Z Magdim Cristiano Allamem – włoskim dziennikarzem egipskiego pochodzenia, posłem do Parlamentu Europejskiego, muzułmaninem nawróconym na katolicyzm – rozmawia Emanuele Gagliardi.
W Wigilię Paschalną roku 2008 przyjął Pan chrzest z rąk papieża Benedykta XVI i dodał do swojego imienia imię Cristiano…
Wesprzyj nas już teraz!
– Tak, to był najpiękniejszy dzień w moim życiu, kiedy dar wiary chrześcijańskiej został uwieńczony darem chrztu udzielonego przez Ojca Świętego. Wzrosła we mnie miłość do Wikariusza Chrystusowego, który dał świadectwo całemu Kościołowi, że nie powinniśmy się bać nieść Jezusa wszystkim, którzy chcą Go dobrowolnie przyjąć i że należy utwierdzać dobro wolności religijnej, nie poddając się szantażom politycznym czy groźbom islamskich terrorystów.
Jestem pewien, że większość chrześcijan ucieszyła się z powodu mojego chrztu, chociaż zaniepokoiła mnie krytyka ze strony ludzi, którzy woleliby, aby muzułmanie nie nawracali się na chrześcijaństwo w obawie przed reakcją islamskich ekstremistów. Czyż bowiem to, że chrześcijanie w Rzymie, kolebce katolicyzmu, boją się wyznawać wiarę w Chrystusa, nie oznacza, że sami skazują się na nieuchronną śmierć, rezygnując ze swej wolności i dumy?
Czy otrzymywał Pan pogróżki w związku ze swoim publicznym nawróceniem?
– Niestety, tak. Na islamskich stronach internetowych znalazły się wydane na mnie wyroki śmierci, jak również epitety określające mnie mianem zdrajcy islamu i człowieka zaprzedanego Izraelowi. Ale nie tyle martwią mnie wyroki skazujące na poderżnięcie gardła, ile podstępne pogróżki tak zwanych „umiarkowanych” muzułmanów, którzy w imię poszanowania specyfiki islamu coraz mocniej poddają nas osądowi islamskiego prawa.
Nie kto inny bowiem jak owi „umiarkowani” muzułmanie pierwsi potępili mój chrzest i oskarżyli mnie o apostazję, która zgodnie z Koranem i rozpowszechnioną w krajach muzułmańskich praktyką pociąga za sobą karę śmierci. Mimo to, właśnie owych „umiarkowanych” muzułmanów Watykan akceptuje jako partnerów międzyreligijnego dialogu, który de facto ułatwia i wzmacnia przenikanie islamu do Europy.
Skoro osiągnęliśmy już punkt, w którym przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, kardynał Angelo Bagnasco i arcybiskup Wenecji kardynał Angelo Scola doceniają inicjatywę genueńskiego proboszcza, który uczynił meczet elementem bożonarodzeniowej szopki; skoro doczekaliśmy chwili, kiedy arcybiskup Dionigi Tettamanzi usprawiedliwia atak setek islamistów na dziedziniec katedry w Mediolanie pragnieniem przekształcenia jej w miejsce modlitwy wyznawców islamu, to znaczy, że do samego jądra Kościoła dotarł już religijny relatywizm – poprawny z islamskiego punktu widzenia i dla islamu nader korzystny.
Jesteśmy świadkami powolnego samobójstwa cywilizacji chrześcijańskiej Europy mniemającej, że aby nie drażnić wrażliwości muzułmanów i móc żyć w zgodzie ze wszystkimi, powinna ona przekształcić się w pustynię na płaszczyźnie wiary, wartości, tożsamości i zasad. Dlatego to właśnie my mamy problem, a nie inni.
Jak świat islamski postrzega proces dechrystianizacji?
– Islamscy ekstremiści i terroryści otwarcie traktują Europę jako teren podboju i w istocie już wywołali na tym polu wojnę. Dzisiejsza Europa to nie tylko twierdza islamskich ekstremistów, ale wręcz fabryka wojowników islamu – terrorystów-samobójców z europejskim obywatelstwem – jak ci, którzy 7 lipca 2005 roku wysadzili się w powietrze w centrum Londynu.
Islamscy terroryści-samobójcy stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej, sama zaś góra to gęsta, szeroko rozbudowana sieć meczetów, w których głosi się nienawiść i wpaja wiarę w tzw. męczeństwo za islam; w których praktykuje się pranie mózgów zmieniające ludzi w śmiercionośne roboty. Wobec tej rzeczywistości instytucjonalna Europa pozostaje obojętna, stając się de facto sprzymierzeńcem islamskiej penetracji.
Czy Kościół może uznać Mahometa za proroka?
Fragmenty listu Magdiego Allama do Ojca Świętego Benedykta XVI
(…) Islam prowadzi wojnę, regularny podbój, który zmienił chrześcijański Zachód w twierdzę islamskiego ekstremizmu, do tego stopnia, że wręcz „produkuje” on islamskich terrorystów-samobójców z paszportami krajów zachodnich. Jednak najpoważniejszym zagrożeniem są tu nie tyle okrutni, dzierżący w dłoniach broń „odcinacze” głów, ile podstępni „odcinacze” języków, którzy rozwinęli obłudę według zasad wiary islamskiej, tworząc wewnątrz państwa prawa państwo islamskie oparte na szerokiej sieci meczetów i szkół koranicznych, w których głosi się nienawiść, wpaja się wiarę w tzw. „męczeństwo” za islam, praktykuje pranie mózgów w celu zmienienia ludzi w bojowników świętej wojny islamskiej.
Islamskie instytucje charytatywne w zamian za wsparcie materialne wypaczają i podporządkowują umysły; muzułmańskie banki kontrolują coraz szersze obszary finansów i światowej gospodarki, promując przy tym prawa islamskie. Islamskim sądom udało się już w Wielkiej Brytanii narzucić swe prawo, szariat, stawiając je na równi z prawem cywilnym w kwestiach odnoszących się do statusu osobistego i rodzinnego, nawet jeśli wydaje ono wyroki naruszające fundamentalne prawa człowieka (…).
Islamski podbój umysłów i terytoriów stał się możliwy z powodu skrajnej kruchości wewnętrznej chrześcijańskiego Zachodu – to druga strona medalu. Zachód coraz wyraźniej jawi się jako kolos materializmu na glinianych nogach, ponieważ jest bez duszy, ponieważ jest pogrążony w głębokim kryzysie wartości. (…)
Chrześcijaństwo i islam są całkowicie różne: Bóg, który stał się Człowiekiem w Jezusie, który podzielił życie, prawdę, miłość i wolność z innymi ludźmi, aż do ofiary z własnego życia, nie ma nic wspólnego z Allachem, który stał się tekstem opakowanym w Koran, który narzuca się ludziom w sposób samowolny, który uznał prawnie ideologię i praktykę nienawiści, przemocy i śmierci, stosowanych przez Mahometa i jego naśladowców dla krzewienia islamu. (…)
Dla mnie chrześcijaństwo nie jest religią „lepszą” od islamu czy religią „dopełnioną” przez „dokończone” przesłanie (jeśli islam potraktować jako religię „niedopełnioną” z „niedokończonym” przesłaniem). Dla mnie chrześcijaństwo jest jedyną prawdziwą religią, ponieważ prawdziwy jest Jezus – Bóg, który stał się Człowiekiem i pośród nas, ludzi zaświadczył o prawdzie, pięknie, racjonalności i dobroci chrześcijaństwa poprzez dobre dzieła. Dla mnie islam, który uznaje Jezusa jedynie za człowieka i potępia chrześcijaństwo jako herezję, ponieważ wierzy ono w bóstwo Jezusa, i jako bałwochwalstwo, gdyż uznaje ono dogmat o Trójcy Przenajświętszej, jest religią fałszywą, inspirowaną nie przez Boga, lecz przez szatana. Dla mnie islam stosujący się do nakazów Koranu i naśladujący czyny Mahometa niszcząc dusze tych, którzy mu się podporządkowują i zabijając ciała tych, którzy go odrzucają, jest religią korzystającą z fizycznej przemocy, historycznie agresywną i konfliktową, zupełnie nieprzystającą do wartości leżących u podstaw wspólnej cywilizacji ludzkiej.
To właśnie moje doświadczenie bycia „umiarkowanym muzułmaninem”, który realizował marzenie o „umiarkowanym islamie”, pozwoliło mi zrozumieć, że z pewnością jednostkowo mogą istnieć „umiarkowani muzułmanie”, jednak bynajmniej nie istnieje „umiarkowany islam”. Dlatego musimy rozróżnić wymiar osoby od wymiaru religii. Można prowadzić dialog i współdziałać z umiarkowanymi muzułmanami w celu ułatwienia obywatelskiego współistnienia, wychodząc od poszanowania fundamentalnych praw człowieka i dzielenia niepodważalnych dla naszego człowieczeństwa wartości. Ale musimy uwolnić się od powszechnego błędu utrzymującego, że aby móc kochać muzułmanów, należy kochać islam; że aby zachowywać poprawne stosunki z muzułmanami, należy przyznać islamowi równorzędną godność.
Magdi Cristiano Allam
Tekst ukazał się w nr 18 dwumiesięcznika „Polonia Christiana”