14 marca 2012

Od chwały do poniżenia

W historii świata nie znajdziemy ani jednego przypadku kraju czy narodu, który nie zostałby pokonany militarnie, kulturowo lub też całkowicie przez wrogów wyeliminowany, gdyby wcześniej jego własne wady, grzechy i słabości nie przygotowały pod tę klęskę gruntu. O wspaniałym okresie średniowiecza, w którym świeżo ochrzczone narody w czasie stosunkowo nieodległym od barbarzyństwa przodków wybiły się na wyżyny cywilizacyjne, jeden z wielkich jego piewców, profesor Plinio Corrêa de Oliveira, mówił, że za jego upadkiem stoją grzechy konkretnych osób. To one, będąc powołanymi przez Opatrzność do spraw wielkich, sprzeniewierzywszy się swemu powołaniu, powstrzymały potok łask i skierowały wydarzenia na inne tory. Podobnie wspaniała i dumna Rzeczpospolita – u szczytu swej sarmackiej potęgi głucha na przestrogi posłanego przez Opatrzność proroka – padła podczas „potopu” szwedzkiego, a później rozbiorów, ofiarą grzechów i zaniedbań własnych obywateli.

 

Okres końca XVI i początku XVII wieku określa się w historiografii Rzeczypospolitej Obojga Narodów mianem polskiego „złotego wieku”. Mieszkańcom tego wielkiego i żyznego kraju żyło się lepiej i dostatniej w porównaniu do wielu europejskich sąsiadów. Coraz dynamiczniej rozwijał się handel, i to nie tylko wewnętrzny, bo polskie zboże i bydło docierały do państw zachodnioeuropejskich, czyniąc nasz kraj znaczącym eksporterem tych produktów. Sytuacja polityczna wydawała się stabilna, a – o czym dziś można tylko marzyć – mocarstwowa pozycja Polski na kontynencie dość mocno ustabilizowana. Do końca XVI wieku kraju nie nękały wojny domowe ani na tle politycznym ani religijnym. Mieszkańcy Rzeczypospolitej nie kryli poczucia wyższości wobec sąsiadów i częsty dawali temu wyraz w licznych pochwałach panującego ustroju – demokracji szlacheckiej.

Wesprzyj nas już teraz!

Po haniebnej sekularyzacji Zakonu Krzyżackiego i przejściu na protestantyzm całych niemal Prus Książęcych, na co nieroztropnie i krótkowzrocznie zgodziła się Polska Zygmunta Starego, wrogowie zewnętrzni chwilowo nie stanowili większego zagrożenia. Podpisany z Turcją „wieczysty pokój” na pewien czas oddalił starcie z tą antychrześcijańską potęgą. Zdarzały się jedynie walki z Moskwą, ale toczone daleko na obrzeżach potężnego państwa polsko-litewskiego a nierzadko na terenach przeciwnika. Rzeczpospolita zajmowała powierzchnię niemal miliona kilometrów kwadratowych, rozciągając się na bezkresnych obszarach od Bałtyku do Morza Czarnego. Politycznie, kulturowo i wreszcie cywilizacyjnie królestwo Jagiellonów, Batorego i Wazów stało w czołówce największych potęg ówczesnego świata.

 

Pycha zaślepia

Pomimo wszystko, to stosunkowo młode królestwo i jego mieszkańcy nadal potrzebowali pracy ewangelizacyjnej, w wielu bowiem aspektach pozostawali barbarzyńcami, co zresztą nie stanowiło wcale odosobnionego przypadku wśród ludów ówczesnej Europy. Wystarczy w odniesieniu do naszych przodków wspomnieć choćby niektóre absurdalne i nieznające umiaru zwyczaje kulinarne czy pozostałe w wielu miejscach zabobony i kulty pogańskie. Na drodze do budowania chrześcijańskiego porządku państwa i realizowania misji cywilizacyjnej na Wschód stanęło z pewnością przekonanie narodu szlacheckiego o własnej wyjątkowości i doskonałości systemu „złotej wolności szlacheckiej”. Przecież to w jej imię, w ramach pacta conventa konfederacji warszawskiej, domagano się swobód i dostępu do urzędów dla radykalnych rewolucjonistów społecznych, którzy w imię wolności ­religijnej ­walczyli z kształtowanym przez wieki pod wpływem katolicyzmu porządkiem społeczno-politycznym.

Czyż nie ta – bezkrytycznie do dzisiaj wychwalana – idea „złotej wolności” stała za uporczywym ograniczaniem władzy królewskiej i ograniczaniem swobód dwóch niższych stanów: mieszczańskiego i kmiecego? Czy to nie w imię owej „wolności” wzniecano rokosze przeciwko jakimkolwiek próbom wzmocnienia pozycji króla, jak choćby za panowania Zygmunta III Wazy? Wystarczy sobie przypomnieć postulaty rokoszan walczących z rzekomym dążeniem króla do absolutum dominium i domagających się – za podszeptem protestanckiej części szlachty – wygnania z Polski jezuitów. Czy to nie szlachta wreszcie, po strasznych doświadczeniach „potopu” szwedzkiego, właśnie w imię „złotej wolności” wzniecając kolejny rokosz, zmusiła do abdykacji – wybranego przecież w wolnej elekcji – swojego króla Jana Kazimierza, który w poniżeniu opuścił kraj i niedługo po tym zmarł?

 

Przytulisko heretyków

W imię tej wolności i tolerancji, której obrona stanie się później pretekstem do wtrącania się Rosji i Prus w sprawy polskie, w XVI stuleciu – kiedy cały Kościół opierał się szalejącej w Europie reformacji – w katolickiej Rzeczpospolitej znajdowały schronienie wszystkie sekty protestanckie. Dlatego właśnie jeden z najznamienitszych umysłów epoki, kardynał Stanisław Hozjusz używał w odniesieniu do Polski określenia przytulisko heretyków. Sprzyjała temu, niestety – wbrew zobowiązaniom koronacyjnym nakazującym obronę prawdziwej religii – niezaangażowana postawa ostatniego na polskim tronie Jagiellona – Zygmunta Augusta.

Dziewiętnastowieczny badacz Maurycy Dzieduszycki nie pozostawia na postawie tego króla, a już zwłaszcza na tak do dzisiaj mitologizowanej osobie królowej matki, Bony Sforzy, suchej nitki: Zastały [herezje] dwór polski pod wpływem Bony scudzoziemczały, kiedy ta dumna, łakoma i lubieżna kobieta nauczyła Polaków nieznanych im dotąd rozkoszy i przepychów. (…) Aby zatrzymać przy sobie władzę, wychowywała przy sobie młodego Zygmunta Augusta w kole rozwiązłych kobiet i pochlebców, przy tańcach, biesiadach i nocnej rozpuście. O religii słyszał tylko królewicz jak o jednej ze sprężyn panowania, a ojcowskie przykłady, obok pobłażania dla żony, nie przeważyły przyrodzonej w królewiczu do matki skłonności.


W roku 1556 król nadał innowiercom przywilej uwalniający ich spod jurysdykcji biskupiej i zezwolił szlachcie na swobodny wybór kaznodziejów w swych dobrach. W praktyce zmuszało to chłopów podporządkowanych szlachcie do przyjęcia wiary wyznawanej przez właściciela ziemi. Sam zaś Zygmunt August oświadczył: Niech nikt nie myśli, że zastosuję kiedykolwiek surowe środki, by nakłonić kogoś do wiary, lub zadam gwałt czyjemuś sumieniu. Nie leży to w moich intencjach, gdyż nie do mnie należy wprowadzanie wiary.


Sprzyjała temu sytuacja wewnątrz polskiego Kościoła, bowiem szesnastowieczny episkopat polski składał się ze „światowców” – trzeba przyznać: zdolnych dyplomatów o wysokiej kulturze humanistycznej, brylujących na salonach, ale zazwyczaj wykazujących niewielką troskę apostolską (samo narzuca się porównanie ze współczesnymi wyznawcami „kultu świętego spokoju”). Potwierdzają to relacje pierwszych jezuitów odwiedzających ziemie polskie w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XVI wieku. Określali oni wielu polskich biskupów jako religijnie obojętnych, bezradnych wobec agresywnej inwazji reformacji. Stan ów był w dużej mierze rezultatem polityki Jagiellonów i samej królowej Bony. Dzięki papieskim przywilejom dwór dobierał sobie biskupów i prałatów przydatnych bardziej z punktu widzenia interesów bieżącej polityki, niż roli, jaką winni odgrywać dla Kościoła.

 

Tolerancja – rewolucja

Ruch reformacyjny tymczasem związany był nie tylko z nowinkami religijnymi – towarzyszyły mu rewolucyjne koncepcje przebudowy państwa w duchu egalitarnym. Odrzucenie władzy papieża, zarówno w wymiarze duchowym, jak i świeckim, stanowiło wszak jeden z najgorętszych postulatów nowej wiary. To właśnie reformacja w wydaniu luterańskim – a nie jezuici – przyczyniła się do znacznego wzmocnienia pozycji władzy świeckiej, co doprowadziło później do tzw. oświeconego absolutyzmu, czyli władcy stojącego ponad prawem i będącego najwyższym suwerenem. Protestantyzm: dziecko humanizmu – jak pisał Stanisław Załęski, dziewiętnastowieczny znawca dziejów zakonu jezuitów – obaliło średniowieczny porządek hierarchiczny, wprowadzając model „rządów sumienia” w miejsce katolickiej koncepcji władzy króla podporządkowanego papiestwu.

W Rzeczypospolitej szlacheckiej, tak często ograniczającej władzę króla, poparcie i zainteresowanie zyskał nie luteranizm, a kalwinizm, znajdując zwolenników zarówno wśród szlachty, jak i magnaterii. Wiązało się to głównie z zawartymi w nim tendencjami demokratycznymi i osłabiającymi władzę królewską założeniami. Szlachta polska, nawiązując do postulatów kalwinizmu, podkreślała konieczność uzależnienia władzy państwowej od reprezentacji społeczeństwa. Ponadto, z kalwinizmu wyprowadzano prawo szlachty do występowania przeciwko władzy króla. Wpływy i znaczenie kalwinistów na tyle urosły w siłę w Rzeczypospolitej, że wysunęli oni w roku 1522 projekt utworzenia polskiego Kościoła narodowego. Miało to doprowadzić do podporządkowania Kościoła państwu (głową Kościoła miał być król) i zintegrowania w obrębie takiej wspólnoty wszystkich wyznań chrześcijańskich w królestwie. Na szczęście próby owe zakończyły się kompletnym fiaskiem, jednak protestanci co pewien czas na sejmach ponawiali projekty stworzenia narodowego Kościoła.

Ustrojowe postulaty luteranizmu i kalwinizmu – choć dla ówczesnego porządku rewolucyjne – nie były jednakowoż głosami najbardziej radykalnymi. Pojawiły się przecież prekomunistyczne doktryny anabaptystów oraz antytrynitarzy (w Polsce zwanych braćmi polskimi bądź arianami). Bracia polscy występowali przeciwko feudalnemu porządkowi państwa, wysuwając postulaty radykalnej przebudowy społecznej. Stanęli przeciwko tak oczywistej dla porządku ówczesnego państwa sankcji prawnej, jaką była kara śmierci. Potępiali urzędy i wszelkiego rodzaju wojny. Ów radykalizm postawy prowadził ich więc nie tylko do odmowy udziału w wojnach czy krytyki sądownictwa, ale także do sprzeciwu wobec obejmowania urzędów i płacenia podatków. Polscy arianie domagali się od szlachty rezygnacji z posiadania własności prywatnej i żądali utrzymywania się z pracy własnych rąk. Obserwując doktrynę religijną arian, ówcześni kaznodzieje katoliccy dostrzegali w niej nie tylko samą stronę religijną, ale wręcz zaczątki postawy areligijnej, deizmu czy nawet ateizmu. Oto religia wasza zaprowadzi was prędko do ateizmu – stwierdza dominikanin o. ­Fabian ­Birkowski, kierujący te słowa do braci polskich w 1632 roku. Warto więc pamiętać, ile wspólnych cech i postulatów miała reformacja protestancka i następujące po niej wiele lat później rewolucje: francuska i bolszewicka.

 

Od złotej wolności do niewoli

Wszystkie wspomniane powyżej błędy i fałszywe prądy religijne dotarły do Rzeczypospolitej w sytuacji jej ekonomicznego i kulturowego dobrobytu, przy jednoczesnym pogłębianiu się w kraju anarchizacji życia politycznego, narastaniu tendencji egalitarnych, gnuśności i upadku obyczajów, nie wspominając nawet o stale wzrastającej i niczym niekontrolowanej hegemonii szlachty, podporządkowującej sobie mieszczan i chłopów na skalę niespotykaną na zachodzie Europy.

Właśnie na przestrzeni XVI i XVII wieku sytuacja materialna i społeczna stanu kmiecego stawała się coraz gorsza. Miast dynamicznego rozwoju społecznego i materialnego, jaki był udziałem chłopów w Rzeczypospolitej jeszcze w XV wieku, kolejne dwa stulecia dominacji szlachty postawiły chłopów w pozycji niemal niewolniczej. Przed takim stanem przestrzegał ks. Piotr Skarga, który łupiestwo szlachty wobec ubogich i bezbronnych ukazywał jako sprzeniewierzenie się ideałom rycerskim i zwracał uwagę, iż w żadnym kraju katolickim nie było miejsca na podobną niesprawiedliwość: Powiedacie sami, iż nie masz państwa, w którym by bardziej poddani i oracze uciśnieni byli pod tak absolutum dominium, którego nad nimi szlachta bez żadnej prawnej przeszkody używa. Widząc w owej postawie szlachty zamach na relacje, jakie winny cechować hierarchicznie zorganizowane społeczeństwo chrześcijańskie, wybitny ów myśliciel i kaznodzieja wzywał do powrotu stanu panującego jeszcze sto lat wcześniej, kiedy to chłopi cieszyli się możnością zwracania się ze skargami na niesprawiedliwe traktowanie bezpośrednio do króla.

I tak oto dostatni a potężny jeszcze kraj stopniowo ogarniała anarchia i prywata, w których ślad podążał brak troski o to, co sami jakże chętnie zwali Rzecząpospolitą, czyli dobrem wspólnym. Szerzące się w kraju nowinki religijne i niebezpieczne prądy coraz głębiej podkopywały jedność państwa i wierność autorytetowi Kościoła. Toteż wkrótce – zgodnie z proroctwami Skargi – brak szacunku dla własnego króla i jego władzy oddał naszych przodków pod obce panowanie. Krok po kroku potęga dumnego narodu i państwa zmierzała w kierunku przepowiadanych przez księdza Piotra kar, których skutki odczuwamy do dzisiaj.

Sławomir Skiba

Tekst ukazał się w nr 19 dwumiesięczniku ” Polonia Christiana”

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie