Dlaczego na straży własności prywatnej Pan Bóg postawił aż dwa przykazania w Dekalogu? W czym komunizm i socjalizm, zwalczające lub ograniczające własność prywatną, sprzeczne są z doktryną katolicką? Te i inne kwestie dotyczące prawa własności wyjaśnia prof. Plinio Corrêa de Oliveira w swoim opracowaniu Wolność Kościoła w państwie komunistycznym, które w czasie trwania Soboru Watykańskiego II zostało przez niego opublikowane z myślą o Polsce. Prezentujemy fragmenty tego opracowania. Autor wyjaśnia tu dlaczego jasne poznanie zasady własności prywatnej i szanowanie tej zasady w praktyce, są absolutnie niezbędne w prawdziwie chrześcijańskim formowaniu dusz i dlaczego katolik nie może zaakceptować systemu, który zwalcza własność prywatną?
A) Z punktu widzenia miłości Boga:
Wesprzyj nas już teraz!
Poznanie i miłość Prawa są nierozdzielne od poznania miłości Boga. Prawo bowiem jest w pewien sposób odzwierciedleniem świętości Bożej. I to co można powiedzieć o każdej z jego ustaw, odnosi się przede wszystkim do Prawa jako całości. Zrezygnować z nauczania dwóch przykazań Dekalogu, będących podstawą własności prywatnej, byłoby zniekształceniem tej całości i obrazu samego Boga. Skoro zaś dusze mają zniekształcony obraz Boga, będą formowane według błędnego wzoru, co nie da się pogodzić z prawdziwym uświęceniem.
B) Z punktu widzenia cnoty kardynalnej sprawiedliwości:
Cnoty kardynalne są zawiasami, na których spoczywa cała świętość. Dusza dążąca do świętości musi je dokładnie znać, szczerze kochać i prawdziwie praktykować.
Otóż całe pojęcie sprawiedliwości opiera się na zasadzie, że każdy człowiek rozpatrywany indywidualnie i cała społeczność ludzka — są względem siebie posiadaczami praw, którym odpowiadają w porządku naturalnym pewne obowiązki. Innymi słowy, pojęcie „moje” i „twoje” znajduje się u najbardziej elementarnych podstaw pojęcia sprawiedliwości.
I właśnie to pojęcie „moje” i „twoje” w sprawach ekonomicznych prowadzi wprost i nieuchronnie do zasady własności prywatnej.
Stąd bez właściwego poznania prawomocności i zasięgu — jak również ograniczeń — własności prywatnej, nie ma właściwego poznania tego, co jest kardynalną cnotą sprawiedliwości. A bez tego poznania niemożliwa jest prawdziwa miłość ani prawdziwa praktyka sprawiedliwości. Słowem, nie jest możliwe uświęcenie.
C) Z ogólnego punktu widzenia pełnego rozwoju władz duszy i jej uświęcenia:
Naświetlenie tego argumentu przyjmuje jako punkt stały, że właściwe uformowanie rozumu i woli, pod różnymi względami sprzyja uświęceniu, a pod niektórymi względami nawet się z nim utożsamia. A z kolei a contrario sensu, wszystko co szkodzi właściwemu uformowaniu rozumu i woli, jest pod różnymi względami przeciwne uświęceniu.
Wykażemy, że społeczeństwo, w którym nie istnieje własność prywatna, jest głęboko przeciwne właściwemu rozwojowi władz duszy, a w szczególniejszy sposób — woli. Stąd taka społeczność sama w sobie sprzeczna jest z uświęceniem ludzi.
Przy okazji zwrócimy uwagę na szkodę, którą dla analogicznych racji wspólnota dóbr przynosi kulturze. Uczynimy to, gdyż prawdziwy rozwój kulturowy jest nie tylko czynnikiem sprzyjającym uświęceniu ludów, lecz również owocem tego uświęcenia. Stąd właściwe życie kulturowe ma ścisły związek z naszym tematem.
Przystąpmy do tego tematu, podnosząc punkt istotny, o którym często zapominają ci, którzy zajmują się instytucją własności prywatnej: jest ona konieczna do równowagi i uświęcenia człowieka.
By usprawiedliwić tę tezę, jest rzeczą konieczną przypomnieć najpierw, że dokumenty papieskie, gdy mówią o kapitale, o pracy i o kwestii socjalnej, nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości co do faktu, że własność prywatna nie tylko jest legalna, ale więcej, jest niezbędna dla dobra indywidualnego i społecznego we wszystkim, co się odnosi do spraw materialnych i duchowych człowieka.
Wiadomo, że te dokumenty papieskie występują zdecydowanie przeciw licznym nadużyciom, jakie się zdarzyły, zwłaszcza na początku XIX wieku, w zakresie własności prywatnej. Ale fakt, że nadużycia instytucji społecznej są szkodliwe i godne potępienia, nie oznacza absolutnie, jakoby nie była ona w swej istocie doskonała. Raczej w większości wypadków powinno się pomyśleć wprost przeciwnie: corruptio optimi pessima — najgorsze jest prawie zawsze zepsuciem tego, co samo w sobie jest najlepsze. Nic nie jest tak uświęcone i święte, samo w sobie i z każdego punktu widzenia, jak kapłaństwo. Nic nie jest gorsze, jak jego zepsucie. I dlatego właśnie jest zrozumiałe, że Stolica Apostolska tak surowa wobec nadużyć własności prywatnej, jest jeszcze bardziej surowa, gdy gromi nadużycia kapłaństwa.
Liczne są motywy, dla których instytucja własności prywatnej jest koniecznie potrzebna jednostkom, rodzinom i narodom. Rzecz wychodziłaby daleko poza ramy niniejszej rozprawy, gdyby chciano dać pełny wykład tych motywów. Zatrzymajmy się przy objaśnieniu tego, co się odnosi wprost do naszego tematu: jak wspomnieliśmy wyżej, ta instytucja jest konieczna dla równowagi i dla uświęcenia człowieka.
Będąc z natury wyposażony w rozum i wolę, człowiek tymi własnymi władzami dąży do zdobywania wszystkiego, co służy jego dobru. Stąd płynie dla niego prawo poszukiwania i brania w posiadanie rzeczy, jakie napotyka i które są niczyje. Stąd też płynie dla niego prawo zabezpieczenia swoich potrzeb w sposób trwały na dziś i na przyszłość, przywłaszczając sobie ziemię, uprawiając ją i wytwarzając przy tej uprawie narzędzia do pracy. Słowem, wskutek faktu że posiada duszę, człowiek dąży nieustępliwie do tego, by zostać właścicielem, i w tym punkcie, jak mówi Leon XIII i św. Pius X, jego postawa wobec dóbr materialnych różni się od postawy nierozumnych zwierząt: IV – Człowiek rozporządza dobrami ziemi, nie tylko jako użytkownik, jak zwierzę nierozumne, ale także stałym prawem posiadania, tak pod względem rzeczy, które się zużywają, jak w odniesieniu do tych, których używaniem się nie zużywa. (Enc. Rerum Novarum, św. Pius X, motu proprio o Ludowej Akcji Katolickiej z 18.12.1903, AAS, tom XXXVI, str. 341-343).
Mając na uwadze, że kierowanie własnym przeznaczeniem i zabezpieczenie własnego istnienia jest bliskim, koniecznym i stałym przedmiotem władz rozumu i woli, i wobec tego, że własność jest normalnym środkiem, by człowiek był pewny i czuł się pewnym swej przyszłości — to obalenie prawa własności prywatnej i w konsekwencji oddanie jednostki państwu jako bezbronnego termita, oznacza pozbawienie jej umysłu pewnych podstawowych warunków funkcjonowania, prowadzi do atrofii rozumu na skutek braku ćwiczenia władz duchowych i ostatecznie zniekształca go głęboko. Tym tłumaczy się w wielkiej mierze ów smutek, jaki charakteryzuje narody podległe komunizmowi, jak również nudę i coraz częstsze samobójstwa występujące w niektórych mocno zsocjalizowanych krajach Zachodu.
Jest rzeczą wiadomą, że władze duszy, które się nie ćwiczą, dążą do atrofii. Przeciwnie, odpowiednie ćwiczenie może je rozwinąć czasem wprost zadziwiająco. Na tym zasadza się wielka liczba praktyk dydaktycznych i ascetycznych, zatwierdzonych przez największych mistrzów i uświęconych doświadczeniem.
Skoro świętość jest doskonałością duszy, można zrozumieć, jaką wagę posiada dla zbawienia i uświęcenia człowieka to, co z tych rozważań wynika. Charakter właściciela sam z siebie stwarza warunki bardzo dogodne dla właściwego ćwiczenia władz duszy. Nie przyjmując utopijnego ideału społeczeństwa, w którym każda jednostka bez wyjątku byłaby właścicielem lub w którym nie byłoby własności nierównych: wielkich, średnich, małych, trzeba koniecznie stwierdzić, że jak najszersze upowszechnienie własności sprzyja dobru duchowemu i oczywiście także kulturowemu, bądź jednostek, bądź rodzin i społeczeństw. Przeciwnie, proletaryzacja stwarza niesprzyjające warunki dla zbawienia, poświęcenia i kulturalnego uformowania narodów, rodzin i jednostek.
Aby wykład uczynić jeszcze bardziej przejrzystym, rozważmy niektóre zarzuty przeciw tezie zawartej w punkcie „c”:
W społecznościach, w których istnieje własność prywatna, ci którzy nie są właścicielami, stają się upośledzeni, albo nie mogą się uświęcić?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zauważyć, że własność prywatna jest instytucją, która sprzyja pośrednio, ale rzeczywiście tym, którzy nie są właścicielami. Ponieważ jest wielka liczba tych, co odpowiednio korzystają z dobrodziejstw moralnych i kulturalnych, jakie osiągają z pozycji właścicieli, powstaje w ten sposób wysoki poziom społeczeństwa, który na skutek naturalnego współżycia duchowego sprzyja i tym, którzy nie są właścicielami. Ich sytuacja nie jest identyczna z sytuacją żyjących w ustroju, w którym nie ma żadnej własności prywatnej.
Zatem własność prywatna jest przyczyną wyższego poziomu moralnego i kulturalnego narodów?
Mówimy, że własność jest bardzo ważnym warunkiem dla dobra duchowego i kulturalnego jednostek, rodzin i narodów. Nie mówimy, że jest przyczyną uświęcenia. Podobnie wolność Kościoła jest warunkiem jego rozwoju. Jednak Kościół prześladowany kwitnął wspaniale w katakumbach. Byłoby przesadą twierdzić np., że im bardziej jest rozpowszechniona własność, tym bardziej społeczeństwo jest cnotliwe i kulturalne. To doprowadziłoby do uzależnienia tego, co jest nadprzyrodzone, od materii, a co jest kulturowe – od ekonomii.
Jednak jest rzeczą pewną, że żadnemu narodowi nie wolno sprzeciwiać się planom Bożym, obalając instytucję powstałą w porządku naturalnym, jaką jest własność prywatna, instytucję będącą ważnym warunkiem dobra dusz, tak w dziedzinie religii, jak kultury. I gdyby jakiś naród postępował w ten sposób, stwarzałby czynniki degradacji moralnej i kulturowej, przez co popadłby w zupełną ruinę.
Jeśli to jest prawdą, jak wytłumaczyć wysoki poziom kultury w Imperium Rzymskim, gdzie większość ludności stanowił proletariat i niewolnicy? I jak tylu niewolników mogło osiągnąć wysoki poziom moralny i kulturalny tak w Rzymie, jak w Grecji?
Różnica między lokalem całkiem ciemnym a drugim oświetlonym słabym światłem jest większa niż między lokalem oświetlonym słabym światłem w porównaniu z drugim oświetlonym fantastycznie. Wynika to stąd, że zło wywołane skutkiem całkowitego braku ważnego dobra, w tym wypadku światła, zawsze jest niezrównanie większe niż zło wywołane niedostatkiem tego dobra. Społeczeństwo rzymskie posiadało, chociaż w mniejszej mierze, niż to było pożądane, liczną i kulturalną warstwę właścicieli. Stąd istnienie w Imperium dobrodziejstw kultury opartej na własności, przynajmniej w pewnej proporcji. Sytuacja byłaby całkiem inna w kraju pozbawionym zupełnie klasy właścicieli: z tego punktu widzenia kraj taki znajdowałby się w zupełnych ciemnościach.
Można zarzucić, że doświadczenie jest przeciwne tej teoretycznej konkluzji. U ludu rosyjskiego bowiem zauważamy niezaprzeczalny postęp kulturalny i techniczny, pomimo wspólnoty dóbr narzuconej przez reżym marksistowski.
Także i w tym wypadku odpowiedź nie jest trudna.
Do dowolnej dyspozycji rządu sowieckiego stoją środki wydobyte z wielu punktów olbrzymiego imperium. Rząd ten dysponuje dowolnie talentami, pracą i produkcją setek milionów ludzi. Stąd nigdy nie brakowało mu środków, by tworzyć sztuczne ośrodki wysoce rozwinięte technicznie czy kulturalnie (antykulturalnie, rzekłoby się raczej).
Nie negując wielkich osiągnięć uzyskanych w ten sposób, można raczej słusznie wyrazić zdziwienie, że nie są one daleko większe. Jeśli bowiem nienaturalne państwo-moloch nie jest zdolne do osiągnięcia „molochowych” wyników w sztucznym porządku, oznacza to, że brak mu w istocie daru skuteczności.
Poza tym ten cieplarniany rozkwit intelektualny jest całkiem odcięty od ludności. Nie stanowi on wytworu społeczności, nie wytryska z jej wnętrza. Dokonał się poza nią, krwią z niej wyssaną. Rośnie i utwierdza się bez niej, w pewnej mierze przeciw niej.
Taka produkcja nie jest wynikiem kultury narodu, podobnie jak w ogromnej opuszczonej posiadłości rolnej produkty istniejącej tam cieplarni nie świadczyłyby o odpowiedniej uprawie na terenie całej posiadłości.
Wracając do zarzutu dotyczącego Imperium Rzymskiego, jest rzeczą pewną, iż byli niewolnicy, którzy wznieśli się na zadziwiający poziom intelektualny i moralny: to cuda łaski w dziedzinie moralnej i naturalnej, które do dziś podziwiamy. Chwalebne wyjątki, które jednak nie wystarczają, by przeczyć prawdzie oczywistej, że stan niewolniczy sam w sobie jest upadlający i szkodliwy dla duszy niewolnika, tak pod względem religijnym, jak moralnym. Niewolnictwo już samo przez się moralnie i kulturalnie szkodliwe, byłoby nieporównanie bardziej szkodliwe dla niewolników starożytności, gdyby nie istnieli patrycjusze i plebejusze wolni, i gdyby społeczeństwo składało się tylko z ludzi pozbawionych swobody i własności, jak to ma miejsce w ustroju komunistycznym.
Można by jednak przytoczyć na zakończenie, że stan zakonny jest przecież w istocie szkodliwy dla dusz z powodu ślubów posłuszeństwa i ubóstwa, które są jego cechą. Czy nie krępują one dążności człowieka do troski o siebie?
Odpowiedź jest łatwa. Stan ten jest wielce dobroczynny dla dusz pociągniętych przez łaskę drogami wyjątkowymi; gdybyśmy takie życie wyobrazili sobie w całej społeczności ludzkiej, byłoby ono szkodliwe, gdyż to, co jest właściwe w przypadkach wyjątkowych, nie jest jednak odpowiednie dla wszystkich. Wspólnota dóbr między wiernymi nigdy nie została upowszechniona w Kościele pierwotnym i w końcu została zniesiona. Z kolei próby wspólnot protestanckich niektórych gmin w XVI w. skończyły się niepowodzeniem.
Zważywszy te rozliczne argumenty i zastrzeżenia pozostaje niezachwiana teza, że byłoby daremnym milczeć wobec zła moralnego, jakim jest całkowita komunizacja dóbr, by otrzymać w zamian swobodę kultu i względną wolność nauczania.
Z drugiej strony, przyjąwszy ów monstrualny pakt, w praktyce nie byłoby możliwe osiągnąć tej wymarzonej koegzystencji. Z istoty rzeczy, w społeczności bez własności prywatnej dusze prawe dążyłyby do stwarzania korzystnych dla siebie warunków. Wszystko bowiem co istnieje, nastawione jest na walkę o własne przetrwanie, niszcząc okoliczności niesprzyjające i tworząc korzystne. A contrario sensu, wszystko co nie walczy przeciw okolicznościom wyraźnie przeciwnym, zostaje przez nie zniszczone.
Wobec tego cnota znajdowałaby się w nieustannej walce przeciw społeczności komunistycznej swego środowiska i dążyłaby ciągle do usunięcia wspólnoty dóbr. Zaś społeczność komunistyczna byłaby w ustawicznej walce przeciw cnocie i dążyłaby do jej zduszenia. Wszystko to jest najdokładniejszym przeciwieństwem koegzystencji.
Opracowanie Wolność Kościoła w państwie komunistycznym znane też później pod tytułem Porozumienie z reżimem komunistycznym: nadzieja dla Kościoła czy samozniszczenie? powstało w czasie obrad Soboru Watykańskiego II na prośbę kilku ojców soborowych, którzy przekonywani przez prof. Plinia Corrêę de Oliveira o niemożności koegzystencji katolików z państwem komunistycznym i konieczności potępienia komunizmu, poprosili o zestaw argumentów potrzebnych do dyskusji w czasie obrad nad powstaniem dokumentu soborowego mającego potępić komunizm.
Praca została natychmiast przetłumaczona na język hiszpański, francuski, angielski, włoski i polski i dostarczona do rąk 2200 Ojców Soborowych. Była publikowana także po węgiersku i wietnamsku. W Polsce opracowanie zostało zaatakowane przez postępowych katolików – zwolenników koegzystencji z systemem. Atak przypuścił redaktor i publicysta organów Stowarzyszenia PAX – Zbigniew Czajkowski, który swój list otwarty do Plinia Corrêi de Oliveira ogłosił na łamach tygodnika „Kierunki” (1 III 1964, nr 9/402/) i miesięcznika „Życie i Myśl” (1964, nr 1-2), w którym opatrzył go tytułem: Przeciw szalonej alternatywie. W sposób zawoalowany i bez wspominania nazwiska profesora Plinia do jego tez odnieśli się też autorzy programowego manifestu miesięcznika „Więź”: Otwarcie na Wschód („Więź” 1963, nr 11-12) – Tadeusz Mazowiecki i Andrzej Wielowieyski. Do naszego kraju opracowanie prof. Corrêi de Oliveira w czasach PRL docierało w drugim obiegu. Niedługo potem Stolica Apostolska ciepło przyjmuje pracę, chwaląc ją w liście (na ilustracji powyżej) pochodzącym od Świętej Kongregacji Seminariów i Uniwersytetów, a podpisanym przez kardynała Giuseppe Pizzardo i Msgr. Dino Staffa, późniejszego kardynała.
Plinio Corrêa de Oliveira
Tekst ukazał się w nr. 5 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”
Zobacz także:

