7 marca 2012

Rewolucja „braci” i „kuzynów”

(Błogosławiony Pius IX)

Upadek Napoleona i postanowienia Kongresu Wiedeńskiego (1815) oznaczały dla Półwyspu Apenińskiego powrót do państw włoskich ich legitymistycznych władców. Do Królestwa Neapolu powrócili Burbonowie, do Piemontu Sabaudowie, do Lombardii i środkowych Włoch – Habsburgowie, natomiast papież Pius VII ponownie objął rządy w Rzymie i w całym Państwie Kościelnym. Powrót starych dynastii nie oznaczał jednak przywrócenia w pełni legitymistycznego, przedrewolucyjnego porządku w Italii.

 

Należy bowiem pamiętać, że epoka wojen rewolucyjnych i napoleońskich przyniosła ze sobą nie tylko zniszczenia wywołane kolejnymi francuskimi okupacjami, ale również postawiła po raz pierwszy problem zjednoczenia Włoch. W cieniu wyniesienia Napoleona Bonapartego na cesarza Francuzów (1804) znalazł się fakt dokonanej niewiele później w Pawii (tradycyjnym miejscu koronacji królów longobardzkich słynną żelazną koroną) jego intronizacji na „króla Włoch”. Podobnie jak w Niemczech (tworząc chociażby Związek Reński w 1806 r. na gruzach Świętego Cesarstwa Rzymskiego), również w Italii Napoleon stał się prekursorem zjednoczenia rozbitego dotąd pod względem politycznym kraju.

Wesprzyj nas już teraz!

 

To napoleońskie dziedzictwo polegało również na tym, że zarówno we Włoszech, jak i w Niemczech program zjednoczenia kraju był formułowany od początku w zdecydowanej opozycji do Kościoła katolickiego. Kościół i katolicyzm był postrzegany jako jedna z głównych przeszkód na drodze do osiągnięcia politycznej jedności. W Italii dochodziła do tego specyficzna sytuacja wywołana faktem istnienia (od VIII wieku) Państwa Kościelnego ze stolicą w Rzymie.

 

Rozdrobnienie Włoch leży przede wszystkim w interesie dynastii i papiestwa, bo zjednoczenie oznacza utratę przez nich władzy w ich państwach – oto w jaki sposób przebiegał sposób rozumowania środowisk liberalnych i demokratycznych, które od 1815 roku będą kontynuować napoleoński program. A więc patriota to republikanin i antyklerykał. Nie tylko zresztą antyklerykał, ale w ogóle przeciwnik religii objawionej tout court. Taką właśnie duchową i intelektualną formację zapewniała przede wszystkim masoneria, z której na początku XIX wieku wyrosła jej włoska odmiana – karbonariusze (carbonari, „węglarze”). Od swojego pierwowzoru „węglarze” przejęli wzory organizacyjne (podstawową jednostką nie była tutaj loża, ale „namiot”), obrzędowość (inicjacja na mistrza karbonariuszy była bluźnierczym naśladowaniem Męki Pańskiej) oraz pseudoreligijność, kwestionującą istnienie osobowego Boga.

Zwracający się do siebie per dobry kuzynie karbonariusze w odróżnieniu od wolnomularzy byli bardziej radykalni pod względem politycznym i społecznym. W „namiotach” o wiele bardziej niż w lożach głoszono ultrademokratyczne hasła, a za swoich najpoważniejszch wrogów karbonariusze uważali „tyranów”.

 

Państwo Kościelne na celowniku

Nieprzypadkowo pierwszym celem „tyranobójczych” działań karbonariuszy stało się Państwo Kościelne. W 1817 roku wzniecili oni w okręgu Macerata antypapieskie powstanie, szybko stłumione przez wojska papieskie. Trzy lata później kolejnym celem węglarzy stało się burbońskie Królestwo Neapolu, gdzie wzniecona przez nich rebelia (do której dołączyło wielu wojskowych i oficerów – „braci lożowych”) zmusiła Ferdynanda I do zaprzysiężenia konstytucji na wzór niedawno przyjętej konstytucji hiszpańskiej. W 1821 roku karbonariusze przystąpili do akcji w Piemoncie. Tam król Wiktor Emmanuel I abdykował na rzecz swojego brata Karola Feliksa. Ruch karbonariuszy został stłumiony dopiero przez interwencję wojsk austriackich w tym samym 1821 roku.

 

Wydarzenia lat 1820–1821, które ukazały realność spisków organizowanych przez „tyranobójcze” tajne stowarzyszenia, były bezpośrednią przyczyną oficjalnego wystąpienia Kościoła. 13 IX 1821 papież Pius VII roku potępił karbonaryzm, który potem już nigdy nie osiągnie porównywalnego znaczenia. Papieskie potępienie z pewnością odgrywało tutaj swoją rolę, ponieważ – i o tym należy pamiętać – program karbonariuszy nigdy nie stał się programem ludu włoskiego, do którego rzekomo był adresowany. Lud Italii (zwłaszcza ten jęczący pod papieskim jarzmem w Państwie Kościelnym) o wiele bardziej żył tradycjami „sanfedystów” (ludowego powstania antyfrancuskiego na przełomie XVIII i XIX wieku, które stanęło w obronie świeckiej władzy papieży) aniżeli naukami „kuzynów”. Do tego dochodziła dynamiczna praca duszpasterska włoskiego Kościoła. Dość wspomnieć w tym kontekście postać św. Gaspara del Bufalo (1786 – 1837) twórcy Misjonarzy Przenajświętszej Krwi, wielkiego kaznodziei i organizatora licznych misji. Nieprzypadkowo współcześni obok miana „Małego Apostoła Rzymu” dali mu przydomek Il martello dei carbonari („Młot na karbonariuszy”).

 

Przeciwko Głowie Kościoła

Konieczność „pracy nad ludem” najostrzej dostrzegł członek karbonarskiego „namiotu” Giuseppe Mazzini – od 1831 roku na emigracji (głównie we Francji). Naczelne hasło Mazziniego i stworzonej przez niego organizacji „Młode Włochy” brzmiało: Dio e popolo („Bóg i lud”). Tyle, że Bóg pojmowany był na sposób masoński jako bliżej nieokreślona „Najwyższa Istota”, lud zaś był niemal deifikowany. Jak pisał Mazzini: Lud włoski będzie ludem – mesjaszem, który przyniesie rodzajowi ludzkiemu narodziny nowej epoki. Egzaltowana ludomania miała jeden cel: przeciągnąć włoski lud do głoszonego przez Mazziniego programu już wcześniej sformułowanego w „namiotach” węglarzy: zjednoczenia Włoch nie tylko w walce z dynastiami panującymi, ale i przeciw Głowie Kościoła.

W 1846 roku Mazzini pisał do swoich zwolenników w Italii (członków „Młodych Włoch” – w większości o afiliacjach masońskich i węglarskich): Wykorzystujcie najmniejsze ustępstwo, aby gromadzić masy, choćby tylko dla okazywania wdzięczności. Festyny, śpiewy, zgromadzenia, zetknięcie się ludzi wszelkich opinii, rozbudzają myśli, dają ludowi poczucie siły i popychają go do ujawniania swoich wymagań. W tej samej instrukcji znalazł się jednak i inny, bardzo wymowny fragment: Duchowieństwo nie jest wrogiem instytucji liberalnych (…)Postarajcie się, aby równość przeniknęła do Kościoła, a wszystko pójdzie. Władza duchowna uosobiona jest w jezuitach. Hańba przywiązana do tego imienia jest już potężnym dla socjalistów środkiem; powinniście się nim dobrze posługiwać.

W poszukiwaniu „pożytecznych idiotów”

 

Obok demagogii, szukanie „pożytecznych idiotów” wśród duchowieństwa miało być najpewniejszą drogą ku demokratycznej i zjednoczonej Italii. Nadzieje Mazziniego były tym większe, że istotnie wśród księży pojawiały się głosy domagające się zjednoczenia Włoch na gruncie zdefiniowanym przez Mazziniego. Najgłośniejszym przedstawicielem tych ostatnich był ks. Vincenzo Gioberti (1801 – 1852) – heterodoksyjny teolog i filozof. Sławę przyniosła mu opublikowana w 1843 roku książka Del primato morale e civile degli Italiani (O prymacie moralnym i politycznym Włochów), która zdradzała fascynację autora programem Mazziniego. A więc egzaltowany nacjonalizm głoszący prymat Włochów, połączony z typową dla wszystkich liberałów antyjezuicką fobią. Już po nieudanej dla liberałów Wiośnie Ludów Gioberti napisał (w 1851 roku) książkę Rinnovamento civile d’Italia (Polityczne odrodzenie Italii), w której jako główną przeszkodę na drodze zjednoczenia Włoch wskazał papiestwo i Państwo Kościelne.

Jak widać, program mazzinistów był korektą radykalnych, obliczonych na dzisiaj projektów karbonariuszy. Mazzini szedł jako „brat lożowy” drogą wyznaczoną przez masonerię – a więc długofalowej „walki o kulturę”. Jednak dla każdego Kulturkampfu oprócz „pożytecznych idiotów” wśród duchowieństwa konieczne jest pozyskanie wsparcia władzy państwowej. Liberalni autorzy „wojny o kulturę” nic by nie zyskali w Niemczech bez wsparcia Bismarcka, we Francji bez kolejnych rządów III Republiki, a we Włoszech bez wsparcia królestwa Piemontu.

 

Piemont w rękach masonów

W 1831 roku wraz ze śmiercią króla Karola Feliksa wygasła główna linia domu Sabaudów. Tron objął Karol Albert przedstawiciel bocznej linii tej dynastii (Savoia – Carignan). Nowy władca (panujący do 1849) jako czynny mason sympatyzował z liberalnymi postulatami jednoczenia Włoch na bazie demokratycznej i antykatolickiej. Na początku Wiosny Ludów, Karol Albert nadał swojemu państwu konstytucję i powołał liberalne ministerium (do którego zaprosił m. in. ks. Giobertiego). Jedną z pierwszych decyzji nowego piemonckiego rządu (w marcu 1848 r.) było wygnanie z Królestwa Sardynii jezuitów, rozpoczęto również usuwanie Kościoła ze szkolnictwa, a protestujący biskupi (jak np. arcybiskup Turynu Luigi Franconi) w 1849 roku znaleźli się w więzieniu. Na tym polegało konkretne znaczenie liberalnego sloganu „wolny Kościół w wolnym państwie”, którego autorem był urzędujący od 1852 roku premier (i wolnomularz) hr. Camillo Cavour (w 1848 roku był redaktorem dziennika „Il Risorgimento”, nawołującego do samodzielnego zjednoczenia Italii). Wyprzedzając nieco tok narracji, trzeba zaznaczyć, że jak wszyscy autorzy Kulturkampfów, również Cavour „wolność” zaprowadzał z całą surowością prawa. W 1852 roku wprowadzono w Piemoncie tzw. śluby cywilne, w 1854 roku skasowano większość domów zakonnych, rok później zamknięto akademię teologiczną Superga w Turynie, a w 1856 roku przeprowadzono wielkie konfiskaty majątków kościelnych.

 

Próżne nadzieje liberałów

16 czerwca 1846 roku następcą św. Piotra został wybrany kardynał Giovanni Maria Mastai, który obrał imię Piusa IX. Nowy papież miał opinię „liberała”. Wyborem niepokoił się nawet austriacki kanclerz Klemens Metternich, który miał powiedzieć: Papież – liberał, przecież to sprzeczność sama w sobie. Pierwsze decyzje nowego papieża wzmagały nadzieje liberałów i mazzinistów (jak na przykład utworzenie przez papieża w 1847 roku tzw. Konsulty, czyli Rady Stanu, mającej charakter ciała quasi-przedstawicielskiego). Mazzini pisał we wrześniu 1847 roku do papieża: Ojcze Święty, krokom Twoim przypatruję się z niezmierną nadzieją… Nie trać ufności, polegaj na nas… założymy dla Ciebie rząd jedyny w Europie. Rację miał jednak Metternich. Pius IX (podobnie jak każdy inny papież) nie mógł pozwolić sobie na wpisanie się w strategię polityczną jakiegoś stronnictwa, tym bardziej tak bardzo rewolucyjnego i wrogiego chrześcijaństwu, jak wyrośli z masonerii i karbonaryzmu mazziniści. Wybuch rewolucji w Paryżu w lutym 1848 roku był sygnałem do działania dla „braci” i „kuzynów” w Italii. Papież już 10 lutego w proklamacji do mieszkańców Rzymu pisał: Nie słuchajcie tego krzyku, który wychodzi z nieznanych ust i straszy lud groźbą wojny. Jest to głos oszustów, którzy przez strach chcą popchnąć lud do zawichrzeń i w ten sposób stworzyć pretekst do wojny, jakiej by nam bez tego nie wytoczono. Pius IX odnosił się w ten sposób do wywieranych na niego przez środowiska liberalne i demokratyczne nacisków, by stanął na czele ogólnowłoskiej krucjaty o wolność ludów. A pierwszym wrogiem do pokonania była Austria. O to zabiegał również przebywający wówczas w Rzymie Adam Mickiewicz. Na szaleńcze w gruncie rzeczy prośby, przeradzające się szybko w natarczywe żądania, by Głowa Kościoła stanęła na czele wojny i to przeciw katolickiemu mocarstwu (a u boku liberalnego króla Piemontu), Pius IX odpowiadał: Non posso, non debbo, non voglio! (Nie mogę, nie powinienem, nie chcę!).Oznaczało to nagły odpływ liberalnych sympatii dla „papieża – reformatora”. Dodatkowo nastroje liberałów i demokratów radykalizowały klęski Piemontu w bitwach z Austriakami (lipiec 1848). Nie pomogło nawet mianowanie przez papieża jako szefa cywilnej administracji w Państwie Kościelnym liberała hr. Pellegrino Rossiego (ekskarbonariusza). 15 sierpnia 1848 roku został zasztyletowany przez swojego dawnego konfratra. Następnego dnia sterowany przez „braci” i „kuzynów” tłum obległ pałac apostolski na Kwirynale, gdzie schronił się Pius IX. Wśród garstki obrońców papieża byli przebywający wówczas w Rzymie nasi dwaj wieszczowie: Zygmunt Krasiński i Cyprian Norwid, którzy z bronią w ręku udali się na Kwirynał.

 

W obronie papieża

Ostatecznie 24 listopada 1848 roku Pius IX opuścił w przebraniu Rzym i znalazł schronienie w neapolitańskiej twierdzy Gaeta. Do towarzyszących mu w powozie osób papież powiedział: Bądźcie spokojni – Bóg jest z nami; mam ze sobą Najświętszy Sakrament. Liberałowie proklamowali 9 lutego 1849 roku w Rzymie republikę i zniesienie świeckiej władzy papiestwa. Rządy w Wiecznym Mieście objął trumwirat, na czele z Giuseppem Mazzinim. Wydarzenia, które miały miejsce w stolicy chrześcijaństwa, odbiły się szerokim echem. Dla wielu były wielkim wstrząsem. Jak mówił Juan Donoso Cortes w hiszpańskich Kortezach: Znajdował się w Rzymie, i nie masz go już tam, na najwyższym tronie mąż najsprawiedliwszy i najlepszy chrześcijanin. Cóż zrobił Rzym z tym mężem sprawiedliwym i ewangelicznym?… Oto tron papieży zamienił na tron demagogów, a zbuntowawszy się przeciw Bogu, ubóstwił puginał. W podobny sposób wydarzenia te komentowali ich polscy uczestnicy – Zygmunt Krasiński i Cyprian Norwid. Autor Nie-boskiej komedii już w 1847 roku pisał w jednym z listów: Ach! do Romy dniem i nocą spieszy duch! Ach! daj mi podporucznikowstwo w strzelcach papieskich!. Dla wieszcza czymś naturalnym było bronienie świeckiej władzy papieży, bowiem – jak pisał – biskup idealny żadnej już potęgi mieć nie będzie wobec papieża biegunów [tj. rosyjskiego cara – G.K.]. To samo powiadał Donoso Cortes: Państwo Kościelne nie należy do Rzymu ani do papieża, ale do świata katolickiego, który uznał papieża posiadaczem tego kraju, by mu wolność i niepodległość zapewnić. Sam papież nie może zrzec się panowania, a zarazem niepodległości. Kres rzymskiej republice położyło wejście w czerwcu 1849 roku do Rzymu francuskiego korpusu interwencyjnego (wysłanego przez prezydenta Ludwika Napoleona Bonapartego, nota bene ekskarbonariusza). 4 kwietnia 1850 roku do Wiecznego Miasta powrócił Pius IX.

Rok 1848 w Italii ( a zwłaszcza w Rzymie) był niejako próbą generalną przed zrealizowaniem kilkanaście lat później narodzonego w lożach i „namiotach” programu zjednoczenia Włoch, któremu w latach 50-tych i 60-tych XIX wieku potężnego wsparcia udzieli Napoleon III – „dobry kuzyn”. Dwadzieścia niemal lat po obronie Kwirynału Cyprian Norwid w Encyklice – Oblężonego, gdy Piemont dokonał już aneksji całego Państwa Kościelnego z wyjątkiem Rzymu, pisał:

Och! Europo!… każ, niech wraz zamilknie Potwarca,

Bo bezinteresowność przerosła Ciebie;

Słowa oblężonego starca

Palą się w niebie!


Grzegorz Kucharczyk

 

Tekst ukazał się w nr. 4 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”


Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie