Prezydent Donald Trump, który jeszcze w trakcie kampanii wyborczej obiecywał ograniczyć udział amerykańskich żołnierzy w konfliktach zbrojnych na świecie i skupić się na problemach wewnętrznych, może wciągnąć Amerykę w kolejną wyniszczającą wojnę z Iranem.
Izrael i Arabia Saudyjska, której główny rurociąg został zaatakowany kilka dni temu przez drony i unieruchomiony, w odwecie wraz z koalicją islamską przeprowadza po raz kolejny ciężkie naloty na Jemen.
Wesprzyj nas już teraz!
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Pakistanu w czwartek wezwało Stany Zjednoczone i Iran do zachowania powściągliwości oraz rozwiązania wszystkich problemów poprzez rozmowy w celu uniknięcia konfliktu.
Mohammad Faisal, rzecznik ministerstwa, mówił na konferencji prasowej, że ostatnie wydarzenia w regionie Zatoki Perskiej są bardzo niepokojące, a decyzja Waszyngtonu o „rozmieszczenia lotniskowców i bombowców zwiększyła napięcia i istniejącą niepewną sytuację w zakresie bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie”. Islamabad oczekuje od wszystkich stron powściągliwości, ponieważ błędny ruch może przekształcić się w konflikt na dużą skalę.
Pakistan jest kluczowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w wojnie z terroryzmem od 2001 r. Cieszy się również dobrymi relacjami z sąsiadującym Iranem. Ma wreszcie bliskie związki z Arabią Saudyjską. Kraj usiłuje utrzymywać równowagę między Rijadem a Teheranem.
Izraelskie służby alarmują, że Iran w ostatnim miesiącu był w stanie przemieścić dużą liczbę pocisków na otwartą przestrzeń, potencjalnie sygnalizując siłom amerykańskim, że mogą je w razie potrzeby wykorzystać. Kilka dni temu irańskie drony miały także zniszczyć saudyjskie instalacje naftowe.
Tymczasem „New York Times” donosił kilka dni temu, że amerykańskie bombowce B-52 są już w Zatoce Perskiej i Waszyngton przygotowuje plany przeniesienia do 120 tys. żołnierzy na teren Bliskiego Wschodu. Prezydent USA zaprzeczył pogłoskom, ale nie do końca. Mówił, że w tej chwili nie są przemieszczani, ale nie wyklucza, że na Bliski Wschód może trafić w przyszłości nawet jeszcze więcej „marines”.
Najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei wezwał Straż Rewolucyjną do „pełnej gotowości”, a armię „do przygotowania się na najgorszy scenariusz przeciwko Ameryce i wszystkim krajom w regionie, w których znajdują się bazy amerykańskie, jeśli Waszyngton zdecyduje się na wojnę”. Wcześniej irańscy najwyżsi oficjele mówili, że wojny nie będzie, bo nie opłaca się to ani Iranowi, ani tym bardziej Ameryce.
Według arabskich serwisów informacyjnych, Iran rozmieścił swoje pociski balistyczne, niektóre z nich otwarcie w ramach demonstracji swojej siły wobec Amerykanów.
Według izraelskich źródeł, Iran wysłał wiadomość do wszystkich sąsiadujących krajów, że zniszczy infrastrukturę i bazy wojskowe w każdym kraju, w którym działają siły amerykańskie, jeśli Waszyngton zdecyduje się na atak. Dodano, że zdołano rozmieścić rakiety w taki sposób, by mogły trafić w każdy cel w sąsiednich krajach.
Pociski rozmieszczono także na ternie całego Iranu. Przesłanie jest takie, USA nie będą w stanie zniszczyć wszystkich celów w Iranie naraz i nie będą w stanie powstrzymać Iranu przed wystrzeleniem swoich rakiet. Tak więc obie strony konfliktu poniosą straty. Izraelskie źródła zauważyły, że Irańczycy nie wykluczają ataków na cele cywilne, w tym porty.
Al Mayadeen, libańska agencja informacyjna znana z dobrych kontaktów z Hezbollahem, jako pierwsza poinformowała o ataku na tankowce w Zatoce Perskiej. W miniony weekend w pobliżu Zatoki Perskiej uszkodzono dwa tankowce należące do Arabii Saudyjskiej i norweski statek. W poniedziałek, Saudowie skarżyli się, że był to „akt sabotażu”.
Najwyższy izraelski ekspert wywiadu twierdzi, że Irańczycy na tym etapie wykazują „wielką ostrożność”. Gen. Amos Yadlin, szef niezależnego izraelskiego Instytutu Studiów Strategicznych (INSS), były attaché wojskowy w USA i szef IDF, dyrektor ds. wywiadu zauważył, że ani Irańczycy, ani USA nie chcą wojny, ale „sprawy mogą łatwo wymknąć się spod kontroli, jak to często bywa między Izraelem a Hamasem w Gazie”.
Yadlin dodał, że jeśli najgorsze nadejdzie, Irańczycy będą mieć trzy główne narzędzia do działania: uzbrojone szybkie łodzie z bronią automatyczną, pociski balistyczne i drony przenoszące materiały wybuchowe. Teheran – w jego opinii – po roku „strategicznej cierpliwości” dąży do zwiększenia kosztów prowadzonej polityki przez Amerykanów w związku z nałożonymi sankcjami.
Według Yadlina, obie strony stawiają twarde warunki powrotu do negocjacji. Jednocześnie ostatnie wydarzenia pokazują potencjał eskalacji, który może mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa Izraela. Zasugerował on opracowanie przez Tel Awiw polityki w krótkim, średnim i długim okresie.
Yadlin uważa, że trudności Iranu z USA nasiliły się i „próba ustanowienia oraz zbudowania zaawansowanych zdolności wojskowych Irańczyków w Syrii przeciwko Izraelowi okazała się wielką porażką”, pozostawiając im znacznie mniej opcji do działania.
Od 2018 r. izraelskie siły powietrzne przeprowadziły „o wiele więcej” niż 200 uderzeń na irańskie cele w Syrii, głównie obiekty zbudowane w celu ulepszenia 140 tys. rakiet wyprodukowanych przez Iran dla Hezbollahu w Libanie.
Ze swojej strony Iran wysłał wiadomość do Izraela i USA, zezwalając grupom w Gazie na użycie nowej rakiety Badr-3 podczas masowego ostrzału na Izrael na początku tego miesiąca. Nowa rakieta dostarczona przez Iran ma głowicę o masie 551 funtów i może się pochwalić zasięgiem większym niż 37 mil.
Iran jest w stanie dostarczyć bardziej zaawansowaną wersję Badr z czujnikiem zbliżeniowym, który powoduje jej eksplozję 30 metrów nad ziemią. Głowica ma 1400 metalowych fragmentów, którymi może razić celce w promieniu 1150 stóp.
Według Yaira Ramatiego, byłego szefa izraelskiej dyrekcji obrony ds. rakiet balistycznych „to, co pojawia się w Jemenie, może łatwo znaleźć drogę do innych miejsc, takich jak Liban”.
W ocenie Yadlina, Teheran rozpoczął strategię trójpłaszczyznową: stara się zmusić kraje europejskie do konsolidacji i instytucjonalizacji mechanizmu rekompensaty za amerykańskie sankcje. Aby zachować swój honor narodowy i zniechęcić USA, Iran dąży do zwiększenia kosztów operacji USA i Izraela. Aby zneutralizować Saudyjczyków i ich sojuszników, Teheran grozi Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonym Emiratom Arabskim.
Teheran może atakować amerykańskich żołnierzy w Syrii i Iraku poprzez organizacje zastępcze, ostrzał rakietami lub prowadzenie działalności terrorystycznej przez organizacje z Syrii, Libanu i Strefy Gazy przeciwko interesom USA na Bliskim Wschodzie lub przeciwko Izraelowi.
Yadlin zwraca uwagę na ostrzeżenie Waszyngtonu dla statków operujących w Zatoce o możliwych atakach na tankowce w Cieśninie Ormuz. 12 maja otrzymano już pierwsze doniesienia ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej o atakach na statki handlowe.
Yadlin ocenia, że starcie wojskowe między Iranem a USA – w Zatoce Perskiej, Iraku lub Syrii, czy też zablokowanie Cieśniny Ormuz – nie wpłynie bezpośrednio na Izrael, ale będzie mieć pośrednie implikacje. Izraelowi trudno byłoby wycofać się z wojny. Na razie żadna ze stron nie chce, by eskalacja napięcia wymknęła się spod kontroli – przekonywał.
Sekretarz stanu USA, Mike Pompeo powiedział po rozmowach z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem w Soczi we wtorek, że USA „zasadniczo” nie chcą wojny z Iranem, dodając zwykłe ostrzeżenie: „Wyjaśniliśmy też Irańczykom, że jeśli interesy amerykańskie zostaną zaatakowane, na pewno odpowiemy w adekwatny sposób”.
Przywódca Iranu Ajatollah Ali Chamenei tweetował: „My też nie chcemy wojny”. A rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Iranu Seyyed Abbas Mousavi stwierdził w poniedziałek, że incydenty z udziałem statków były „alarmujące i godne pożałowania”. Faktem jest jednak, że ktoś próbował wysadzić w powietrze cztery tankowce i zaatakować saudyjskie zakłady naftowe.
Z powodu wzrostu napięcia, Londyn podniósł poziom zagrożenia brytyjskiego personelu w Iraku. W stan pogotowia postawione są służby w Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie i Katarze.
Tymczasem państwowa saudyjska gazeta wzywa do „chirurgicznych” uderzeń USA w odwecie przeciwko rzekomym zagrożeniom ze strony Iranu.
Arab News opublikował w czwartek artykuł w języku angielskim, argumentując, że po incydentach w tym tygodniu przeciwko celom energetycznym Arabii Saudyjskiej, następnym logicznym krokiem „powinny być „ataki chirurgiczne”.
W artykule wstępnym napisano, że naloty USA w Syrii, kiedy rząd był podejrzewany o użycie broni chemicznej przeciwko cywilom, „ustanowiły precedens”. Dodano, że „jasne jest, iż sankcje (USA) nie wysyłają właściwego komunikatu” i że „musi być mocne uderzenie” w Iran.
Napisano, że „Iran nie może pozostać bezkarny … W naszym [rozważanym – red.] ujęciu musi istnieć odstraszająca i karna akcja, aby Iran wiedział, że żaden złowrogi akt nie pozostanie bezkarny; takie działanie, naszym zdaniem, powinno być skalibrowanym uderzeniem chirurgicznym”.
Dzień wcześniej szef irańskiej IRGC twierdził, że kraj jest „na granicy pełnej konfrontacji z wrogiem. To taki moment w historii, w którym wróg wszedł na pole konfrontacji z wszelkimi możliwościami irańskimi i jest najbardziej decydującym momentem rewolucji islamskiej.” Gen. Hossein Salami wcześniej zagroził „trójkątowi” USA, Arabii Saudyjskiej i Izraela, a w 2015 r. powiedział, że Iran „z zadowoleniem przyjmie” wojnę ze Stanami Zjednoczonymi.
„Rijad stale ostrzega światowych przywódców o niebezpieczeństwach, jakie stwarza Iran” – czytamy w „Arab News”, która dodaje, że nadszedł czas, by Iran nie tylko ograniczył ambicje dot. broni nuklearnej, ale ważne jest dla świata, aby upewnić się, że Teheran nie będzie miał środków na wsparcie swojej sieci terrorystycznej w całym regionie.
W środę minister obrony Iranu ogłosił, że Iran „pokona front amerykańsko-syjonistyczny”, a dzień wcześniej Ajatollah Chamenei mówił, że „kontrola wielu spraw spoczywa w rękach społeczeństwa syjonistycznego, ponieważ Waszyngton traktuje priorytetowo interesy Izraela nad wszystkimi innymi”.
Ewentualna wojna z Iranem będzie „wyzwalaczem” regionalnego konfliktu. Istnieje niebezpieczeństwo wywołania wojny zastępczej, najprawdopodobniej w Iraku.
Według „Guardiana” Qassem Suleimani, przywódca elitarnych jednostek irańskich Quds miał „niedawno spotkać się z bojownikami irackimi w Bagdadzie i powiedział im, aby przygotowali się do wojny zastępczej”.
Brytyjski minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt mówił w poniedziałek, że „bardzo martwi się ryzykiem wybuchu konfliktu przez przypadek z niezamierzoną eskalacją” – Potrzebujemy okresu spokoju, aby upewnić się, że wszyscy rozumieją, co myśli druga strona – przekonywał.
W czwartek Wielka Brytania podniosła poziom zagrożenia dla personelu wojskowego i dyplomatycznego w Iraku, a Hunt kontynuował rozmowy z sekretarzem stanu USA Mike’em Pompeo odnośnie sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Ambasador Iranu przy ONZ przekonuje, że Islamska Republika nie jest zainteresowana eskalacją napięć regionalnych, ale ma „prawo się bronić”. Majid Takht-e Ravanchi wygłosił komentarze w czwartkowym wywiadzie dla jednej z gazet. Ravanchi powiedział: „Nie interesuje nas eskalacja napięć w naszym regionie. Jeśli coś pójdzie nie tak, wszyscy przegrają”.
Dodał jednak: „Jest naszym prawem być przygotowanym. To nasze prawo do obrony”. Oskarżył USA i kraje regionalne o fabrykowanie „fałszywych zarzutów” pod adresem Teheranu.
Iran ogłosił także, że jest gotowy na wysublimowane ataki cybernetyczne. Islamska Republika postanowiła zwiększyć swoje możliwości cybernetyczne w 2011 r., po tym, jak wirus komputerowy Stuxnet zniszczył tysiące wirówek biorących udział w programie jądrowym. Twórcą wirusa Stuxnet mieli być amerykańscy i izraelscy specjaliści.
W związku z atakiem dronowym na jeden z głównych rurociągów Arabii Saudyjskiej, Saudowie wszczęli w czwartek rano ciężkie naloty na Jemen. Ministerstwo zdrowia Jemenu donosi o wielu ofiarach śmiertelnych. Tylko w wyniku porannych nalotów miało zginąć m.in. czworo dzieci i sześć dorosłych osób, a czterdzieści jeden, w tym dwie kobiety narodowości rosyjskiej, zostało rannych.
Czwartkowe naloty pojawiły się po tym, jak wspierani przez Jemen rebelianci z Houthi, kontrolujący stolicę, rozpoczęli wtorkowy atak dronem na krytyczny ropociąg w Arabii Saudyjskiej, największego rywala Teheranu w regionie.
Finansowany przez Katar satelitarny nadawca wiadomości stacja Al-Jazeera podała, że Doha próbuje „rozładować eskalujące napięcia” w Zatoce Perskiej. Katarski minister spraw zagranicznych, szejk Mohammed bin Abdulrahman Al Thani udał się do Teheranu. Katar jest gospodarzem głównej kwatery dowództwa wojskowego USA w swojej rozległej bazie lotniczej Al-Udeid. Stacjonuje tam kilka bombowców B-52 wysłanych przez Biały Dom w związku z ostatnią eskalacją napięcia między Waszyngtonem a Teheranem. Katar zbliżył się dyplomatycznie do Iranu, po blokadzie ze strony czterech innych krajów arabskich, sprzymierzonych z Izraelem.
Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA, John Bolotn w środę powiedział, że istnieje „bezpośrednie” zagrożenie dla amerykańskiego personelu i jego sojuszników w Iraku ze strony irackich bojówek, rzekomo kontrolowanych przez Teheran. Departament Stanu USA nakazał częściową ewakuację ambasady USA w Bagdadzie i konsulatu w Arbil.
Europejscy sojusznicy Waszyngtonu zachowują dystans, domagając się spokoju i wyrażając zaniepokojenie eskalacją wojskową.
Co ciekawe, siły brytyjskie, holenderskie i niemieckie z międzynarodowej koalicji przeciwko ISIS, stacjonujące w Iraku i Syrii bagatelizują bezpośrednie zagrożenie ze strony Iranu. Odwołano jedynie szkolenia irackich służb. Hiszpania odwołała fregatę towarzyszącą amerykańskiej grupie zadaniowej.
Amerykańskie media donoszą, że do wojny z Iranem – poza Saudami i Izraelitami – prą Bolton i Republikanie w Kongresie. Uważają oni, ze dyplomacja z Teheranem jest „daremna” i, że reżim zareaguje na ogromną presję gospodarczą w razie potrzeby przy pomocy siły militarnej.
„Zachowanie i cele reżimu nie zmienią się” – mówił John Bolton na konferencji zorganizowanej przez irańską grupę opozycyjną już w 2017 r. „Dlatego jedynym rozwiązaniem jest zmiana samego reżimu”.
Dla izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, Iran stanowi egzystencjalne zagrożenie dla narodu żydowskiego, ze względu na ideologię, poparcie bojówek w Libanie, Syrii i innych miejscach, a przede wszystkim, z powodu ambicji nuklearnych.
Podczas gdy Netanjahu czerpie korzyści polityczne ze swojego twardego stanowiska wobec Iranu, jego poglądy odzwierciedlają poważne obawy dotyczące tego, co Teheran uzbrojony w broń jądrową mógłby oznaczać dla Izraela – uważa Ilan Goldenberg, starszy pracownik Centrum Bezpieczeństwa Amerykańskiego, który zajmował się rozwiązaniem konfliktu izraelsko-palestyńskiego w Departamencie Stanu za administracji Obamy.
– Jemu mniej chodzi o politykę, ale przekonanie, że Iran jest prawdziwym zagrożeniem – ocenił Goldenberg. – Zdaniem Netanjahu, nie ma sposobu na znalezienie wspólnej płaszczyzny porozumienia z Iranem i jedynym rozwiązaniem jest albo zmiana reżimu, albo całkowita kapitulacja – tłumaczył.
Jeszcze w lutym, przy okazji konferencji w Warszawie Netanjahu powiedział w hebrajskim wideo opublikowanym w mediach społecznościowych oraz w anglojęzycznym tweecie, że Izrael i kraje arabskie dyskutują o tym, jak „wspierać wspólny interes wojny z Iranem”. Jego biuro później usunęło wpis, zastępując go wezwaniem do „zwalczania Iranu”.
Dla Arabii Saudyjskiej program nuklearny Iranu jest mniej priorytetowy – oceniają eksperci i byli urzędnicy. Zamiast tego, Saudyjczycy postrzegają Iran jako zagrożenie dla władzy i statusu królestwa w regionie.
12 czerwca prezydent Andrzej Duda ma rozmawiać o sprawach bezpieczeństwa i sytuacji na Bliskim Wschodzie z prezydentem Donaldem Trumpem.
Źródło: reuters.com / al.-monitor.com / aspenddailynews.com / france24.com / nytimes.com / nbcnews.com / breakingdefense.com / forbes.com / arabnews.com
Agnieszka Stelmach