na poziomie psychologicznym, społecznym i ­religijnym, doprowadzając do retrybalizacji ludzkiego życia.


Choć brzmi to paradoksalnie, uczeni zajmują się badaniem analogii zachodzących między sieciami kontaktów społecznych online a społecznościami plemiennymi. Czyż można sobie wyobrazić coś bardziej odległego od prymitywnego życia plemiennego niż zaawansowane technologie pozwalające na kontakty między ludźmi za pośrednictwem internetu? Jakież podobieństwo może istnieć między, dajmy na to, dzikim plemieniem z Amazonii a użytkownikami serwisów społecznościowych Facebook i Twitter czy graczami Second Life?

Wesprzyj nas już teraz!

W grudniu 2007 roku „The New York Times” ogłosił, że czat (natychmiastowa wymiana wiadomości i poszukiwanie nowych znajomych w internetowych serwisach społecznościowych) to, zdaniem uczonych, odrodzenie dawnych modeli komunikacji ustnej, bezpośrednich więzi, intymności i horyzontalnego modelu relacji, charakterystycznego dla wspólnot plemiennych.1

 

Czy rosnąca popularność serwisów społecznościowych online to tylko przejściowa moda? A może mamy do czynienia z głęboką przemianą w społeczeństwie, odsłaniającą nowy horyzont przyszłości? Jeśli prawdą jest to drugie, jak owo nowe zjawisko wpisuje się w bieżący plan nacechowanej trybalizmem rewolucji kulturalnej?

Zanim przystąpimy do analizy powyższych kwestii, warto przypomnieć, że określenie rewolucja kulturalna narodziło się w okresie chińskiej rewolucji komunistycznej, w czasach Mao Tse-tunga, jednak używano go również na Zachodzie, w odniesieniu do rewolucji na Sorbonie z maja 1968 roku. Mimo iż ta ostatnia poniosła klęskę w wymiarze politycznym, jej skutki na polu kultury – zwłaszcza w sferze tendencji mód i obyczajów – odbiły się szerokim echem na całym świecie. Zdaniem brazylijskiego myśliciela katolickiego Plínia Corrêi de Oliveiry, autora Rewolucji i Kontrrewolucji, świat podąża ku Czwartej (po protestanckiej, francuskiej i komunistycznej) Rewolucji, którą cechować będzie przede wszystkim liberalizm i trybalizm.2 A zatem swoiste cechy rewolucji kulturalnej są bardzo zbliżone do cech Czwartej Rewolucji, jeśli nie wręcz identyczne z nimi.

 

Impas w postępach rewolucji prowadzi do zmiany taktyki

W latach sześćdziesiątych zaszła w procesie rewolucyjnym radykalna zmiana. Zgodnie z dominującą w tamtym okresie w kręgach rewolucyjnych „ortodoksyjną” teorią marksistowską, dyktatura proletariatu oraz zniesienie własności prywatnej miały doprowadzić do stworzenia nowego człowieka, zdolnego jakoby do wolnego życia w komunistycznym „raju”. Jednakże utopia przegrała, albowiem w Związku Sowieckim i jego państwach satelickich nie udało się stworzyć zgodnego z założeniami modelu człowieka; wręcz przeciwnie – komunistyczne doświadczenie skończyło się totalną klęską, udowadniając przetrwanie człowieka dawnego, nieprzystającego do sprzecznego z naturą reżimu.

Wzmocnieni studenckim buntem na Sorbonie w maju 1968 roku liczni liderzy marksistowscy postanowili uruchomić rewolucję kulturalną, która dokonałaby głębokiej zmiany zarówno w mentalności, jak i w stylu życia społeczeństwa. Zmiana tego rodzaju stanowi pierwotne założenie wszelkich uwieńczonych sukcesem prób przeprowadzenia transformacji społeczno-ekonomicznej o charakterze kolektywistycznym. Na gruncie tejże rewolucji kulturalnej miałby się narodzić nowy człowiek, którego zadaniem byłoby zburzenie hierarchicznych i indywidualistycznych podwalin społeczeństwa burżuazyjnego w celu zastąpienia ich anarchistycznym rajem totalnej wolności i równości, jakiego nie udało się stworzyć systemowi sowieckiemu.

 

Plemienny kolektywizm dążeniem rewolucji

Jak wyglądałby nowy model społeczeństwa rewolucyjnego, gdyby decydenci Rewolucji postanowili zrezygnować z ambicji bezpośredniego przeprowadzenia zmian w strukturze społeczno-ekonomicznej po to, by skoncentrować się na obszarach ściśle związanych z kulturą? Byłoby to społeczeństwo plemienne, o którym śnili wyznawcy radykalnych prądów nowoczesnej antropologii, na przykład strukturalizmu. Obrońcy owych nowych teorii twierdzą, że życie plemienne łączy w sobie indywidualną wolność, zgodny kolektywizm oraz równość. I przyznają, że poszczególne jednostki ludzkie, porzuciwszy dawne wzory indywidualnej refleksji, woli i wrażliwości, rozmyłyby się w kolektywnej osobowości plemienia. Jako że proces autoidentyfikacji z plemieniem możliwy jest tylko w strukturze małych grup, Czwarta Rewolucja zakłada rozczłonkowanie społeczeństwa na małe wspólnoty wiejskie. Czyli koniec dużych miast, kompleksów przemysłowych i w ogóle gigantycznych infrastruktur dzisiejszego świata. Wszystko to bezbłędnie kojarzy się ze wspomnianą już chińską rewolucją kulturalną Mao Tse-tunga, a także z wypędzeniem mieszkańców miast na wieś przez komunistyczny ruch Czerwonych Khmerów w Kambodży.

 

Oddziaływanie „rewolucji cyfrowej” na młode pokolenie

Według Plínia Corrêi de Oliveiry sygnały zwiastujące Czwartą Rewolucję dawały się już w latach 60-tych i 70-tych XX wieku odczuć wśród młodych ludzi. Można je było dostrzec szczególnie w ekstrawaganckim sposobie ubierania, rosnącej tendencji do obnażania się, swobodnych manierach, hołubieniu natury i ekologii, wybujałych zmysłach i wyobraźni przy równoczesnym zaniku rozumu w tak zwanej cywilizacji obrazkowej. Nie wspominając już o powszechnej wśród pokolenia „dzieci-kwiatów” skłonności do włóczęgostwa. Dziś wielu radykalnych ideologów rewolucyjnych – choć odnoszą się oni do tego problemu z innej perspektywy, przyklaskując zachodzącym zmianom – opisuje te same zjawiska, na które wskazywał kilkadziesiąt lat temu brazylijski myśliciel. Warto więc zbadać – w zakresie, na jaki pozwala ograniczona objętość niniejszego artykułu – w jaki sposób na temat cybertrybalizmu wypowiadają się jego badacze i teoretycy, z zastrzeżeniem jednak, że w ich opinii ewolucje społeczne mają charakter nieunikniony (wskutek pewnego rodzaju determinizmu technologicznego, redukującego wolność ludzką do zera), z czym katolik nie może się zgodzić.

 

Człowiek plemienny był częścią zbiorowej nieświadomości

Po raz pierwszy na „trybalny” efekt nowych środków przekazu zwrócił uwagę Marshall McLuhan, kanadyjski guru nowoczesnych mediów i środków komunikacji, bodaj najczęściej cytowany teoretyk w tej dziedzinie. W ujęciu jego teorii jakikolwiek środek komunikacji stanowi wirtualne przedłużenie naszych zmysłów i umysłów (w ten sam sposób, w jaki proteza ramienia jest fizycznym przedłużeniem ciała). Stąd jego słynne zdanie: Środek przekazu sam jest przekazem3, niosące ideę, że społeczeństwa kształtuje bardziej charakter mediów, za pośrednictwem których ludzie się ze sobą komunikują, niż sama treść komunikatu. I tak, w kulturze oralnej społeczność prymitywna postrzegała świat za pomocą wszystkich pięciu zmysłów – słuchu, powonienia, dotyku, wzroku i smaku, z pewną przewagą słuchu – i dlatego była ona zależna od harmonijnej równowagi między nimi wszystkimi. Kultura pisana, zrodzona wraz z wymyśleniem alfabetu fonetycznego, miała zaburzyć ową równowagę zmysłów człowieka plemiennego, doprowadzając do całkowitej przewagi jednego tylko zmysłu – wzroku. Zgodnie z teorią McLuhana, miało to wywrzeć ogromny wpływ na kulturę i społeczeństwo: Ponieważ uzyskanie informacji było ściśle związane ze słowem mówionym, ludzie [prymitywni] łączyli się w plemienną sieć. A jako że słowo mówione jest silniej nacechowane emocjonalnie niż słowo pisane – przekazując poprzez intonację bogaty wachlarz emocji, takich jak gniew, radość, ból, strach – człowiek plemienny był bardziej spontaniczny i zmienny pod względem temperamentu. Wrażliwy na bodźce słuchowo-dotykowe człowiek plemienny był częścią zbiorowej nieświadomości, żył w magicznym, scalonym świecie kształtowanym przez mit i rytuał, o boskich i niepodważalnych wartościach, podczas gdy człowiek piśmienny, zorientowany na bodźce wzrokowe, stworzył środowisko silnie sfragmentaryzowane, indywidualistyczne, sprecyzowane, logiczne, wyspecjalizowane i obiektywne. (…) Sam człowiek uległ defragmentacji; alfabet rozerwał magiczny krąg plemiennego świata, którego miejsce zajęła ludzkość utworzona ze zlepków wyspecjalizowanych i psychicznie zubożonych „indywiduów”, poruszających się w świecie czasu linearnego i przestrzeni euklidesowej.4

 

Człowiek współczesny powraca do systemu plemiennego     

Według McLuhana, owo pierwsze, wywołane przez alfabetyzację, zubożenie wyobraźni oraz życia emocjonalnego i zmysłowego człowieka dodatkowo pogłębiło pojawienie się prasy, która ukształtowała i zmieniła całe środowisko psychologiczne i społeczne zachodniej cywilizacji, odpowiadając za rewolucję przemysłową i kartezjańską koncepcję wszechświata. Tymczasem pojawienie się elektronicznych środków komunikacji (takich jak telegraf, radio, kino, telefon, telewizja i komputer) miało jakoby zrodzić środowisko i kulturę antagonistyczne w stosunku do mechanicznego i kartezjańskiego społeczeństwa ukształtowanego pod wpływem prasy. Nowe media, dzięki swemu interaktywnemu charakterowi, miały wyrwać człowieka z izolacji i wpłynąć na jego wrażliwość, zanurzając go w światowym przepływie informacji: Świat indywidualizmu, prywatności, wiedzy fragmentarycznej czy „stosowanej”, „punktów widzenia” i wyspecjalizowanych celów zastępowany jest przez powszechną świadomość świata tworzącego mozaikę, w której bariery przestrzeni i czasu zostały zniesione dzięki telewizji, samolotom odrzutowym i komputerom – świata jednoczesnego, „natychmiastowego”, w którym współbrzmi wszystko na raz. (…) Po wiekach rozszczepionej wrażliwości współczesna świadomość stała się ponownie spajająca i wszechogarniająca, jako że cała ludzka rodzina została połączona jedną globalną membraną.5 Interesujące jest to, że McLuhan nazywa tę ewolucję procesem retrybalizacji. A jeszcze większe wrażenie wywiera fakt, iż w celu udowodnienia swej tezy odwołuje się on do następujących zjawisk pokoleniowych, jakie wiele lat wcześniej opisał Plínio Corrêa de Oliveira:

Cała skłonność najmłodszego pokolenia skierowana jest ku powrotowi do tubylczości, którą to dążność dostrzegamy w obyczajach, muzyce, długich włosach i zachowaniach seksualnych. Nasze dorastające pokolenie już zamienia się w klan rodem z dżungli. (…) Widzimy na przykład beztroskę, z jaką bez najmniejszych skrupułów młodzi podejmują relacje seksualne, czy małżeństwa wspólnotowe zawierane wśród hipisów. Jest to coś absolutnie plemiennego.

Powyższe opisy trafiają w samo sedno. Niestety jednak McLuhan apologetyzuje kulturę plemienną, odżegnując się od jakiegokolwiek potępienia ewolucji społeczeństwa w kierunku nowej formy plemienności.

 

Nowa kultura: oralność nadrzędna względem piśmienności

Jednym z uczniów McLuhana był jezuicki kapłan Walter Ong, profesor anglistyki na Uniwersytecie Waszyngtona w Saint Louis, gdzie McLuhan wykładał przez siedem lat. Nie zgadzając się z macluhanowskimi teoriami mechanicznego determinizmu, uznawał on w pełni jego analizę wpływu alfabetyzacji na kulturę i dawał wyraz tej samej fascynacji bogactwem komunikacji ustnej człowieka prymitywnego. W swym eseju Literacy and Orality In Our Times (Piśmienność i Oralność Naszych Czasów) Walter Ong SJ stwierdza, że o ile każda istota ludzka, nie upośledzona fizycznie lub psychicznie, w sposób nieunikniony nauczy się mówić, (…) pismo jest całkowicie i nieuchronnie sztuczne.6 Pismo – choć niezbędne do realizacji całego potencjału ludzkiego, a szczególnie do rozwoju logicznej myśli – było nieznane pierwotnym kulturom oralnym, w których myśl doskonalono nie w linearnym procesie analizy, lecz poprzez parabolę i „rapsodyzację”, czyli „patchworku” ze skrawków przysłów, antytez, epitetów i innych loci communes (miejsc wspólnych). Zdaniem ojca Onga, przejście od świata całkowicie oralnego i naturalnego do sztucznego świata pisma jest dezorientujące i przerażające, bowiem w bezpośredniej komunikacji oralnej słuchacz nie potrzebuje wielu powiązań „logicznych”. A to dlatego, że konkretna sytuacja zapewnia pełen kontekst, sprawiając, że połączenie w skojarzenia, a co za tym idzie abstrahowanie, w wielu aspektach staje się zbędne. W kulturach piśmiennych natomiast pisarz nie ma przed sobą żywych ludzi, którzy by mu pomogli swoimi reakcjami. Nie zachodzi sprzężenie zwrotne. Nie ma słuchaczy wyrażających zadowolenie czy zmieszanie. To świat pełen rozpaczy, przerażenia, samotności; świat wyludniony; przeciwieństwo naturalnej wymiany oralno-audialnej.

To z tego powodu osoby piśmienne mają problem ze zrozumieniem kultur oralnych, właśnie dlatego, że w kulturze wysoko piśmiennej doświadczenie pierwotnej oralności – czy czegoś zbliżonego do pierwotnej oralności – ogranicza się prawdopodobnie do doświadczenia świata dziecka. Stąd osoby wywodzące się z kultur wysoce piśmiennych (…) skłonne są uznawać ogół populacji „tubylczych” – to znaczy oralnych – za „dziecinne”.

Jednakże wraz z pojawieniem się radia i telewizji miało jakoby nadejść swego rodzaju „wyzwolenie” przerażającego i sztucznego świata piśmiennego, bowiem raz jeszcze ludzie, zamiast tylko czytać, zaczęli słuchać i uczestniczyć. Według ojca Onga, doprowadziło to do zaistnienia oralności wtórnej – nowej kultury, która w pewien sposób łączy oralność pierwotną z piśmiennością. A jako że świadomość ludzka ewoluuje, może dojść do wykształcenia nowej świadomości poprzez syntezę naszego „ja” fizycznego z „ja” wirtualnym, które tworzymy w świecie cyfrowym. Wzmocniłoby to jeszcze bardziej najważniejszą zaletę wtórnej oralności, jaką jest fakt, iż komunikacja ustna łączy ludzi w grupy. Choć ojciec Ong nie używa określenia retrybalizacja, koncepcja ta wydaje się obecna w jego sposobie pojmowania grup połączonych dzięki komunikacji ustnej.

 

Prymitywna kultura plemienna i emocjonalny język internetu

Uczeń Waltera Onga SJ, argentyński fizyk i ekonomista, wykładowca na uniwersytecie w Santiago, autor eseju Humanizm i łączność: Ewolucja świadomości w świecie oplecionym siecią, Andrés Schuschny, zaktualizował myśl swego mistrza względem epoki cyfrowej, w której obecnie żyjemy. W artykule zatytułowanym Oralność elektroniczna: trybalizm ucywilizowany i świadomy, zawarł następującą myśl: W próbie ponownego przemyślenia stanowiska Onga, widoczna transformacja wywołana przez elektroniczne środki komunikacji, prowadzi świadomość ludzką ku nowej erze, którą nazwałbym erą „elektronicznej oralności”. To era zadziwiających podobieństw do plemiennych kultur starożytności, oferująca nową mistykę wspólnotowego uczestnictwa, poprzez używanie języka szczególnie nacechowanego emocjonalnie, choć zaadaptowanego do postaci obiektywnie racjonalnej. (…)

Łączność ułatwia zdolność do ponownego wytworzenia „komunikacyjnego mega-teraz”, gdzie wszyscy możemy (…) poczuć się częścią czegoś wielkiego, łączącego nas z innymi, z inną częścią nas samych. Dostęp do internetu porywa nas i czyni z nas fanatyków, gdyż być podłączonym oznacza być połączonym z czymś, co wykracza daleko poza nasze malutkie i skończone „ja”, kształtujące nasze ego. Z internetem wiąże się – jestem o tym przekonany – coś o charakterze ściśle religijnym, coś, co nas ponownie włącza, jednoczy ze świadomością świata. Odkąd owa świadomość jest siecią, jakiegokolwiek jej poziomu by to nie dotyczyło, już zawsze pozostaniemy połączeni.7

 

Cyfrowi tubylcy a retrybalizacja człowieka i społeczeństwa

Wierniejszym uczniem Marshalla McLuhana niż ojciec Ong (wszak profesor anglistyki a nie komunikacji społecznej) jest profesor Derrick de Kerckhove, założyciel i dyrektor Program in Culture and Technology na Uniwersytecie w Toronto, który jako przedłużenie myśli swego mistrza ukuł termin cyfrowy tubylec na określenie pokolenia urodzonego w dobie internetu. Według profesora de Kerckhove pokolenie cyfrowych tubylców należy do współcześnie rozgrywającej się fazy historii: epoki społecznych sieci, takich jak Facebook, Myspace, Ning czy blogów. Pokolenie to ma wrodzone poczucie Web 2.0; technologia nie sprawia im najmniejszego problemu.8 W wywiadzie z Kevinem Kelly, wydawcą „Wired” (popularnego magazynu technologicznego o tendencjach libertariańskich) profesor de Kerckhove rozwija temat wpływu komputerów i internetu na cyfrowych tubylców: Web to nowy rodzaj języka. To świat plemion – żywy kosmos. Plemię jest częścią tej ogromnej organicznej rzeczywistości. Z chwilą, gdy ludzie zaczęli kontrolować język poprzez alfabet, zinternalizowali kontrolę, a opróżnili kosmos z elementów nadprzyrodzonych. (…) W późniejszym okresie, kiedy pojawiło się radio, telegraf, telefon i telewizja, ludzie wszystko zretrybalizowali poprzez mechanizm eksternalizacji, ponownie wypełniając kosmos – idea ta została świetnie naświetlona przez McLuhana. (…) W świecie radia program kontroli  języka, to program jednej tylko osoby – człowieka o wielkiej władzy, dyktatora: Hitlera, Mussoliniego, Chomeiniego – podczas gdy program sieci to program plemiennego kacyka: język jest współdzielony, a nie narzucony.9 Jak można wywnioskować z zacytowanych powyżej fragmentów, rozmówcy nie tylko patrzą przychylnym okiem na ewolucję zmierzającą ku retrybalizacji człowieka i społeczeństwa, ale również upatrują w niej zdrowego powrotu do stanu pierwotnej idylli, w którym ludzie rozpraszają się na grupy i w ten sposób łączą się z kosmosem. Zagrożeniem jest ich zdaniem jednostka, postrzegana jako byt zamknięty w sobie samym za sprawą siły własnego rozumu. Celem ich badań wydaje się znalezienie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób nauka może pomóc rozkruszyć ego rzekomo zamknięte w kokonach, po to, aby mogło ono zostać ponownie połączone ze światem, przyczyniając się do budowy społeczeństwa kolektywnego.

 

Nowy sposób pojmowania tożsamości

Według cyberanalityków, w przypadku cyfrowych tubylców (młodych użytkowników komputera) owe ponowne połączenie może nastąpić w wyniku losowego przechodzenia od jednej do drugiej z ich niezliczonych osobowości wirtualnych. Tak właśnie uważa Sherry Turkle, profesor socjologii w Massachusetts Institute of Technology, założycielka i aktualny dyrektor projektu Technologia i Osobowość, centrum badań i refleksji nad interakcją między ludźmi a maszynami. Znamienne w jaki sposób autorka pisze o sobie w zamieszczonym na łamach magazynu „Wired” artykule zatytułowanym Who Am We? (Kim jestem My?).

Jest wiele wcieleń Sherry Turkle. Jest „francuska Sherry”, która w latach sześćdziesiątych studiowała poststrukturalizm w Paryżu. Jest Turkle – badaczka nauk społecznych, specjalizująca się w antropologii, psychologii osobowości i socjologii. Jest doktor Turkle, psycholog kliniczny. Jest Sherry Turkle autorka książek Psychoanalytic Politics i The Second Self: ­Computers and the Human Spirit. Jest profesor Sherry, od ponad dwudziestu lat ucząca studentów. I jest eksploratorka cyberprzestrzeni, kobieta, która może się zalogować zarówno jako mężczyzna, jak i inna kobieta, bądź po prostu jako S.T.10Nie należy sądzić, że przedstawiając się w ten sposób czytelnikowi autorka ma na celu autopromocję. W rzeczywistości przygotowuje ona grunt pod tezę – powszechnie dziś przyjmowaną – że tożsamość w internecie jest płynna. Przeprowadzając wywiady na temat doświadczeń poszczególnych osób z komputerami i internetem, Sherry Turkle zebrała masę cennych informacji o oddziaływaniu tychże mediów na dorosłych, młodzież i dzieci. Według amerykańskiej badaczki, Microsoft jest koncernem, którego estetyka, wyrażona w jego systemie operacyjnym, kształtuje nasz styl myślenia. A to dlatego, że użytkownicy Windows (dosłownie „okien”) poruszają się pomiędzy wieloma ekranami różnych programów otwartych w komputerze, zupełnie jak ktoś, kto wygląda kolejno przez wiele okien. W wywiadzie dla „New York Timesa” Turkle tłumaczy, na czym polega owa zmiana w myśleniu:

Kiedy ludzie są online, dążą do wyrażenia różnych samych siebie w różny sposób w różnych sytuacjach. Biznesmen może w jednej wirtualnej grupie przybrać nick „Armaniboy” [sugerując mężczyznę o typie klasycznym, eleganckim], w innej zaś „Motorcycleman” [nasuwający skojarzenie z przebojowym, lubiącym przygody młodym chłopakiem]. Ludzie zaczynają się płynnie poruszać pomiędzy swymi wieloma wcieleniami i to doświadczenie dodaje im odwagi do zakwestionowania tradycyjnej koncepcji tożsamości. Zaczynają pojmować swoje „ja” nie jako coś pojedynczego i wyjątkowego, lecz jako coś, co ma wiele obliczy. W efekcie ludzie zaczynają postrzegać samych siebie jako sumę różnorakich obecności w oknach otwieranych na ekranach swych monitorów. A komputer służy jako metafora dla refleksji o samej tożsamości – techniczna metafora przeskakiwania pomiędzy oknami na ekranie stała się sposobem pojmowania relacji pomiędzy różnymi obliczami własnego „ja”.11 Jeszcze mocniej ów punkt widzenia kreśli Turkle w wywiadzie dla czasopisma „Brainstorms”: Dorastamy przyzwyczajeni do pojmowania naszych umysłów w sposób jednorodny. (…) Sądzę, że doświadczenie cyberprzestrzeni, doświadczenie zabawy wieloma „ja” w różnych wirtualnych kontekstach – być może nawet w tym samym czasie i w wielu oknach na raz – jest konkretyzacją innej koncepcji tożsamości: nie jako czegoś jednorodnego, lecz wielorakiego. Zgodnie z tą wizją poruszamy się pomiędzy różnymi postaciami, pomiędzy wieloma obliczami naszego „ja”. Nasze poczucie tożsamości jest rodzajem iluzji (…), którą możemy stwierdzić, ponieważ uczymy się poruszać płynnie pomiędzy różnymi postaciami naszej osobowości.12

 

Społeczności wirtualne a rząd światowy

Na uwagę, iż owa płynność osobowości byłaby formą psychotycznej schizofrenii, profesor Turkle odpowiedziała następująco w wywiadzie dla czasopisma „Technology Review”: Osoby cierpiące na zaburzenie zwane osobowością mnogą, mają tożsamości fragmentaryczne, których poszczególne części oddziela mur, natomiast osoby przybierające osobowości online są świadome życia, które tworzą na ekranie. Dają one wyraz różnym obliczom samych siebie i mają poczucie płynnego poruszania się pomiędzy nimi.13 Według profesor Turkle, w obrębie owej różnorodności postaci własnej tożsamości realny człowiek i jego prawdziwe życie są tylko jednym z wielu wirtualnych „ja”. Opisuje ona młodego człowieka, błyskotliwego studenta uniwersytetu, dla którego życie realne nie cieszy się żadnym specjalnym statusem. Jest tylko kolejnym oknem – jednym z wielu – w których ma on do odegrania pewną rolę. Mężczyzna ów posuwa się wręcz do stwierdzenia, że realne życie wcale nie należy do jego ulubionych „okien”…

Pomimo dostrzeżenia tak poważnego sygnału wskazującego na psychotyczną ucieczkę od rzeczywistości, profesor Turkle konkluduje, iż doświadczenia w internecie stawiają wyzwanie tradycyjnym koncepcjom zdrowej osobowości widzianej jako coś jednopostaciowego i zachęcają nas do poszukiwania i odkrywania nowych sposobów odniesienia się do tożsamości indywidualnej jako czegoś mnogiego, oraz do pojmowania zdrowia psychicznego nie w kategoriach budowania jedności, lecz negocjacji między wieloma postaciami.14 Warto podkreślić znaczenie tego naukowego wszak podważenia indywidualnej osobowości. W rzeczywistości, jak to zostało powiedziane na początku niniejszego artykułu, źródło porażki wszystkich kolektywistycznych doświadczeń z przeszłości leży w tym, że o ile struktury socjoekonomiczne społeczeństwa stały się kolektywne, jego członkowie pozostali „osobnymi” jednostkami – pomimo dyktatury proletariatu i wspólnej własności. Istota Czwartej Rewolucji zasadza się na próbie „skolektywizowania” samych jednostek, tak, aby mogły one z ochotą przyjąć kolektywny styl życia oparty na komunistycznej strukturze społeczno-ekonomicznej. Aby jednak rewolucja owa odniosła sukces, nową „bastylią” do zburzenia pozostaje suwerenność jednostek, to jest jedność i tożsamość „ja”; podobnie jak główną przeszkodą dla budowania światowego rządu czy republiki powszechnej jest suwerenność narodu. A najskuteczniejszym środkiem ujarzmienia ludzkiego „ja” jest podzielenie go na liczne i płynne pseudotożsamości – właśnie takie, jakie posiadają osoby przemieszczające się losowo między oknami komputerów.

 

Wraz z nadejściem cybernetyki wyłania się nowa struktura społeczna

Rozumiemy więc, dlaczego cyber­analityk i filozof Pierre Lévy stwierdza z naciskiem, że pojedyncza jednostka jest tylko pośrednim i przejściowym elementem łączącym; jest tylko iluzją,15 oraz że internet sprzyja narodzinom inteligencji kolektywnej.16 Już w roku 1951 matematyk i twórca cybernetyki, Norbert Wiener na kartach swej pracy zatytułowanej Cybernetyka a społeczeństwo ogłosił, iż być żywym oznacza poddawać się ciągłemu przepływowi doświadczeń pochodzących ze świata zewnętrznego i działań realizowanych w świecie zewnętrznym, przepływowi, w którym my stanowimy zaledwie moment przejściowy.17 Dlatego też Nicholas Negroponte, który oprócz założenia Laboratorium Mediów w Instytucie Technologii w Massachusetts (MIT) oraz czasopisma „Wired” pełnił również funkcję doradcy prezydenta Françoisa Mitteranda, uważa, że prawdziwa wartość sieci ma mniej wspólnego z informacją a więcej ze społecznością. Autostrady informacji (…) tworzą zupełnie nową tkankę społeczną.18 Czymże mogłaby być ta nowa globalna tkanka społeczna jeśli nie tym, o czym marzyli Marks i Engels oraz pozostali ojcowie komunizmu?

Jeśli powyższa teza jest prawdziwa, znaczenia nabierają spójne wyniki ankiet przeprowadzanych wśród użytkowników internetu: choć wielu z nich od czasu do czasu używa go, aby wyszukiwać informacje, dokonywać transakcji, sprawdzać bazę danych czy oglądać nagrania online, do najpopularniejszych aplikacji należą wciąż: IRC (internetowe kanały komunikacyjne) oraz inne narzędzia służące do telekonferencji – takie jak MUD (gry komputerowe RPG rozgrywane przez internet przy użyciu interfejsu tekstowego), grupy dyskusyjne (Usenet)i portale społecznościowe, pozwalające użytkownikom nawiązać wzajemne kontakty. Większość osób w internecie szuka „społeczności” – wirtualnej bądź nie.

 

Domowe życie na podobieństwo życia w dżungli

Była szefowa marketingu firmy, która wyprodukowała komunikator ICQ, Ayelet Noff przyznaje: Społeczności doby Web 2.0 są dziś dla nas tym, czym dla naszych przodków były wspólnoty plemienne czy wiejskie. Są one dla nas miejscem, w którym możemy nawiązać nowe znajomości, podzielić się szczegółami dotyczącymi naszego życia i podyskutować na interesujące nas tematy.19 Zwróćmy uwagę, że słowa te padają nie z ust nastolatki uzależnionej od internetowych gier z wieloma uczestnikami, lecz odnoszącej sukcesy businesswoman, absolwentki Brandeis University, która ukończyła również podyplomowe studia z zakresu politologii na uniwersytecie w Tel Awivie.

Śledząc dalej powyższą wypowiedź, czytamy: Znajomości opierają się teraz na głębszych elementach osobistych, takich jak wspólne cechy, ­nawyki, opinie i hobby. Ze względu na różnice w tych elementach – ­podobnie jak w przeszłości – nie wszystkie plemiona będą ze sobą w zgodzie. Każdy z nas wybierze plemię (plemiona), gdzie będzie się czuł najbardziej jak „w domu”, z którego członkami najlepiej się zrozumie i przystąpi do tej społeczności z pełnym zaangażowaniem.20 Widać tu zasięg i głębię zjawiska. Nie ogranicza się ono do młodzieży z marginesu, zamieszkującej wielkomiejską dżunglę szarych blokowisk i prowadzącej tzw. alternatywny styl życia – wręcz przeciwnie, jest to fenomen społeczny na ogromną skalę. Francuski socjolog Michel Maffesoli, profesor paryskiej Sorbony i dyrektor pisma „Sociétés” od dawna zajmuje się zjawiskiem retrybalizacji. Jego prace koncentrują się na badaniach więzi społecznych i tworzeniu wspólnot oraz zbiorowej wyobraźni w świecie ponowoczesnym. W roku 1998 opublikował on książkę Le temps des tribus. Le déclin de l’individualisme dans les sociétés postmodernes (Czas plemion. Schyłek indywidualizmu w społeczeństwach ponowoczesnych), w której analizuje kryzys indywidualizmu i pojawienie się tendencji plemiennych, wspólnotowych oraz nomadycznych wśród najmłodszych pokoleń. Według niego, dotycząca wszystkich dziedzin plemienność będzie w nadchodzących dekadach zjawiskiem dominującym.21 Będzie się ona rozwijała wzdłuż dwóch głównych osi: w sferach „archaicznej” i „młodzieńczej” oraz w swym „wymiarze wspólnotowym”, jako wynik przesycenia tożsamości oraz indywidualizmu, będącego jej manifestacją.

W odniesieniu do nowego młodzieńczego archaizmu Maffesoli opisuje dokonujący się obecnie w ludzkich duszach wewnętrzny przewrót, jako jego pozytywny skutek przewidując tyranię najniższych ludzkich namiętności nad rozumem i wolą: Po okresie dominacji rozumu mechanicznego i przewidywalnego, rozumu instrumentalnego i ściśle użytecznego, jesteśmy świadkami powrotu „zasady Erosa”, powrotu do emocji, do dzielenia się zamiłowaniami. (…) Ponowoczesność można scharakteryzować jako radykalny powrót „archaizmu”. (…) Możemy zauważyć ów witalny impuls w tendencjach muzycznych, (…) w seksualnej anomii, w powrocie do natury, we wszechobecnym ekologizmie, w przesadnym poświęcaniu uwagi włosom i skórze; (…) krótko mówiąc, we wszystkim, co w człowieku przypomina zwierzę. Zdziczenie życia! Oto paradoks ponowoczesności, która wprowadza na scenę pochodzenie, źródło, prymitywizm i barbarzyństwo. (…) „Duch buszu” (…) nabiera siły i żywotności zarówno w kamiennych dżunglach, którymi stały się nasze miasta, jak też na leśnych łąkach, kiedy na imprezach rave plemiona techno w paroksyzmach i w ekstazie nurzają się w błocie, z którego powstaliśmy. I tu dotykamy sedna ponowoczesnego trybalizmu: podstawowego, pierwotnego utożsamienia się z tym, co w człowieku bliskie humusowi.22

 

Totemy ponowoczesnych społeczeństw

Wspólnotowy wymiar plemienności oznacza – według Maffesolego – przesunięcie od jednostki o stabilnej tożsamości, pełniącej funkcje w zespołach zawarowanych kontraktem społecznym, do osoby o wielu tożsamościach, odgrywającej efemeryczne role w plemionach, których członków łączą więzy afektywne. Jest to równoznaczne z magicznym uczestnictwem w rzeczywistości przedindywidualnej, czy też z faktem, iż istnieje się tylko w kontekście kolektywnej nieświadomości.23 W wywiadzie udzielonym w Modenie, latem 2008 roku, podczas Międzynarodowego Festiwalu Filozoficznego, Michel Maffesoli wyraził swoje zdanie na temat wpływu, jaki na powyższe zjawisko wywierają nowe technologie: Google, festiwale muzyki techno, Second Life, Youtube: zbiór tych totemów (…) pokazuje nam zmiany, jakie zachodzą w naszym współczesnym społeczeństwie – pozornie proste, jednak w rzeczywistości bardzo głębokie. Społeczeństwa nie inspiruje już rozum, lecz zbiorowa wyobraźnia pobudzana mitami. (…) Muzyczne plemiona, kanały dyskusyjne, reality-shows, kody estetyczne, tatuaże – wszystko to odzwierciedla głęboką przemianę. (…) W czasach nowoczesnych poprzez postęp i racjonalizm podjęto próbę skanalizowania przemocy, jednak dzisiaj odradzają się nowe, irracjonalne uczucia plemienne, które moglibyśmy zdefiniować jako barbarzyńskie. Z drugiej strony, dla Maffesolego, w społeczeństwach ponowoczesnych komunikacja staje się komunią, czego powodem jest przekształcenie cyfrowych mediów w uświęcony element, wokół którego wspólnoty stapiają się w jedno. Reasumując, cyfrowe media stały się elementem budującym strukturę ponowoczesnego życia razem.24

 

Plemienny kolektywizm a cyberprzestrzeń

Choć powyższe idee wydają się mocno radykalne, podziela je nie tylko wąskie grono kilku fantastów.

Profesor Federico Casalegno, badacz z Laboratorium Mediów Massachusetts Institute of Technology, jest jednym z uczniów Maffesolego. Obecnie kieruje on Mobile Experience Lab w MIT oraz jest zastępcą dyrektora komórki zwanej Design Laboratory tego samego instytutu. W artykule zatytułowanym Między plemiennością a społecznościami; społeczne konfiguracje wyłaniające się w cyberprzestrzeni Casalegno dokonuje rozróżnienia między cyberspołecznościami a cyberplemionami: cyberspołeczności tworzą autonomiczne jednostki, posiadające obowiązki i cele do osiągnięcia, natomiast plemiona tworzą ludzie noszący maski i odgrywający różne role wewnątrz heterogenicznych grup. Pisząc o cyberplemionach, Casalegno stwierdza, że w sieci cyberprzestrzeni obserwujemy przejawy form socjalizacji, w których dominują emocje, (…) dalekie od mechanistycznej i wykalkulowanej logiki: emocje i spontaniczność stały się niezbędnymi parametrami „bycia razem”.25 Dlatego miejskie plemiona utworzone dzięki społecznym sieciom internetu czy telefonom komórkowym organizują się bardziej poprzez ciągły przepływ komunikacji niż poprzez komunikację samą w sobie. Jak mówi Casalegno: Stajemy w obliczu zjawiska tribe-cast [przekaz wewnątrzplemienny, w opozycji do przekazu szerokiego, broad-cast]: przepływu informacji skoncentrowanego w małym kręgu.26 Podobnie jak Maffesoli, profesor Casalegno podkreśla ludyczny charakter przejścia od paradygmatu społeczności do modelu plemiennego, gdzie interes własny zostaje odłożony na bok, regułą zaś staje się własność kolektywna. Owo ludyczne i bezinteresowne współdzielenie się, jakie ma miejsce w sieci, przeniknęło nawet do branży handlowej dóbr i usług. Casalegno ilustruje to przykładem stworzenia Linuxa – systemu operacyjnego napisanego w około 20 tysiącach linii przez młodego programistę Linusa Torvaldsa, który umieścił go w internecie jako kod otwarty dla wszystkich, aby umożliwić komunikację i jego usprawnianie. Każdy, kto dysponuje niezbędną wiedzą i umiejętnościami, może wziąć udział w zbiorowym procesie tworzenia tego otwartego i darmowego oprogramowania.27 Zdaniem profesora Casalegno i innych badaczy, to bezinteresowne dzielenie się, będące przeciwieństwem zorientowania na zysk, stanowi paradygmat cybertrybalizmu.

 

„Plemienne” firmy w erze konsumpcjonizmu

Niektórym osobom nie przeszkadza to wcale czerpać z takiego stanu rzeczy natychmiastowych zysków. Przykładem może być amerykański guru marketingu Seth Godin, były wiceszef działu marketingu bezpośredniego w Yahoo oraz autor bestsellerów z zakresu handlu. W swej ostatniej książce, Plemiona 2.0. Zostań internetowym przywódcą (oryg. Tribes: We Need You to Lead Us), zawierającej również rozdział autorstwa Michela Maffesolego, Godin dowodzi, że grupa potrzebuje zaledwie dwu rzeczy, aby być plemieniem: wspólnego celu oraz narzędzi komunikacji. Podkreśla też, że internet wyeliminował geografię, co oznacza, że plemiona są większe, i że obecnie jest więcej plemion – małych wpływowych plemion, zarówno horyzontalnych, jak i wertykalnych – które nigdy wcześniej nie mogłyby zaistnieć. (…) Jest dosłownie tysiąc sposobów koordynowania i łączenia grup ludzi, które w poprzednich pokoleniach nie ­istniały.28 Inni odnoszący sukcesy biznesmeni czerpią korzyści z popularności tej nowej koncepcji, aby jeszcze bardziej zacieśnić więzy ze swymi klientami. Szwed Elia Morling, właściciel Tribaling (firmy konsultingowej i strony internetowej) uczy inne firmy, jak mają stać się plemienne. Na swojej stronie napisał ostatnio: Plemiona są najnowszą modą dzięki spopularyzowaniu przez Setha Godina oryginalnej teorii Maffesoliego (1996) i Cova (1997), która ukazuje, jak dzisiaj ludzie zamiast się wykorzeniać, zakorzeniają się poprzez plemiona; a robiąc tak, w mniejszym stopniu opierają się na dotychczasowych strukturach, takich jak instytucje i klasy społeczne.29

Specjaliści od marketingu nie są erudytami zamieszkującymi wieże z kości słoniowej i ­prowadzącymi dziwne badania w celu udowodnienia jakiegoś naukowego szaleństwa. To osoby mocno stojące na ziemi i zdolne żywo, błyskotliwie dostrzegać i reagować na najmniejszą zmianę w trendach obowiązujących wśród konsumentów. Skoro koncepcja trybalizmu stała się modna nawet w kręgach tych specjalistów, oznacza to, że zauważyli oni silny ruch społeczny w owym kierunku. Mówiąc zatem o obecnej retrybalizacji społeczeństwa za sprawą cyfrowych sieci społecznościowych jako o części rewolucji kulturalnej zmierzającej do spełnienia ostatecznych celów Czwartej Rewolucji, nie powołujemy się na wymysły wyobraźni, lecz na coś bardzo realnego i poważnego niosącego głębokie skutki psychologiczne, społeczne i religijne.

 

Rola sieci w tworzeniu nowej mistyki religijnej

Celowo zostawiłem na koniec analizę wpływu opisywanych zjawisk na religię. Autor Rewolucji i Kontrrewolucji w drugiej części swej książki przedstawia zakusy Rewolucji w tym względzie, jako próbę złamania hierarchicznej i sztywnej struktury Kościoła katolickiego, aby przekształcić ją w tkankę chrzęstną małych „prorockich” wspólnot, złączonych przez pseudomistyczne doświadczenia ruchu zielonoświątkowego, przypominające transpsychologiczny i parapsychologiczny totemizm pierwotnych plemion. Plínio Corrêa de Oliveira stawia pytanie, czy w Czwartej Rewolucji – ukazującej magię jako formę poznania – nie da się dostrzec zwodniczego i złowrogiego syreniego śpiewu, którym szatan wabi tych, którzy odrzucili Jezusa Chrystusa i święty Kościół. Niniejszy artykuł nie byłby kompletny, gdyby pominął ten pseudomistyczny aspekt procesu depersonalizacji oraz tak zwanego ponownego połączenia z kosmosem – który to stan miałby rzekomo osiągnąć świat internetu, gdyby życzeniowe myślenie cytowanych tu badaczy mogło stać się rzeczywistością. Oto wymowny fragment wywiadu z cytowanym na wstępie guru mediów, Marshallem McLuhanem:

Człowiek plemienny był głęboko zanurzony w integralnej kolektywnej świadomości, która przekraczała konwencjonalne bariery czasu i przestrzeni. W ten sam sposób nowe społeczeństwo będzie mitycznym zintegrowaniem, rezonującym światem, podobnym do dawnej plemiennej kabiny pogłosowej, gdzie magia znowu odżyje: światem postrzegania pozazmysłowego. Obecne zainteresowanie młodzieży astrologią, jasnowidztwem i okultyzmem nie jest przypadkowe… W ten sposób komputer niesie ze sobą obietnicę zrodzonego dzięki technologii stanu powszechnego zrozumienia i jedności, stanu absorpcji w logosie, który mógłby połączyć ludzkość w jedną rodzinę oraz stworzyć trwałość zbiorowej harmonii i pokoju. To jest prawdziwa użyteczność komputera: nie sprzedaż produktów czy rozwiązywanie technicznych problemów, lecz przyśpieszenie odkrycia i zaaranżowanie ziemskich – i ewentualnie galaktycznych – środowisk i energii. Wspólnotowa psychiczna integracja, nareszcie możliwa dzięki elektronicznym mediom, mogłaby stworzyć uniwersalność świadomości przewidzianą przez Dantego, który przepowiedział, że ludzie nie będą funkcjonować dłużej jak osobne fragmenty, jeśli zostaną złączeni we wszechobejmującej świadomości. Z perspektywy chrześcijaństwa jest to po prostu nowa interpretacja mistycznego Ciała Chrystusa; a Chrystus jest przecież ostatecznym przedłużeniem człowieka.30

Pomimo aluzji do mistycznego Ciała Chrystusa, poczynionej w duchu Chrystusa Totalnego Teilharda de Chardin, wypowiedź McLuhana nie ma w sobie nic chrześcijańskiego, a tym bardziej katolickiego. Pan Bóg nie cierpi na zaburzenie osobowości: kiedy Mojżesz poprosił Go, aby wypowiedział swe imię, odpowiedział: Jestem, Który Jestem, a nie: Jestem, Którzy Jesteśmy. Tym bardziej my, Jego stworzenia, nie jesteśmy rozbitymi fragmentami walczącymi o zjednoczenie we wszechogarniającej świadomości. Nasze „ja” – jako członków mistycznego Ciała Chrystusa – nie są wchłonięte przez boskość; są raczej udoskonalone dzięki łasce uświęcającej, która, zgodnie z katolicką teologią, nie zmienia naszej substancji, lecz jest akcydensem dodanym do naszej natury. Dzięki tzw. widzeniu uszczęśliwiającemu będziemy nieskończenie kontemplować Boga twarzą w twarz. Jednak to nieskończone szczęście zakłada spoglądanie na siebie dwóch bytów oraz uczestniczenie stworzenia w wiecznej szczęśliwości Stworzyciela, a nie jego zniknięcie po ostatecznej fuzji w jednym jedynym bycie.

Chrześcijaństwo na ziemi kształtuje silne i żarliwe charaktery, dobrze osadzone w ściśle spojonych patriarchalnych społeczeństwach, jak choćby w systemie feudalnym i w rzemieślniczych cechach średniowiecza, nie zaś cyfrowych tubylców zachowujących się i brzmiących niczym jeden tylko człowiek we wspólnocie-amalgamacie (ani też racjonalistycznych, indywidualistycznych i zimnych biurokratów epoki industrialnej).

 

W epoce cyfrowej szatan powtarza obietnicę złożoną Adamowi i Ewie

Cytowane w niniejszym tekście fragmenty teorii wielu naukowców są zrozumiałe nie z perspektywy chrześcijańskiej, lecz z perspektywy monizmu, panteizmu, gnostycyzmu i ezoteryzmu New Age. Monizm to doktryna filozoficzna twierdząca, że pod różnorodnością postaci wszechświata kryje się jedna i ta sama substancja, a zatem wszystko, co widzimy dookoła, jest tylko przejawem owej jedynej rzeczywistości. Monizm w naturalny sposób prowadzi do panteizmu (od greckiego pan – „wszystko”), wierzenia utożsamiającego wszechświat z Bogiem (po grecku theos) i utrzymującego, że Bóg jest jedynie ostateczną zasadą kosmosu. Wyznawcy monizmu często mówią o Bogu jako o uniwersalnej świadomości (zwróćmy uwagę, że tego właśnie określenia używa wielu cytowanych tu badaczy w odniesieniu do ostatniego stadium cyfrowej rewolucji). W błędach monizmu i panteizmu, którymi przesiąknięte są przytoczone teksty, najpełniej i najradykalniej objawia się ludzka pycha i metafizyczny egalitaryzm, które osiągają swe apogeum w próbie umieszczenia Boga i człowieka na tym samym planie i przypisania człowiekowi cech boskich. W rajskim ogrodzie wąż skusił naszych pierwszych rodziców, aby spróbowali zakazanego owocu, dzięki czemu mieli się stać podobni Bogu. W dzisiejszych czasach ten sam wąż, poprzez Czwartą Rewolucję i jej propagatorów, tak samo i tym samym kusi nasze pokolenie – z tą różnicą, że dziś zakazany owoc jest cyfrowy.

 

Teorie i szkoły cytowanych tu naukowców są, w mniejszym lub większym stopniu, dotknięte błędem determinizmu, ponieważ brak im solidnej podstawy filozoficznej, jaką zapewnia doktryna katolicka. Badacze ci zakładają bowiem, iż technologiczne przemiany są nieuchronne, przy jednoczesnym niedocenianiu wolnej woli użytkowników nowych technologii. Nie wszystkie przewidywania przytoczonych tu naukowców muszą się koniecznie spełnić; często stanowią wszak tylko ich „pobożne” życzenia. Jako że na ogół podzielają oni ideały Rewolucji, marzą o nowym utopijnym świecie, więc spekulacje swe formułują na jego korzyść. Zamiarem niniejszego artykułu jest naświetlenie zjawiska w kontekście procesu rewolucyjnego; nie zawiera on bynajmniej sugestii, że wszystkie osoby, które korzystają z internetu w różnorakich celach, reprezentują opisany tu model zachowania.

José António Ureta

 

 

1                     Por. Alex Wright, Friending, Ancient or Otherwise, „New York Times”, 2 grudnia 2007.

2             Plínio Corrêa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, przeł. S. Olejniczak, Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi, Kraków 2007.

3             Jest to najbardziej rozpowszechnione tłumaczenie jego zdania The medium, not the content, is the message (To środek przekazu, nie treść, jest przekazem), którego sens jest pełniejszy w tłumaczeniu dosłownym.

4             Por. Marshall McLuhan, http://www.nextnature.net/2009/12/the-playboy-interview-marshall-mcluhan/

5             Ibidem.

6             http://www.ade.org/bulletin/n058/058001.htm

7             Por. http://humanismoyconectividad.wordpress.com/2008/03/07/oralidad/

8             http://e-south.blog.lemonde.fr/2010/02/23/quand-la-revolution-numerique-n%E2%80­%99est-plus-virtuelleconversation-avec-derrick-de-kerckhove-universite-de-toronto/

9             http://www.wired.com/wired/archive/4.10/dekerckhove_pr.html

10           http://www.wired.com/wired/archive/4.01/turkle.html

11           Por. Kathie Hafner At Heart of a Cyberstudy, the Human Essence, „New York Times”, 18 czerwca 1998, http://web.mit.edu/sturkle/www/nytimes.html

12           http://www.well.com/~hlr/texts/mindtomind­/turkleint1.html

13           http://www.pol-it.org/ital/turkleeng.htm

14           http://www.well.com/~hlr/texts/mindtomind­/turkleint1.html

15           Por. P. Lévy, World philosophie, s. 201.

16           Ibidem, str. 47 i 90.

17           N. Negroponte, Being Digital (1995), s. 183.

18           N. Wiener, Cibernetica e società (1951), s. 269.

19           http://www.blonde2dot0.com/blog/­2007/06/14/why-we-should-care-about-web-20/

20                  http://www.blonde2dot0.com/blog/­2007/­08/13/web-20-and-the-new-tribalism/

21                  http://www.constructif.fr/Article_28_44_313/Le_tribalisme_postmoderne.html

22           Ibidem.

23           Ibidem.

24           http://e-south.blog.lemonde.fr/2008/10/07/postmodernite-et-culture-numerique-une-contradiction-dans-les-termes-conversation-avec-michel-maffesoli-universite-paris-sorbonne/

25           http://www.ceaq-sorbonne.org/node.php?­id=97&elementid=94

26           Atlas de communication aurale – Une carte de la communication et de ses flux, F.Casalegno, M. Susani, R. Tagliabue, http://www.cairn.info/revue-societes-2003-1-page-89.htm

27           Windows dominuje na rynku komputerów osobistych i laptopów (około 90 procent udziału), a w roku 2007 należało do niego 66 procent ogólnej liczby sprzedanych serwerów (niekoniecznie używanych). Obraz ten może ulec zmianie wraz z coraz większą penetracją rynku komputerów osobistych przez Ubuntu (jedną z wersji Linuxa). W listopadzie Linux obsługiwał 85 procent najpotężniejszych komputerów na świecie, w porównaniu do zaledwie 1,4 procent obsługiwanych przez Windowsa. W lutym 2000 roku Linux obsługiwał 5 na 10 wiarygodnych dostawców internetu w porównaniu do 2 procent obsługiwanych przez Windowsa.

28           Seth Godin, Tribes: we need you to lead us, s. 2, 6.

29           http://tribaling.typepad.com/my_weblog/2009/02/tribes.html

30           Por. Marshall McLuhan, http://www.nextnature.net/2009/12/the-playboy-interview-marshall-mcluhan/

 

Artykuł ukazał się w nr. 16 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie