19 marca 2012

Brzydota i zło atakują serca i umysły dzieci

Świat Zachodu zbudowany na fundamencie prawdy, dobra i piękna zalewa dziś wszechogarniające kłamstwo, zło i brzydota. Zmasowany atak ciemnej strony mocy uderzył w miejsce najwrażliwsze – duszę dziecka.

 

Od zarania dziejów rozrywka – sfera życia nieodzowna dla właściwego funkcjonowania człowieka – była nierozerwalnie związana z podstawowym zadaniem życiowym rodzaju ludzkiego: czynieniem sobie Ziemi poddaną. Biesiada umacniała więzi społeczne, zabawa ruchowa rozwijała tężyznę fizyczną a lektura – umysłową. Polowanie zaś przygotowywało do prawidłowych zachowań w warunkach wojny, jednocześnie wzbogacając jadłospis.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Dzieci bawiły się, imitując świat dorosłych, a ich zabawki pełniły funkcję edukacyjną. Lalka i jej domek, wózek, wyposażenie kuchni od najmłodszych lat pomagały dziewczynce wdrażać się w rolę pani domu; figurki żołnierzyków, samoloty, samochody, maszyny budowlane, statki, wreszcie łuk czy strzelba kierowały zainteresowania chłopca ku funkcji budowniczego, odkrywcy, żywiciela i obrońcy.

 

Wszystko zaczęło się od oder­wania rozrywki od jej utylitarnego celu. Zabawy i zabawki przestały służyć, a jak wiemy nieodmienną konsekwencję non serviam stanowi pragnienie zostania panem. Czyż nie takim właśnie statusem rozrywka cieszy się w dzisiejszej cywilizacji Zachodu? Czyż nie ona wyznacza imperatyw działania współczesnego człowieka – skończonego homo ludens – dla którego ostatecznym celem egzystencji jest dobra zabawa? Słowo‑klucz do zrozumienia mentalności dzisiejszego przedstawiciela dawnej cywilizacji łacińskiej brzmi wszak: fun.

 

Bożek zabawy dla samej zabawy jest równie krwiożerczy jak Adramelek, Kali czy Tlalok, tylko jego odurzeni wyznawcy nie dostrzegają, że miłe oblicze idola z przyklejonym happy smile to w istocie maska skrywająca ohydną mordę Władcy Much.

 

Show must go on – jak śpiewał pewien sławny i pozornie spełniony, w istocie zaś potwornie znękany i skrajnie nieszczęśliwy grzesznik.

 

W mackach postmodernizmu

Klasyczna koncepcja piękna polega na harmonijnym uporządkowaniu rzeczy zgodnie z ich naturą i celem. Postmodernistyczna pseudokultura „wyczerpania”, ze swą alogicznością i dekonstrukcją tradycyjnych struktur opartych na prawie naturalnym, odrzuca klasyczne pojmowanie piękna. Sztuka stała się ściekiem aberracji i niestety nie zamknęła się w pustych na ogół galeriach. Jej chore i buntownicze zasady silnie oddziałują na kulturę masową i stopniowo przenikają do codzienności.

 

Uwielbiający brzydotę i przewrotność postmodernizm, zdobywając współczesne salony i agory, coraz intensywniej oswajał coraz szersze kręgi z przyziemnością, brzydotą, aberracją i brakiem wszelkiej logiki. Sprzyjał temu triumfujący materializm coraz mocniej redukujący człowieka do ciała i prymitywnych instynktów. Początkowo ów świat postmodernistycznej brzydoty zarezerwowany był właściwie tylko dla „dorosłych”. Gdy jednak trucicielska ideologia na przestrzeni ostatnich dwóch, trzech dekad objęła kulturę we wszechwładne panowanie, zaatakował również dzieci.

Wyrazisty przykład znajdziemy w porównaniu konwencji disnejowskiej Królewny Śnieżki z roku 1937 z konwencją późniejszego z górą o półwiecze Shreka. Produkcja Walta Disneya w pełni mieści się jeszcze w tradycyjnej, naturalnej koncepcji piękna, roztaczając przed widzem uroczy i barwny baśniowy świat, w którym należne sobie miejsce znajdują splendor i wytworność, a dobro i zło zostały wyraźnie rozgraniczone. Shrek natomiast przenosi oglądającego w ponurą rzeczywistość, w której baśniowy świat utracił swą powagę i splendor, a w miejsce wytworności znajdujemy grubiaństwo (by nie powiedzieć: chamstwo). W tym pokracznym świecie granica między pięknem a szpetotą, podobnie jak między dobrem a złem, została skutecznie zatarta.

 

Brud, smród i bogactwo

Przykłady powyższego typu zarówno w sferze filmu, jak i literatury można mnożyć w nieskończoność. Obszary te jednak bynajmniej nie wyczerpują problemu – wcale nie lepiej przedstawia się on w domenie zabawek. Oto jeszcze do niedawna dziecięcy pokoik stanowił w domu oazę ciepłych barw i przyjemnych dla oka, dotyku oraz powonienia (tak jest, powonienia!) przedmiotów. W ostatnich dwóch dekadach wtargnęły doń z jednej strony paskudne, nienaturalne odcienie różu i fioletu, z drugiej zaś zalęgły się w nim postacie i elementy rodem wprost z najokropniejszego horroru.

Ofertę sklepów z zabawkami zdominowały figurki najrozmaitszych potworów, lalki o wyglądzie ulicznych dziewek i niedające się ogarnąć normalnym umysłem kurioza, jak na przykład Śmierdziele, czyli lalki, które po naciśnięciu zaczynają… śmierdzieć. Zaciekawionych, jaki też rodzaj zapachu mogą owe zabawki emitować, w pewnej mierze oświecą ich nazwy. Oto, na przykład, w skład Brygady Niemytych wchodzą: Stefek Syfiąca Syra, Staszek Spocony, Zenek Zgniłe Jajo i Przemek Przepocona Skarpeta.

 

Co ciekawe, wiele z owych paskudnych zabawek charakteryzuje cena jednostkowa osiągająca niekiedy poziom najniższej pensji krajowej. Tak to wielu rodziców buduje przestrzeń otaczającą ich dzieci za pomocą kosztownych, a wyjątkowo szkaradnych przedmiotów.

 

Jaki będzie produkt finalny formacji kulturowej w domu, gdzie panoszą się śmierdzące figurki, monstra z piekła rodem i plastikowe lafiryndy; gdzie z ekranu komputera straszą demony, z kolumn głośnikowych bądź wetkniętych głęboko w uszy słuchawek dudni przeraźliwa i wulgarna muzyka, a lekturę zapewnia powieść o dzieciach, które jedzą czekoladę nadziewaną robakami? Nietrudno zgadnąć.

 

Czy należy się dziwić, że egzorcyści mają terminarze wypełnione po brzegi, a odsetek samobójstw wśród dzieci i młodzieży wzrasta niebotycznie (a raczej – należałoby powiedzieć – piekłotycznie)?

 

Na wzór bandyty i ulicznicy

Niepokój budzi także dziecięca moda. Coraz częściej rodzice skarżą się, że w sklepach trudno o klasyczną odzież dla dzieci, a jeśli już taką znajdą, to okazuje się ona o wiele droższa od tej popularnej, „modnej” i ekstrawaganckiej. Moda dziecięca właściwie w osiemdziesięciu procentach czerpie inspiracje z popkultury, nierzadko w jej odmianach subkulturowych, silnie naznaczonych niechlujstwem, brutalnością i bylejakością.

 

Wedle tego modelu chłopak ma być macho, a dziewczyna – sexy. Stąd wieszaki „markowych” butików okrywa garderoba wzorowana na stroju roboczym taniej prostytutki. Jaki jednak wzór inspirował projektanta chłopięcego dresu zdobnego motywem trupiej czaszki? Chyba nie nostalgia za chłopcami w czapkach z trupią główką?

 

Ohyda tworzy ohydę

Najprostsza odpowiedź na pytanie, skąd biorą się paskudne zabawki, koszmarne filmy i książki, niemoralne stroje znajdziemy w biografiach ich twórców.

 

W spisanej niedawno piórem Jerry’ego Oppenheimera opowieści o życiu Jacka Ryana, który wymyślił słynną lalkę Barbie znajdujemy takie oto wyznanie jednego z jego znajomych: Kiedy Jack mówił o tworzeniu Barbie, czułem się, jakbym słuchał opowieści o jakimś seksualnym incydencie, opowiadanej przez zboczeńca. Nie trzeba dodawać, że ów znany projektant firmy Mattel wprost nurzał się w wyszukanej rozpuście, by bez trudu zrozumieć, dlaczego Barbie jest taka, jaka jest.

 

Zamieszanie panujące w nader wielu ludzkich duszach to wcale nie wymysł nadgorliwych rzekomo kaznodziejów (których liczba notabene również drastycznie spada), tylko empiryczny fakt. Czy nie z niego bierze się pomieszanie odwiecznie uznawanych porządków dobra i zła? Jak inaczej wytłumaczyć nadanie emitowanemu w jednym z krakowskich kin cyklowi filmowemu tytułu Dobre bo złe? A warsztatom „artystycznym” w jednej z krakowskich galerii sztuki współczesnej – Przytul swojego demona?

 

Brzydko się bawisz, Piotrusiu

Wytwarzamy mroczne produkty, bo nasze dusze stopniowo mrocznieją, kiedy wzorzec piękna coraz dalej odsuwa się od Światłości świata ku królestwu ciemności. Ale wcale nie trzeba być zdeklarowanym wyznawcą zła ani niepohamowanym orgiastą. Wystarczy zwykłe nieuporządkowanie życiowych priorytetów. Większością twórców brzydoty nie kieruje pragnienie szkodzenia komuś, lecz dogodzenia sobie.

 

Tylko bowiem pomyślmy – czy zabawkę piękną i nastawioną na integralny rozwój intelektualno‑duchowy dziecka stworzy człowiek, który sam dzieci nie ma, ba, który w głębi duszy dzieci się boi, bo podświadomie upatruje w nich zagrożenie dla własnej wolności, beztroskiego stylu życia i słodkiej nieodpowiedzialności? Człowiek, który w głębi swej mentalności sam jeszcze nie przestał być dzieckiem? Taki człowiek, wymyślając zabawkę, pisząc książkę czy scenariusz filmowy, nie kieruje się pragnieniem służenia wyższemu celowi, jakim jest formacja dziecięcej duszy, lecz wyłącznie spełnieniem własnej „artystycznej” wizji. I w zasadzie trudno mu się dziwić – jako wieczne dziecko postrzega dzieci nie jako część społeczeństwa, której – będąc wszak w istocie dorosłym – winien opiekę, wsparcie i odpowiedzialność, lecz jako konkurentów w zabawie.

 

O tym zaś, że źle czyni, nie zechce nawet słyszeć. A uwagę, iż źle czyniąc staje się marionetką wyższej siły, która otwarcie pragnie zabić w dzieciach ich niewinność i nieskażoną jeszcze brudem tego świata pierwotną prawość, zbędzie szyderczym śmiechem. Czasem jakby znajomym skądinąd…

 

 

Arkadiusz Stelmach, Jerzy Wolak

 

Tekst opublikowano w nr. 25 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie