14 marca 2012

Naiwność czy kolaboracja?

Kiedy kilka miesięcy temu grupa więźniów politycznych wyjechała do Hiszpanii, agencje prasowe przypisywały ten „cud” kardynałowi Hawany. Więźniowie owi wykazali jednak, że operacja okazała się działaniem dyktatury w celu rozbicia opozycji kubańskiej i pozbawienia jej przywódców.

 

20 stycznia bieżącego roku w więzieniu w Canaleta (prowincja Ciego de Avila) zdarzyła się rzecz niewyobrażalna. Więzień polityczny Pedro Arguelles Morán, niezależny dziennikarz, skazany na dwadzieścia lat więzienia, został przyprowadzony do biura dyrektora więzienia, gdzie oczekiwał go dyrektor razem z tzw. „reedukatorem ideologicznym” i psychologiem. Trójka owa poczęła usilnie namawiać Arguellesa na jak najszybszy wyjazd z Kuby, zapewniając go, że bramy więzienia są na taki wyjazd szeroko otwarte.

Wesprzyj nas już teraz!

Więzień polityczny o wymęczonej twarzy i posturze wycieńczonej siedmioma latami pobytu w więzieniu, ale o żelaznej woli, odpowiedział osłabionym głosem, że bez wątpienia powinien opuścić więzienie, gdyż jest niewinny i został niesłusznie skazany, ale jako Kubańczyk ma pełne prawo do pozostania na Kubie i kontynuowania pokojowej walki o wolność swego kraju.

Zaniepokojeni dozorcy więzienni to wchodzili to wychodzili z biura dyrektora, co chwilę też dokądś telefonowali. Nagle, jeden z nich poinformował więźnia, że chce z nim rozmawiać kardynał Jaime Lucas Ortega y Alamino, arcybiskup Hawany. Pedro Arguelles Morán odpowiedział krótko i jasno: Proszę powiedzieć kardynałowi, że jeśli dzwoni w innej sprawie niż po to, aby mi zakomunikować, że jestem wolny i mogę wrócić do domu, to niech się rozłączy.


Jak należy rozumieć to nagłe zainteresowanie funkcjonariuszy reżimu, których głównym zadaniem do tej pory było wszak zapełnianie więzień, ich jak najszybszym opróżnieniem, pod warunkiem jednak, aby więźniowie polityczni wyjechali z Kuby? Pogorszenie warunków bytowych osiągnęło na Kubie taki punkt, że reżim obawia się wybuchu niezadowolenia ludności Hawany i innych kubańskich miast na kształt tego, co wydarzyło się ostatnio na ulicach Kairu.

Kardynał Ortega, od lat gorliwy kolaborant reżimu, zaoferował swe usługi dyktatorowi Raulowi Castro w celu wynegocjowania z socjalistycznym rządem hiszpańskim wyjazdu na wygnanie więźniów politycznych, uznawanych przez reżim za wyróżniających się i najbardziej „niebezpiecznych”, aby upuścić nieco pary z wrzącego kotła społecznych nastrojów.

Tak się też stało – grupa więźniów politycznych wyjechała do Hiszpanii. Najważniejsze agencje prasowe przypisywały ów „cud” kardynałowi Hawany, jednakże po przybyciu do Hiszpanii więźniowie wykazali, że cała operacja nie obyła się bez wysiłku dyktatury nakierowanego na rozbicie kubańskiej opozycji i pozbawienia jej przywódców.

Trudno o większe upokorzenie dla kardynała – rola odegrana w opisanym powyżej manewrze uczyniła zeń jednego z więziennych dozorców i w takiej też roli może on przejść do historii.

Na początku roku 1995 do watykańskiego sekretariatu stanu wpłynęła petycja od przebywających na wygnaniu znamienitych osobistości kubańskich zatytułowana: Wygnani Kubańczycy apelują do Jego Świątobliwości Jana Pawła II: Chroń nas od działań kardynała Ortegi! Dramatyczny ów list został później (24 października 1995 roku, w dzień św. Antoniego Marii Clareta, byłego arcybiskupa Santiago de Cuba) opublikowany na łamach wychodzącego w Miami dziennika „Las Américas”. Niestety, do dziś zachowuje on pełną aktualność, opisując paradoksalną sytuację pasterza-strażnika, który zamiast oddać życie za swe owce, czyni co może, aby pomóc wilkom zadusić stado.

Armando F. Valladares

Tekst ukazał się w nr 19 dwumiesięcznika ” Polonia Christiana”

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie