7 marca 2012

Bliźniacze systemy

Zakończenie wojny nie przyniosło Polakom wyzwolenia, tam, w tej przesmutnej środkowo­-wschodniej Europie stało się ono wymianą jednej nocy na drugą, wymianą­ zbirów Hitlera na zbirów Stalina. Gdy w kawiarniach paryskich rozmaite szlachetne duchy witały radosnym pieniem „wydobycie się ludu polskiego z feudalnego ­ucisku”, w Polsce­ po prostu ten sam zapalony papieros przechodził z ręki do ręki, by nadal ­przypiekać człowiekowi skórę.

Witold Gombrowicz Testament

 

Wesprzyj nas już teraz!

Do dzisiaj w sporach historyków i polityków brak jednoznacznej oceny systemu komunistycznego – w odróżnieniu do nazizmu – a teza o wspólnych źródłach nazizmu i komunizmu wydaje się co najmniej kontrowersyjna. Porównanie obu systemów totalitarnych wciąż jeszcze powszechnie odbiera się jako polityczną prowokację, zamach na zdobycze socjalizmu czy wprost jako próbę zdyskredytowania lewicy. Głównymi przeciwnikami stawiania komunizmu na równi z nazizmem są, rzecz jasna, jego współtwórcy, aktywni działacze jego struktur lub zwolennicy systemu. O ile działalność partii i organizacji nazistowskich jest – przy ­ogromnym poparciu medialnym – w każdej formie zakazana (czy to w sferze działalności partyjnej i zrzeszeń czy ­symboliki bądź zachowań), o tyle działalność partii komunistycznych wciąż kwitnie (nie tylko na terenie Azji czy na Kubie, ale również w krajach europejskich, takich jak Francja czy Włochy). W roku 1997 francuski premier Lionel Jospin stwierdził wprost, że dla niego komunizm wpisany jest w kartel lewicy i jako idea nigdy nie podniósł ręki na wolność, wyciągnął bowiem lekcję ze swej historii, zatem reprezentacja komunizmu w rządach europejskich stanowi osiągnięcie i powód do dumy wszystkich działaczy lewicowych.

 

Z definicji kłamliwy

Stąd też dla wielu zupełnie nie na miejscu jest porównywanie nazizmu z komunizmem. I to bynajmniej nie z powodu nieproporcjonalnej skali ofiar obu totalitaryzmów – o ile bowiem w przypadku nazizmu możemy z pewną dokładnością mówić o 25 milionach ofiar, o tyle 100 milionów ofiar komunizmu pozostaje ciągle jeszcze w sferze danych szacunkowych (palma pierwszeństwa należy się tu bezsprzecznie Kambodży, gdzie za rządów komunistycznych pozbawiono życia co czwartego mieszkańca tego kraju). Dane te są tylko szacunkowe, gdyż komunizm uczynił z tajności swą ulubioną broń. W odróżnieniu od archiwów dotyczących zbrodni nazizmu, archiwa w krajach komunistycznych są niedostępne bądź bezpowrotnie zniszczone. Ilekroć oprawcom komunistycznym nie udało się całkowicie ukryć swych zbrodni, obozów koncentracyjnych czy masowych rzezi, dokładali wszelkich starań, by zafałszować dane, a swe postępki usprawiedliwić. Jak błyskotliwie zauważa Waldemar Łysiak: Pisanie o kłamstwie komunizmu to jak pisanie o wzroście żyrafy. Żyrafa z definicji jest wysoka, a komunizm z definicji kłamliwy. Musimy sobie też zdać sprawę, że wiek XX charakteryzuje dominacja obrazu nad drukiem. To obraz urabia dziś opinię publiczną i kształtuje umysły mas. Dokumentacja fotograficzna, a nawet filmowa, dotycząca zbrodni nazizmu jest ogromna, czego nie można powiedzieć o zatajanych z wielką pieczołowitością zbrodniach komunizmu. O ile, na przykład, istnieje mikrodokumentacja z Gułagów, to niemal całkiem brak obrazów z tzw. akcji rozkułaczania.

 

Najczęściej przywoływanym argumentem na rzecz nieporównywalności dwóch totalitaryzmów jest kwestia udziału Związku Radzieckiego w zwycięstwie nad nazizmem. Uczucie wdzięczności wobec Armii Czerwonej rzekomo nie pozwala na tego rodzaju „synkretyzmy”. Bo czy można sobie wyobrazić że ci, którzy odnieśli zwycięstwo nad nazizmem i przyczynili się do zlikwidowania ludobójczego systemu, sami mogli stosować podobne metody? Powszechnym odruchem jest odrzucenie tej tezy.

 

Jeden cel

Tymczasem obydwa systemy totalitarne – nazizm i komunizm – uczyniły ogromne spustoszenie, poczynając od degradacji środowiska po spustoszenie w sferach intelektualnych, religijnych i kulturowych. O ile jednak nazizm ograniczony był do III Rzeszy, to komunizm w swych rozmaitych mutacjach ogarnął niemal cały świat za wyjątkiem Ameryki Północnej i Australii. Oba systemy, niezależnie od miejsca i czasu, miały na celu totalne podporządkowanie zarówno jednostki, jak i całych społeczności panującej ideologii ucieleśnianej przez rządzącą partię, której władza opierała się na silnej dyktaturze policyjno-militarnej. Zarówno nazizm, jak i komunizm, tworząc monolityczne państwo, wpisywały w swój ustrój terror – nie tylko bezpośredni, fizyczny, ale również psychiczny. W imię doktryny dokonano zbrodni na dziesiątkach milionów niewinnych ludzi wyłącznie dlatego, że należeli do szlachty, burżuazji lub określonego wyznania. Jeden z twórców CZEKA (tajnej policji radzieckiej), Martin Łacis zawarł w biuletynie skierowanym do swych podwładnych następujące zalecenie: Nie wojujemy z poszczególnymi osobnikami. Likwidujemy całą burżuazję jako klasę. W czasie śledztwa nie szukajcie materiałów i dowodów; pierwsze pytanie, jakie powinniście zadać to: do jakiej klasy się zalicza, jakiego jest pochodzenia, jakie ma wykształcenie, jaki zawód. Niszczenie całych grup społecznych ze względu na rasę, pochodzenie czy nawet wykonywany zawód wpisane było w czynne metody walki zarówno komunizmu, jak i nazizmu.

 

Ciągle jeszcze wielu historyków lokuje nazizm najwyżej w makabrycznej drabinie okrucieństw, ale musimy pamiętać, że nie ma różnicy między skazanym na śmierć głodową ukraińskim dzieckiem kułaka w roku 1932 (kiedy wskutek „interwencji socjalistycznej” umarło z głodu sześć milionów mieszkańców Ukrainy – najbogatszego w zboże regionu ZSRR) a żydowskim dzieckiem z warszawskiego getta, które umierało z głodu w centrum stolicy. Nie zgadzam się też na makabryczną specyfikę Oświęcimia – w ten sam bestialski sposób ginęli Ukraińcy czy Ormianie z rąk oprawców komunistycznych. Rzadko który historyk wspomina już w cieniu holokaustu likwidację Kozaków dońskich w roku 1922 czy deportację Tatarów krymskich albo Czeczenów w roku 1944. Ilekroć wspomina się o ludobójstwie, centralnym punktem czyni się zagładę Żydów, a nazwiska Eichmanna czy Himmlera – symbolami współczesnego barbarzyństwa, podczas gdy portrety Dzierżyńskiego, Stalina czy Mao wciąż noszone są na oficjalnych pochodach (nie tylko w Rosji). Wedle opinii publicznej urobionej przez lewicowych intelektualistów naziści byli gorsi, bo mordowali na niespotykaną dotąd skalę i w sposób bestialski; w rejestrze zbrodni komunizmu zaś nie znajdziemy rzekomo takiej, którą można byłoby porównać z holokaustem. Ciekawe, czy ci sami intelektualiści utrzymywaliby podobną tezę będąc ukraińskimi chłopami czy mieszkańcami Kambodży?

 

Wspólne źródła

Nietrudno w świetle wspomnianych faktów wskazać na wspólne źródła totalitaryzmu klasowego i rasowego, polegającego na segregacji ras wedle określonego klucza ideologicznego. Przyszłe społeczeństwo nazistowskie miało być oparte na czystej rasie aryjskiej, przyszłe społeczeństwo komunistyczne – na klasie proletariuszy. Tak jeden, jak i drugi system zakładał, że pewne grupy społeczne (np. Żydzi lub właściciele ziemscy) nie mają racji bytu w nowym ładzie. Wykluczenie znaczyło po prostu śmierć. Nazizm za najdoskonalszą formę struktur społecznych uznawał naród, komunizm zaś – proletariat; zarówno nazizm, jak i komunizm negowały indywidualizm jednostek (oprócz wodza: w nazizmie führera, w komunizmie – Stalina, Mao, Pol Pota czy innego pierwszego sekretarza partii), uważając, że każda jednostka powinna podporządkować się narodowi i jego emanacji, czyli państwu. O sile narodu czystej rasy (w komunizmie – proletariatu) miała stanowić jego jedność i solidarność pod kierownictwem elity (kierownictwo NSDAP bądź Komitet Centralny).

 

Komunizm i narodowy socjalizm jednakowo podkreślały konieczność silnej władzy, dyscypliny społecznej oraz bezgranicznego zaufania do wodza i partii. W komunizmie idea wyzwolenia wszystkich państw świata spod ucisku wyzyskiwaczy ograniczała się do proletariuszy, a u podłoża ideologii nazistowskiej leżało głębokie przekonanie o wyższości „rasy” germańskiej nad wszystkimi innymi i związanej z tym predestynacji do rządzenia i panowania nad światem.

 

O ile system komunistyczny oparł swą ideologię na filozoficznych podstawach nauki Marksa, Engelsa i Lenina, to ideologia nazistowska stworzona przez Adolfa Hitlera była połączeniem narodowych mitów romantycznych z wybranymi elementami systemów filozoficznych Nietzschego, Johana Plenge, Hegla i niektórych założeń myśli socjalistycznej Marksa. Podobnie jak nazizm, komunizm miał zniszczyć stary porządek świata, a na jego gruzach miał powstać nowy, wspaniały, sprawiedliwy ład. Ta modyfikacja rzeczywistości dotyczyła także zmiany samego człowieka. Władysław Gomułka, otwierając w roku 1945 I Zjazd PPR, mówił: Chcemy w nowej Polsce zlikwidować do końca wszystko, co w starej Polsce było zmurszałe. (…) Chcemy łamać i będziemy łamać wszystkie przeszkody, jakie staną nam na drodze do tego celu. Nienawidzi nas reakcja nienawiścią warstwy, która wyrokiem ludu skazana została na zagładę. Jeszcze kąsa jadowity gad reakcyjny… Podobnie jak w nazizmie w imię lepszego jutra znoszono swobody obywatelskie, prześladowano religię i duchowieństwo, a majątek prywatny nacjonalizowano. Narodowy socjalizm niemiecki, podobnie jak komunizm, projekt nowego świata rozpoczął od zamachu na wolność i własność. W Mein Kampf Hitler pisał: Człowiek jako jednostka nie ma żadnej wartości w sobie, jeżeli nie służy idei narodowego socjalizmu i rasie aryjskiej. Od momentu przejęcia władzy czy to przez partię komunistyczną, czy przez NSDAP, partia staje się jedynym depozytariuszem prawdy – ona ją podaje masom, przepuszczając przez filtr cenzury i użyteczności (szczytem ironii było nazwanie głównej tuby propagandowej Związku Radzieckiego „Prawdą”). Zgodnie z koncepcją Lenina nie cała klasa robotnicza i nawet nie cała partia jest predestynowana do podejmowania najważniejszych decyzji, ale nieliczna jej awangarda, wedle jego założeń nieomylna i najlepiej dostrzegająca potrzeby klasy robotniczej. Podobne założenia miała NSDAP – decyzje podejmowano tam w ścisłym gronie kierowniczym, które również interpretowało oficjalną ideologię partyjną. NSDAP po objęciu władzy w Niemczech w roku 1933 zlikwidowało federalny charakter państwa, tworząc na wzór radziecki państwo jednolite i scentralizowane. Podobnie jak w Związku Radzieckim zdelegalizowano wszystkie inne partie, ugrupowania polityczne a także organizacje społeczne i zawodowe. NSDAP została więc jedyną partią. Oczywistym następstwem tego kroku stało się objęcie kluczowych stanowisk w administracji państwowej przez nomenklaturę (co zresztą stanowi charakterystyczną cechę lewicy na całym świecie). Historycy oceniają, że 90 procent wszystkich stanowisk państwowych zajmowali członkowie NSDAP. Podobnie działo się w komunizmie – nie do pomyślenia wszak było, by kluczowe stanowisko w administracji państwowej piastował ktoś bezpartyjny. Zarówno partie komunistyczne, jak i NSDAP kontrolowały całość życia społecznego przez podległe sobie organizacje młodzieżowe (np. Hitlerjugend w III Rzeszy czy Komsomoł w ZSRR) i organizacje zawodowe (np. Stowarzyszenie Nazistowskich Nauczycieli, Związek Nazistowskich Prawników etc.). Partia narodowo-socjalistyczna w III Rzeszy, podobnie jak radziecka KPZR, była partią o charakterze masowym – w szczytowym okresie rozwoju liczyła ponad siedem milionów członków (czyli co czwarty Niemiec był zrzeszony w NSDAP).

 

Te same metody

Porównując nazizm i komunizm, nie sposób nie dostrzec podobieństw w strukturach policyjno-militarnych. Pierwszą radziecką instytucją pełniącą rolę policji bezpieczeństwa była CZEKA (Ogólnorosyjska Nadzwyczajna Komisja do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem). Do zadań CZEKI należała szeroko rozumiana walka z „wrogami ludu”. Kolejnym krokiem stało się utworzenie w roku 1917 Narodowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD) – organu administracji, któremu podporządkowano milicję i wojska wewnętrzne. Efektem pracy tych dwu struktur było tworzenie od roku 1918 obozów koncentracyjnych dla osób skazanych wyrokiem sądowym za działalność kontrrewolucyjną bądź o taką działalność podejrzanych. W roku 1930 obozy koncentracyjne podporządkowano Głównemu Zarządowi Obozów (Gułag) stanowiącemu filię NKWD.

 

Analogicznie wyglądała struktura bezpieczeństwa wewnętrznego w III Rzeszy: do walki z opozycją służyły początkowo bojówki partyjne SA, później SS (Sztafety Ochronne), do których zadań należała m.in. kontrola członków partii i samego SA. Następnie powstały: gestapo (Tajna Policja Państwowa) oraz SD (Służba Bezpieczeństwa).

Doświadczenia radzieckie znacznie ułatwiły organizację państwa policyjnego narodowym socjalistom w III Rzeszy, Hitler bowiem, tworząc system bezpieczeństwa, mógł wzorować się na Sowietach. Od roku 1933 zaczęto na terenie Rzeszy tworzyć obozy koncentracyjne (pierwszy w Dachau), do których zsyłano wrogów politycznych. Współcześnie wiedza o obozach koncentracyjnych, o których uczy się młodzież całego świata ku przestrodze potomnych, kojarzy się wyłącznie z miejscami kaźni zgotowanej przez nazistów (o ile nie mówi się wręcz o polskich obozach koncentracyjnych). Przy tej okazji rzadko wspomina się fakt, że komuniści, rozpoczynając swe rządy, zaczynali od „urządzania” obozów koncentracyjnych. Mitem jest nazistowska geneza zbrodni, takich jak gestapowskie tortury, zbiorowe egzekucje w lasach czy pacyfikacje – wszystkie one mają swe korzenie w Sowietach. Rudolf Hess główny organizator obozu w Oświęcimiu zeznał, że Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy przekazał niemieckim komendantom obozów koncentracyjnych szczegółowy tajny materiał dotyczący organizacji obozów na terenie Rosji, który to skrypt miał służyć jako inspiracja i dawać cenne wskazówki przy budowie nazistowskich obozów. Rosjanie w porównaniu z nazistami mieli po prostu większe doświadczenie w tej makabrycznej „branży”.

 

Państwa służb specjalnych

Radziecka policja bezpieczeństwa cieszyła się specjalnymi pełnomocnictwami umożliwiającymi wydawanie wyroków w trybie administracyjnym, co znacznie ułatwiło postępowania sądowe. W roku 1937 poważnie uproszczono procedury sądowe: zniesiono jawność postępowania oraz prawo oskarżonego do obrony, pozostawiając wyrok wyłącznie w gestii NKWD. Stworzono wtedy tzw. trojki – organy quasi-sądowe składające się z pierwszego sekretarza rejonowego partii, prokuratora i przedstawiciela NKWD. Trojka miała prawo wydawać wyroki śmierci, a od jej decyzji nie było odwołania. Partia przy pomocy NKWD likwidowała nie tylko prawdziwych „wrogów ludu”, ale rozprawiała się również z domniemaną opozycją wewnątrz wojska, aparatu bezpieczeństwa i samej partii. W okresie tzw. Wielkiej Czystki w latach 1937-1938 aresztowania objęły całe społeczeństwo radzieckie – ofiarą represji padło wówczas 80 procent kadry oficerskiej (w tym 90 procent generałów) – w większości zasłużonych działaczy rewolucyjnych. Aresztowania objęły wszystkie środowiska: robotników, chłopów, przedstawicieli wolnych zawodów, artystów, inżynierów oraz członków samego aparatu bezpieczeństwa. W celach więzień NKWD nierzadko ofiary spotykały się ze swymi prześladowcami. Szacuje się, że do roku 1938 aresztowano osiem milionów obywateli, co stanowiło około pięciu procent całego społeczeństwa.

Podobnie w III Rzeszy kompetencje wszystkich służb specjalnych (SS, S.A. oraz jednostek do specjalnych poruczeń zwanych Totenkopfverbände) pokrywały się i podlegały wzajemnej kontroli. Terror stosowany przez te organizacje był bardzo skuteczny i działał analogicznie do stosowanego przez struktury NKWD w Związku Radzieckim. Do roku 1934 rozprawiono się z opozycją polityczną, a następnie przystąpiono do czystek w samej partii – zlikwidowano SA, cieszącą się, zdaniem Hitlera, zbyt dużą swobodą. W dalszej kolejności rozpoczęto eksterminację wyznaczonych przez oficjalną ideologię nazistowską „wrogów narodu” – tzw. ludności niearyjskiej – przede wszystkim Żydów. Ich to obarczano odpowiedzialnością za wszystkie niepowodzenia Niemiec w ostatnich dziesięcioleciach: klęskę w I wojnie światowej, rozwój komunizmu i Republikę Weimarską.

 

Jeden kult

Oba totalitaryzmy jednako traktowały ideologię – na wzór prawdy absolutnej, religijnej wiary. Wiarę tę wspomagała rozwinięta na niespotykaną skalę propaganda (w Związku Radzieckim do roku 1959 wydano łącznie 301 015 000 egzemplarzy dzieł Lenina!). Oba reżimy można również rozpatrywać w analogii do manicheizmu lub pewnego rodzaju mistycyzmu. Poprzez ich quasi-religijne ideologie człowiek miał zostać zbawiony od nędzy i wyzysku. Mesjaszem komunizmu miał być proletariusz uwolniony od „grzechu pierworodnego”, czyli nieskażony własnością prywatną, cierpiący w walce o lepszy świat, Kościołem zaś była partia, ze swą obrzędowością, moralnością i prawami oraz urzędem nauczycielskim dbającym o autentyczną interpretację ortodoksji.

 

Zarówno nazizm, jak i komunizm charakteryzuje uznanie nieomylnego autorytetu wodza. W obu tych systemach totalitarnych przywódca łączył w swej osobie funkcję głównego ideologa i podmiotu wszelkich decyzji państwowych – niemal Boga. Stalin cieszył się kultem quasi-boskim. Na jedno jego skinienie podwładni zrzucali w otchłanie miliony wiernych i najwyższych nawet kapłanów. Ideologia komunizmu, nie mogąc poradzić sobie z koniecznym składnikiem boskości, jakim jest nieśmiertelność, musiała skorzystać z propagandy nieustannie głoszącej hasło: Lenin wiecznie żywy.

Na skutek ścisłego podporządkowania społeczeństwa partii doszło do sytuacji, w której wolę przywódcy utożsamiano z wolą klasy robotniczej (w komunizmie) bądź narodu (w III Rzeszy). Wódz współtworzył obowiązującą ideologię i ostatecznie decydował w danym momencie o jej interpretacji. Był ostatnim, najwyższym i niepodlegającym kontroli ośrodkiem decyzyjnym i autorytetem interpretacyjnym, co więcej, tworzył hierarchię wartości i uosabiał moralność (często na plakatach możemy ujrzeć wodza otoczonego wianuszkiem dzieci czy pochylającego się nad problemami rozmaitych grup społecznych). Oficjalne ideologie państwowe nazizmu i komunizmu żądały od obywateli zaufania i ślepego podporządkowania się wodzowi. W obu systemach był on szefem partii i rządu. Jemu bezpośrednio podlegał system bezpieczeństwa, policja polityczna i armia.

 

Wspólny wróg

Zarówno nazizm, jak i komunizm w swoją ideologię wpisały walkę z chrześcijaństwem. Adolf Hitler pisał: Bez klechów można się świetnie obejść. Mają oni w dodatku „perwersyjne skłonności”, a całe to ich chrześcijaństwo jest największym nawrotem ciemnoty, jaki ludzkość kiedykolwiek przeszła. Jednak nigdy nie wolno narodowemu socjalizmowi naśladować religii. Jest jedynie zobowiązany nieustannie naukowo rozbudowywać swoją teorię, która jest niczym więcej, jak hołdem złożonym rozumowi.

Podobne intencje walki z religią przy użyciu naukowego materializmu żywił komunizm. W Polsce objawiło się to m.in. morderstwami dokonywanymi przez IV Departament Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na księżach katolickich.

Bardzo charakterystycznym fragmentem walki – zarówno w komunizmie, jak i w nazizmie – była walka słowem. Wroga pozbawiano w niej cech ludzkich (więc uśmiercanie przychodziło też dużo łatwiej – podobnie jak współcześnie o wiele łatwiej jest „dokonać aborcji” niż zdecydować się na dzieciobójstwo). Stąd też w miejsce posiadacza ziemskiego, pojawił się kułak, w miejsce zaś Żyda, Polaka czy Cygana – wszy, śmierdząca padlina, gady, podludzie. Lenin niejednokrotnie nazywał wrogów klasowych psami i wieprzami obumierającej burżuazji.

Na temat języka nazizmu powstało mnóstwo prac, a ich liczba przewyższa znacznie rozważania na temat języka komunizmu, równie malowniczego i skutecznego jak w przypadku propagandy III Rzeszy. W języku komunizmu dominował nurt tzw. animalizacji. Maksym Gorki pisał w roku 1928, iż jest rzeczą zupełnie naturalną, że proletariat wybija swych wrogów, bo to przecież wszy na zdrowym organizmie. Podobne skojarzenia starali się wywołać naziści w stosunku do Żydów – Żyd-tyfus-padlina-wszy. Częste powtarzanie tej formuły miało na celu kojarzenie Żydów z insektami, chorobą i złem. Skojarzenie to miało obniżyć etyczne kryterium w późniejszym, ostatecznym rozwiązaniu problemu.

 

Idioci jednako pożyteczni

Zadziwiającą rzeczą jest, iż zarówno nazizm, jak i komunizm, znalazły piewców terroru również w kręgach inteligencji (ostatnią osobą płacącą składki na rzecz NSDAP – już po jej delegalizacji w roku 1945 – był światowej sławy filozof Martin Heidegger). Lenin niezwykle trafnie określił ich mianem pożytecznych idiotów. Z ich poparciem o wiele łatwiej dawało się przeprowadzać wszelkie „reformy”. Do dziś pozostaje zagadką, dlaczego oba tak krwawe reżimy znalazły pochlebców, bez których nie mogły się obejść. Trudno rozstrzygnąć, czy sprawiła to zwykła chciwość, słabość charakteru czy może fascynacja siłą lub żądza władzy.

Zachód wobec zbrodni komunizmu zachowywał się wyjątkowo biernie, łatwowiernie dając się manipulować krzewiącym swą ideologię siłom lewicy. Socjalistyczna propaganda nigdy nie spotkała się ze zdecydowaną opozycją. Miażdżąca krytyka, dzięki której ekonomiści ujawnili całą daremność i niepraktyczność planów i doktryn socjalistycznych, do dziś nie dociera do ludzi kształtujących opinię publiczną. Tymczasem sama terminologia komunistyczna jest na tyle nonsensowna, że nie sposób przy odrobinie inteligencji nie zauważyć ogromu jej zakłamania (ot, chociażby, nazwanie okupowanej przez Związek Radziecki części Niemiec Republiką Demokratyczną!).

Z całą pewnością można stwierdzić, że to właśnie intelektualiści promujący socjalizm spowodowali, iż dorastające pokolenie mocno dziś w socjalizm wierzy. To oni bowiem – nikt inny – stworzyli socjalistyczne idee i dokonali indoktrynacji mas. Żaden proletariusz nie przyczynił się do opracowania programu socjalizmu. Marks nigdy nie był w fabryce! Wszyscy piewcy socjalizmu wywodzili się z inteligencji. Przeciętny robotnik zaś nigdy nie czytał ezoterycznych pism Hegla czy manifestów Marksa. Spopularyzowali je właśnie intelektualiści i to właśnie oni są odpowiedzialni za masowe rzezie stanowiące jakże charakterystyczną cechę minionego stulecia.

 

Polak i po szkodzie głupi?

Statystyczny Polak zapytany o historyczną ocenę nazizmu, faszyzmu (te dwie ideologie najczęściej zresztą zostają utożsamione) i komunizmu, nadal łaskawszym okiem spojrzy na komunizm. Oburzać się będzie raczej na zbrodnie „faszyzmu”, nie wiedząc, że w porównaniu z komunizmem są one przecież śladowe. W okresie szczytowego rozkwitu potęgi faszyzmu we Włoszech (lata trzydzieste) liczba więźniów politycznych nigdy nie przekroczyła tysiąca.

Trudno się jednak dziwić – współczesna lewica umiejętnie manipuluje świadomością społeczeństw, skutecznie bazując na zbiorowej amnezji „masy elektorskiej”. Nie miejsce tu na analizę przyczyn owej amnezji, ograniczmy się zatem do przestrogi, iż choć bliźniacze ideologie totalitarne – na szczęście – wylądowały na śmietniku historii, należy zauważyć, że na śmietniku – niestety – czasami coś się rusza.

 

Roman Konik

 

Tekst ukazał się w 9. numerze dwumiesięcznika „Polonia Christiana”.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie