Po licznych, nieudanych i w latach już liczonych próbach zmobilizowania „postępowych sił” wewnątrz polskiego Kościoła, środowisko „Gazety Wyborczej” w połowie grudnia ubiegłego roku przystąpiło do ostatniej być może batalii. Pochylający się nad serią problemów polskiego duchowieństwa, w tym i hierarchii kościelnej, czołówkowy tekst jednego z wydań tej „kochającej Kościół” gazety nosił znamienny tytuł: Winy mojego Kościoła.
Przyczynkiem do kolejnej próby pchnięcia na lepsze tory kursu polityki wewnątrzkościelnej, stał się list lubelskiego dominikanina Ludwika Wiśniewskiego do nuncjusza apostolskiego w Polsce, arcybiskupa Celestina Migliore. Pismo do swojej wiadomości otrzymali również prymas Polski arcybiskup Józef Kowalczyk, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Józef Michalik, a także metropolita lubelski arcybiskup Józef Życiński oraz metropolici: warszawski, kardynał Kazimierz Nycz, oraz krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz. List wprawdzie wysłany został do nuncjatury jeszcze we wrześniu, ale z sobie tylko znanych przyczyn GW postanowiła ujawnić go na chwilę przed Świętami Bożego Narodzenia.
Wesprzyj nas już teraz!
Korespondencja dominikanina z Lublina do nuncjusza – która za czyimś (?) pośrednictwem trafiła do redakcji GW (sic!) – zawiera listę siedmiu niepokojących spraw, które trapią polski Kościół. Są nimi m.in. swoisty triumfalizm, jaki zapanował wśród duchowieństwa po upadku systemu komunistycznego, przed którym miał przestrzegać za życia ksiądz Józef Tischner, ponadto, gorszący podział w polskim episkopacie, objawiający się przez popieranie inicjatyw i dzieł formalnie katolickich, a w rzeczywistości pogańskich, bo jątrzących i dzielących społeczeństwo i Kościół. Jako przykład takich inicjatyw ojciec Wiśniewski podaje „Nasz Dziennik” oraz wypowiadających się na jego łamach biskupów i innych duchownych. Wymienia w tym miejscu także sprawę obrony krzyża, która w jego odczuciu nie była obroną, ale walką z Prezydentem i Rządem oraz podkopywaniem ich prestiżu.
Dalej autor listu do nuncjusza wylicza kolejne „bolączki”: „zarażenie” ponad 50 procent duchowieństwa ksenofobią, nacjonalizmem i antysemityzmem, upolitycznienie i upartyjnienie kazań i homilii. Kolejnego problemu dominikanin doszukuje się w duchownych i świeckich grupach fundamentalistycznych, których nie wolno lekceważyć, bo przez ich pryzmat ludzie młodzi postrzegają dzisiaj Kościół i to one odpychają coraz szersze rzesze młodych od Kościoła i udziału w liturgii (sic!). W kolejnym punkcie, wymieniając skądinąd słuszne wątpliwości dotyczące niezałatwionych spraw współpracy duchownych z komunistycznym państwem, dominikanin po swojemu stara się narzucić ocenę tzw. tajnych współpracowników, stwierdzając, że nie można nikogo z nich oskarżyć o współpracę z komunizmem, można co najwyżej zarzucić im naiwność.
Podobną wyrozumiałością zakonnik z Lublina nie wykazuje się już jednak w stosunku do wspomnianego wcześniej Radia Maryja, w sprawie którego domaga się zdecydowanych działań biskupów, albowiem jest to miejsce, gdzie miesza się wiarę z pseudopolityką! Za normalne jednak – bo pominięte milczeniem w liście – uznaje najwyraźniej ojciec Wiśniewski zaangażowanie niektórych duchownych po stronie aktualnej władzy… Bez zażenowania odważa się dalej w swym piśmie krytykować nominacje biskupie i samych biskupów, w przemówieniach których chciałby słyszeć więcej skromności i pokory.
Jako remedium na wymienione przez siebie problemy ojciec Wiśniewski proponuje między innymi wielkie debaty i powołanie w tym celu zespołów złożonych z najbardziej kompetentnych autorytetów – zarówno z laikatu, jak i duchowieństwa. Można się domyślać, że ojciec Wiśniewski nie widzi w tych zespołach miejsca dla przedstawicieli grup fundamentalistycznych, Radia Maryja oraz ponad 50 procent duchownych „zarażonych” ksenofobią, nacjonalizmem i antysemityzmem, a być może i dla wielu biskupów popierających takie tendencje…
Kto zatem winien być ekspertem? Może – obok światłej części duchowieństwa, pozostającego jednakże w mniejszości – drukująca owe tezy, żywotnie zainteresowana dobrem Kościoła redakcja? Ona przecież w tym samym numerze wtóruje listowi do nuncjusza komentarzem swojej dziennikarki zatytułowanym Takiego listu Kościół nie może zlekceważyć. Tako rzecze „Wyborcza”, której – w przeciwieństwie do „Naszego Dziennika” – z pewnością nie można zarzucić pogaństwa. W komentarzu do listu przypomina przecież, że na odwagę takiej krytyki zdobyli się już wcześniej „eksksięża”, których opinie były jednak (o zgrozo!) dezawuowane jako głos odszczepieńców. Zbyt wiele obserwowaliśmy sytuacji, które nie służyły demokracji – utyskuje autorka komentarza i wylicza jednym tchem – nadużycia w Komisji Majątkowej, odsądzanie od czci i wiary zwolenników in vitro (sic!), rozpolitykowanie księży czy popieranie przez biskupów Radia Maryja i „Naszego Dziennika”. Dalej dziennikarka ponagla Kościół, aby wstąpił na drogę reform i za przewodem wskazań ojca Wiśniewskiego do powołania zespołów do spraw religii w szkole, problemów relacji państwo-Kościół i mediów ojca Rydzyka.
To dziś kościelne być albo nie być – przepowiada GW. Kto odpowie na apel ojca Wiśniewskiego, miłującej Kościół gazety i ruszy z posad bryłę świata, dowiemy się niebawem. Być może będzie to już ostatni wysiłek „odnowy” przed przygotowywanym atakiem na skostniałe i fundamentalistyczne struktury Kościoła w Polsce.
Sławomir Skiba
Tekst ukazał się w nr 18 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”